Polska Grupa Zbrojeniowa w ostatniej chwili rezygnuje z lukratywnego kontraktu. Zarobi prywatna spółka

PGZ zrezygnowało z kontaktu wartego ponad 100 milionów złotych. W tle jest konflikt interesów i wątpliwe działania prezesa spółki Błażeja Wojnicza.
PGZ zrezygnowało z kontaktu wartego ponad 100 milionów złotych. W tle jest konflikt interesów i wątpliwe działania prezesa spółki Błażeja Wojnicza. Fot. Sławomir Kamiński/Agencja Gazeta
Jak ustalili reporterzy śledczy RMF FM, PGZ dobrowolnie zrezygnowała z walki o zdobycie wartego prawie 100 milionów złotych kontraktu na pojazdy dalekiego rozpoznania dla polskiej armii. W tle są nie tylko potencjalne straty państwowej spółki, a także konflikt interesów. A wszystko przez prezesa Błażeja Wojnicza, który był szefem konkurujących spółek.

Plany zakupu pojazdów dalekiego rozpoznania dla polskiej armii pojawiły się już kilka lat temu, jeszcze za rządów koalicji PO-PSL. Przetarg - w ramach projektu Żmija - ogłoszono jeszcze w 2012 roku. Jednak sprawa nabrała tempa 3 lata później. W przetargu wystartowało osiem podmiotów. W lutym zeszłego roku wyłoniono trzy z nich, które spełniały warunki uczestnictwa w postępowaniu i dostały zgodę na złożenie oferty wstępnej. W styczniu tego roku - po analizie ofert wstępnych - zaproszenie do złożenia oferty ostatecznej wysłano do konsorcjum Polskiej Grupy Zbrojeniowej z państwowymi Wojskowymi Zakładami Motoryzacyjnymi w Poznaniu oraz Polskim Holdingiem Obronnym startującym z prywatną firmą Concept z Bielska- Białej. Według informacji radia RMF FM, PGZ wycofało się z konkursu w ostatniej jego fazie, co automatycznie dało zwycięstwo prywatnej spółce.



Jednak najbardziej kontrowersyjny jest fakt, że prezes Polskiej Grupy Zbrojeniowej Błażej Wojnicz był od lutego do kwietnia tego roku pełnił jednocześnie funkcje prezesa w Polskim Holdingu Obronnym i Polskiej Grupie Zbrojeniowej. PHO oraz PGZ konkurowały w przetargu. Sam prezes postrzegany jest jako człowiek, który swoje stanowisko zawdzięcza byłemu już rzecznikowi Ministerstwa Obrony Narodowej Bartłomiejowi Misiewiczowi. Według ustaleń dziennikarzy, Wojnicz nie miał zgody Rady Nadzorczej Polskiej Grupy Zbrojeniowej na łączenie stanowisk w konkurencyjnej firmie. Co prawda, po dwóch miesiącach pod naciskiem MON, Błażej Wojnicz zrezygnował z szefowania Polskiemu Holdingowi Obronnemu.
Problem jednak w tym, że właśnie te dwa miesiące były kluczowe dla losów przetargu. W tym czasie zapada decyzja o wycofaniu oferty państwowej spółki. To otwarło drogę do zwycięstwa dla Polskiego Holdingu Obronnego, który w przetargu na pojazdy dalekiego rozpoznania dla polskiej armii startował z prywatną firmą Concept z Bielska- Białej. W efekcie - w lipcu tego roku - przetarg wygrała ta właśnie oferta. PGZ tłumaczy fakt swojej rezygnacji z przetargu nieopłacalnością i brakiem odpowiedniego produktu, co jest co najmniej dziwne, z powodu zakwalifikowania się Grupy do finalnego etapu przetargu.

źródło: RMF FM
POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...