Niebezpieczna zmiana PiS, o której jest za cicho.Co wszechwładny komisarz będzie robił przy wyborach?

396 nowych komisarzy wyborczych może mieć istotny wpływ  na wyniki wyborów samorządowych, które odbędą się za rok
396 nowych komisarzy wyborczych może mieć istotny wpływ na wyniki wyborów samorządowych, które odbędą się za rok Fot. Anna Krasko / Agencja Gazeta
Wśród zmian, które rządzący PiS chce wprowadzić do ordynacji przed wyborami samorządowymi, jest uzbrojenie nowych komisarzy wyborczych w narzędzia politycznego wpływu na system wyborczy. Może się to przełożyć na wyniki głosowania poprzez majstrowanie przy podziale gmin, powiatów i województw na okręgi. Opozycja powinna więc dmuchać na zimne i jak w szachach planować kilka ruchów do przodu.

– Komisarze dostaną do ręki narzędzia polityczne, które są całkiem ostre, ale dzisiaj nikt nie jest w stanie przewidzieć jak i do czego ich użyją – podkreśla w rozmowie z naTemat dr Jarosław Flis, socjolog polityki, współautor raportów na temat zmian w ordynacjach wyborczych. O zmianach w prawie wyborczym do samorządów, które chce wprowadzić PiS, pisaliśmy tutaj.
Manipulowanie liczbą okręgów
Wpływ komisarzy na procedurę wyborczą może się wiązać z tzw. gerrymanderingiem, czyli dopasowywaniem wielkości i granic okręgów do preferencji partyjnych, w tym przypadku po myśli PiS.
– PiS kantuje. Ustawia grę pod siebie. Zbójecka ordynacja wpycha nas w ramiona antyPiS-u – grzmiał we wtorek w TVN24 lider PSL, Władysław Kosiniak-Kamysz. Bo nadanie dodatkowych uprawnień komisarzom, to kolejny krok do ograniczania kompetencji samorządów. – W uzasadnieniu projektu PiS nie ma żadnych argumentów, dlaczego się to robi – ocenia Flis.



– Zmniejszenie w wyborach do niektórych sejmików wojewódzkich liczby okręgów do trzech jest bardzo naciągane z punktu widzenia sensowności systemu wyborczego. Poza tym, moim zdaniem, nie ma to żadnego uzasadnienia. A zakładając niecne intencje i interesowne myślenie partii rządzącej może to dać jej tylko chwilowy pozytywny skutek. Szanse różnych bloków politycznych mogą się bowiem odwrócić w ciągu roku – ocenia ekspert.
Ale opozycja powinna chuchać na zimne i jak w szachach planować kilka ruchów do przodu. Zresztą zmiany w prawie wyborczym szykowane przez PiS wymuszają poniekąd jej współpracę.

Przypomnijmy, że dotychczas komisarze wyborczy sprawowali nadzór nad procedurą wyborczą. Teraz będą mieć także wpływ na system wyborczy. W wywiadzie dla "Gazety Wyborczej” dr Flis podkreślił, że to rzecz w świecie raczej wyjątkowa. Ale stwarza zagrożenie majstrowania przy liczbie okręgów.
Umocnienie roli komisarzy
– Co istotne, umocnienie roli komisarzy wiąże się z likwidacją systemu większościowego, czyli jednomandatowych okręgów wyborczych w gminach, z wyjątkiem miast na prawie powiatu oraz ze zmianą dopuszczalnych norm okręgów wyborczych. Zupełnie nieprzewidywalne są efekty zmiany widełek w miastach i sejmikach, gdzie były dotąd okręgi od pięciu mandatów w górę. Jeśli podzielimy województwa na okręgi trójmandatowe, życie polityczne bardzo się zmieni – wskazuje w wywiadzie dla "GW" dr Flis.
O co chodzi? Obecnie "komisarz wyborczy jest pełnomocnikiem Państwowej Komisji Wyborczej wyznaczonym na obszar stanowiący województwo lub część jednego województwa”, a komisarzy wyborczych "powołuje w każdym województwie, w liczbie od 2 do 6, spośród sędziów, na okres 5 lat, Państwowa Komisja Wyborcza, na wniosek Ministra Sprawiedliwości”.

To oni, wspólnie z samorządami, powołują terytorialne komisje wyborcze, a do tego m.in. nadzorują przestrzeganie prawa wyborczego, rozpatrują skargi na działalność komisji wyborczych czy podają zbiorcze wyniki wyborów. Taki system ma swoje wady i zalety.

Zgodnie z planem PiS nowych komisarzy wojewódzkich i powiatowych ma powoływać  PKW w każdym województwie i w każdym powiecie, w tym w miastach na prawach powiatu, na okres 5 lat, "spośród osób mających wykształcenie wyższe prawnicze”. Komisarze zostaną uzbrojeni w szczególne uprawnienia i będą mogli majstrować przy okręgach.

Zostanie wybranych 396 komisarzy: 16 wojewódzkich i 380 powiatowych. – My nie wiemy kim będą ci komisarze i czym się będą kierować. Nie wiemy też jak będzie wyglądał proces ich rekrutacji – podkreśla dr Flis. Wyjaśnia, że ewentualnych zmian w podziale okręgów, czy obwodów można dokonać nie później niż 3 miesiące przed końcem kadencji samorządów, czyli najpóźniej w sierpniu przyszłego roku.

TRIOW-y premiują dużych graczy
– O ile nowy podział obwodów do głosowania to jest sprawa o bardzo wątpliwym potencjale politycznym, to już podział na okręgi wyborcze jest bardzo poważną kwestią. Zwłaszcza w tych widełkach jakie zostały stworzone czyli od 3 do 7 – podkreśla Flis.
– Nowy przepis mówi, że komisarze dzielą jednostki samorządowe na okręgi. W gminach gdzie likwiduje się JOW-y wszystkie stare okręgi pójdą do kosza i dzielimy na nowo, w powiatach widełki się nie zmieniają więc nie ma powodu żeby zmieniać liczbę okręgów. Ale najciekawsza sytuacja jest w sejmikach. Sprawdziłem że jest tam w tej chwili 85 okręgów. 60 z nich wpasowuje się w nowe widełki, natomiast w 25 będzie trzeba podzielić na nowo – mówi dr Flis.
– W trójmandatowych okręgach nie ma miejsca dla 4 partii, a w siedmiomandatowych już takie miejsce jest – zaznacza i na tym koncentruje się istota zmian w ordynacji samorządowej. Projekt PiS preferuje duże partie kosztem małych i średnich.
O pomyśle PiS z TRIOW-ami pisaliśmy tutaj. Chodzi o to, że kandydaci z różnych list partyjnych rywalizują w okręgu o trzy miejsca. W takim okręgu mandaty mogą dostać najwyżej trzy partie. Ale aby jakakolwiek partia mogła zdobyć wszystkie mandaty, musi mieć trzykrotnie większe poparcie niż największa z pozostałych.

W ostatnich wyborach sejmikowych taki przypadek się jednak nie zdarzył. By otrzymać dwa mandaty w okręgu, trzeba mieć dwukrotną przewagę nad trzecią partią. Można więc zdobyć 40 proc. poparcia, lecz dostać tylko co trzeci mandat, jeśli będzie się mieć przeciw sobie dwie partie z poparciem po 21 proc. One też dostaną po jednym mandacie.

Takie są skutki systemu d’Honta preferującego silne ugrupowania. – Ale nie wszystkie zmiany są zamachem na demokrację, czasami tylko na zdrowy rozsądek – podkreśla dr Flis.
POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...