Impreza studentów medycyny skończyła się bójką. Przyszły chirurg walczył o życie, pobił go "kolega" dentysta

Do bójki pomiędzy studentami doszło podczas imprezy w Lublinie. Zdjęcie jest tylko ilustracją.
Do bójki pomiędzy studentami doszło podczas imprezy w Lublinie. Zdjęcie jest tylko ilustracją. Fot. Renata Dąbrowska / Agencja Gazeta
Do naszej redakcji napisali bliscy brutalnie pobitego studenta medycyny z Lublina. Ich znajomy wciąż przebywa szpitalu, a napastnik – student stomatologii – jest na wolności. Od kilku dni Lublin żyje wydarzeniami z tej imprezy.

– Dla studenta chirurgii, który do tej pory odnosił duże sukcesy w nauce, doznane obrażenia mogą oznaczać koniec marzeń o pracy przy stole operacyjnym – przekonują znajomi pokrzywdzonego z Lublina. Hotel, w którym odbyła się impreza, ma trzy gwiazdki, bogatą kartę win i słynie też jako miejsce konferencyjne. Tym razem na początku listopada bawili się tam studenci Uniwersytetu Medycznego w Lublinie. Przyszło blisko 400 osób. Pojawił się też student stomatologii Krzysztof P. Między nim, a Danielem P. doszło do sprzeczki, która przerodziła się w awanturę. Podłożem miał być konflikt o dziewczynę.



Ujrzałem syna we krwi
– Napastnik był niezwykle agresywny. Bił pięściami swoją ofiarę, aż ta straciła przytomność. Po ataku agresor uciekł z miejsca zdarzenia i ukrywał się – napisali do nas znajomi pokrzywdzonego. Według nich napastnik uderzał Daniela w głowę, mimo że ten leżał już nieprzytomny. Nie miał szans w starciu ze studentem stomatologii, bowiem – jak twierdzą – napastnik trenuje boks. Pokrzywdzony trafił do szpitala. Zdaniem bliskich, obrażenia mogą oznaczać, że to koniec marzeń o chirurgii. – Około drugiej dostałem telefon od partnerki Daniela, że syn jest w szpitalu. Pojechałem natychmiast. Ujrzałem syna zalanego krwią. Podczas badania okazało się, że krwiak gwałtownie się powiększa, a na czaszce są dwa pęknięcia. Z zagrożeniem życia zabrali go na oddział. Dalej przebywa w szpitalu. Miał dziś kolejną tomografię głowy – opisuje naTemat Dariusz, ojciec pobitego.

Przyznał się do jednego razu
Gdy ochłonął, następnego dnia zgłosił zdarzenie na policji. Chciał, aby hotel zabezpieczył nagrania z monitoringu. Teraz wyjaśnia, że te zniknęły. – Gdyby nie Kasia, partnerka syna, która zaczęła odciągać napastnika, ten dalej biłby leżącego syna – uważa. Po dwóch dniach po pobiciu napastnik sam zgłosił się na policję. – Jest na wolności. Zastosowano wobec niego dozór policyjny. My nie mamy wpływu na orzeczenie środka zapobiegawczego – tłumaczy Sebastian Wilczyński, prawnik pobitego.

Mężczyzna raz w tygodniu ma pojawiać się na komisariacie. – Przesłuchaliśmy go i postawiliśmy mu zarzut uszkodzenia ciała innej osoby. Grozi mu kara nawet do 5 lat pozbawienia wolności – tłumaczy Jacek Król, zastępca szefa Prokuratury Rejonowej Lublin-Północ. Podczas przesłuchania napastnik przyznał, że tylko raz uderzył Daniela. Wstępne badania wykazały, że pokrzywdzony student medycyny ma złamany nos i tzw. krwawe obrzęknięcie.

To nie nasza impreza
Jakie konsekwencje spotkają napastnika na jego Alma Mater? – Wszystko jest w rękach prokuratury. Czekamy na ich decyzje. Nie możemy wybiegać przed szereg – tłumaczy Włodzimierz Matysiak, rzecznik lubelskiej uczelni. Dodaje, że uniwersytet nie był organizatorem studenckiej imprezy. Dawno tak żywo nie komentowano żadnej lubelskiej imprezy. Broniący napastnika twierdzą, że pokrzywdzony był pijany i sprowokował bójkę. Całe zajście miało trwać krótko. Kolejni komentujący poruszeni są, że tak bawi się "elita".
POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...