Feminizm w rytmie disco-polo. Gang Śródmieście gra "kalejdoskop kobiecości"

Gang Śródmieście to kobieca odpowiedź na disco-polo.
Gang Śródmieście to kobieca odpowiedź na disco-polo. Fot. Marek Zimakiewicz
Gang Śródmieście łączy uliczną zadziorność z kobiecą delikatnością i wydał właśnie swój debiutancki album "Feminopolo". Dziewczyny tworzą nowy gatunek, który w melodyjny sposób przekazuje ważne sprawy. "Gang powstał z potrzeby siostrzeństwa. To próba odczytania na nowo definicji kobiecości i rytuałów związanych z płcią" - tak mówią o sobie trio warszawianek.

Najbardziej znaną członkinią tria jest Karolina Czarnecka, która zasłynęła piosenką "Hera, koka, hasz, LSD", ale Gangu Śródmieście nie byłoby bez Magdy Dubrowskiej oraz Neli Gzowskiej. Ze wszystkimi artystkami rozmawiam o feminopolo, problemach Polek i o tym czy mężczyźni są faktycznie tacy źli.
Nazwałyście płytę "Feminopolo" i tak zresztą określacie styl muzyczny, który gracie. Czy to Wasza odpowiedź na disco-polo? Na moje ucho, bardziej brzmicie jak electro-punk w stylu naszego krajowego SUPER GIRL ROMANTIC BOYS.



Karolina: Feminopolo to nowy gatunek. Dominują bity i elektronika, ale panuje duża wolność. Tego chciałyśmy najbardziej. Braku ograniczeń i wolności. Dlatego na płycie hip-hop spotyka się z szantą, a disco z punkiem. To kalejdoskop kobiecości. 


Magda: "Discopolka" jest elektropunkowa? Chciałyśmy napisać piosenkę, która muzycznie byłaby prawdziwym disco polo. Choć nie jest to chyba w pełni możliwe, bo mamy jednak inne korzenie, inną wrażliwość muzyczną, przez którą ten utwór przepuściłyśmy. Ale starałyśmy się być jak najbardziej wierne regułom gatunku. Okazało się, że to wcale nie jest takie proste, jak by się wydawało.

Trzeba przyznać, że w disco-polo jest mało kobiet, a jedyna, która zrobiła naprawdę ogromną karierę, była Shazza. Królują faceci, którzy śpiewają głównie o kobietach (a raczej chęci ich zdobycia) i miłości. Podoba Wam się disco-polo? Co o nim myślicie?

K: Ja pochodzę z Podlasia. Znam te rytmy bardzo dobrze. Mam je w krwiobiegu. Poza tym za każdym razem, kiedy przyjeżdżam do Białegostoku, dziwię się, kiedy w radiach u kierowców taksówek nie gra disco polo. Nie zaskakują mnie bilbordy informujące o wielkim święcie na miejskim stadionie z okazji festiwalu disco-polo. Brazylia ma sambę, Podlasie - disco-polo. A jeżeli chodzi o przedmiotowe traktowanie kobiet w piosenkach męskich gwiazd tego gatunku, to też to zauważyłyśmy, trudno nie zauważyć. Stąd "Discopolka".

M: Co do kobiet w disco-polo, rządzi ostatnio zespół Top Girls, chyba pierwszy w historii discopolowy girlsband. Ich utwór pt. "Mleczko", który ma 29 milionów odsłon, opowiada o tym, jak trzy kobiety oszukiwane przez tego samego playboya, jednoczą się i dokonują zemsty. Bardzo życzymy scenie discopolo, aby było na niej jak najwięcej kobiet, zwłaszcza tych, które same piszą piosenki i prezentują trochę inny punkt widzenia niż "majteczki w kropeczki".

Gang Śródmieście spodoba się fanom disco-polo? Tacy Bracia Figo Fagot, którzy parodiowali ten gatunek raczej trafili do innej publiki. No, ale to oni to przecież mieli prześmiewczo-szownistyczno-rasistowskie teksty.

K: Ja bym bardzo chciała. Z wielu powodów. Discopolka nie miała być prześmiewcza.
Porozmawiajmy teraz o was jako zespole. Nazwa oczywiście sugeruje, że jesteś z centrum Warszawy, ale ten „gang” za czym stoi? Jesteś niegrzecznymi dziewczynami? Co macie na sumieniu? Mam się was bać?

Karolina: Po pierwsze w każdym mieście jest śródmieście, po drugie zainspirowałyśmy się kobiecym gangiem, który sto lat temu grasował po Polsce i właśnie w centrum Warszawy miał swoją siedzibę. Co mamy na sumieniu? To intymne pytanie. Czy jesteśmy niegrzeczne? Zależy od sytuacji. Czy masz się nas bać? Jeśli boisz się kobiet, które mają swoje zdanie i czasem działają wbrew oczekiwaniom innych, to tak. 



Która z was odpowiada za co w zespole... i jak w ogóle to wszystko się zaczęło? Podejrzewam, że od "Hery, koki, haszu i LSD"?

K: Od hery i koki owszem wiele się zaczęło, ale i wiele się na niej skończyło. Czyli schemat klasycznego tripa narkotykowego potwierdzony. My natomiast poznałyśmy się w Burdelu.

M: Czyli warszawskim kabarecie Pożar w Burdelu, w którym Karolina występuje. Rok temu jego twórcy Michał Walczak i Maciej Łubieński zaprosili Nelę i mnie do odcinka na Boże Narodzenie. Stworzyłyśmy zespół i grałyśmy napisane przez nich piosenki, do których muzykę komponował Michał Górczyński. Nela na gitarze, ja na basie, a na perkusji Ania Krotoska, świetna aktorka i świetna bębniara. I tak poznałyśmy Karolinę. Kiedy pracowałyśmy nad utworem "Tipsy", nagle uwolniła się jakaś niesamowita energia, zaczęłyśmy się tym bawić, w czwórkę kombinować z aranżem, totalnie nas to wciągnęło. Kiedy spektakl dobiegł końca, my postanowiłyśmy dalej razem grać. Ania Krotoska niestety mieszka we Wrocławiu, więc na razie gramy w trio. Wspólnie piszemy teksty i muzykę. Od 8 marca, kiedy powstał nasz pierwszy utwór "Sprawy niewieście", stworzyłyśmy 12 piosenek, które znalazły się na płycie.

W takim razie teraz: clue waszej działalności czyli warstwa tekstowa. Co was inspiruje? Piosenka "Discopolka" to krótko mówiąc swego rodzaju manifest feministyczny. Ironicznie śpiewacie o sytuacji kobiet w Polsce. Co Wam nie pasuje, co byście chciały zmienić? Odpowiedź „wszystko” mnie satysfakcjonuje.

K: Inspirują nas listy. Część dziewczyn napisała do nas sama, część musiałyśmy namówić. Liczymy na to, że kobiety i mężczyźni też, bo czemu nie, jeśli mają ochotę, będą pisać więcej. To cel naszego projektu. Chciałyśmy stworzyć platformę, która umożliwi wygadanie się, oczyszczenie poprzez piosenki. Zależy nam na tym, żeby kobiety wierzyły w to, że nigdy nie jest za późno na zmianę i że nic nie muszą. Że każdy ma swoją indywidualną drogę. I nie jest najważniejsze to, co ktoś o nas pomyśli. Że kobieta nie musi tylko sprzątać i gotować. Nie jesteśmy tylko od rodzenia, siedzenia w domu i wyglądania. Niby oczywiste, a jednak. Chociaż też zdajemy sobie sprawę , że wiele zależy od nas samych. To my musimy wyjść poza strefę komfortu. Myślę, że dzisiaj feminizm to konfrontacja z samą sobą. I oczywiście: siostrzeństwo. Nie podstawiajmy sobie nóg!

Kobiety mają w Polsce coraz gorzej czy coś się zmieniło na plus?

Nela: Na plus zmieniło się to, że dziewczyny mają więcej przestrzeni na kreatywne działanie i tworzenie. Minusem jest to, że ktoś tę przestrzeń wciąż próbuje nam zabrać. Zresztą nie tylko kobietom. Wolność niestety nie jest dana raz na zawsze.
Feministki ostatnio uaktywniły się na scenie muzycznej w takim sensie, że się o nich słyszy - przynajmniej jeśli chodzi o alternatywę. Siksa ma mocne teksty zaangażowane politycznie i społecznie, a np. Princess Nokia bez krępacji śpiewa o kobiecych sprawach, a w piosence "Tomboy" obala stereotypy i przyznaje otwarcie, że ma małe piersi. Takie czasy, że kobiety muszą pisać protest songi, zamiast śpiewać o złamanych sercach jak kiedyś?

N: Kobiety nic nie muszą, ale najwyraźniej chcą. A protest songi wyśpiewywały już dawno temu. Wystarczy choćby wspomnieć rewolucję obyczajową w latach 60. XX w. i takie artystki, jak Joan Baez czy Joni Mitchell. Nie widzę też nic złego w piosenkach o złamanych sercach. Miłość to doświadczenie ludzkie, które dotyka każdego, bez względu na płeć.

"Discopolka" muzycznie jest bardzo skoczna, ale już np. "Lakierki" to szybsza, punkowa piosenka. Jaka jest cała Wasza płyta? O Czym śpiewacie w innych piosenkach? No i muzycznie jak się prezentuje, bo jeszcze nie miałem okazji jej przesłuchać w całości?

N: Jak wspomniała Karolina, w feminopolo chodzi o różne oblicza kobiecości, także pod względem muzycznym. Nie lubimy się ograniczać do jakiegoś konkretnego gatunku muzycznego, wolimy czerpać z wielu różnych i tworzyć własny styl. Ale nie chcemy za wiele zdradzać, najlepiej po prostu posłuchać płyty.

To, że śpiewacie o kobietach dla kobiet jest wiadome. Ale czy Wasze piosenki powinni też przesłuchać mężczyźni? W internecie już widzę kilka krytycznych komentarzy w stylu „feministyczny bełkot”. Czy Wasze utwory mogą zmienić nastawienie facetów w stosunku do kobiet?

Karolina: To zależy od mężczyzny, jeśli chce, niech słucha, dla nas super. Ostatnio Sylwia Chutnik na promocji swojej najnowszej książki pt. "Kobiety, które walczą” powiedziała trafnie: "że jak Pilch pisze o mężczyznach w średnim wieku, to nikt go nie pyta dlaczego o mężczyznach, a jak kobiety tworzą o kobietach, to wiadomo, że tylko dla kobiet". No właśnie nie wiadomo. Dla nas przestrzenią wyrażania się jest muzyka. A ona (!) jest uniwersalna!
Czy mężczyźni są faktycznie tak źli, a kobiety są takie dobre? Nie chcę być źle zrozumiany, ale w Polsce możemy zaobserwować wojnę międzypłciową: mężczyźni nienawidzą zbuntowanych kobiet, a kobiety nienawidzą dominujących mężczyzn. Kto powinien wygrać? Kiedy i jak to się skończy?

K: Tu znowu zacytuję Chutnik „Jeśli tworzymy coś o kobietach to NIE JEST przeciwko mężczyznom”. Ale jeśli jakiś mężczyzna poczuje się zaatakowany, to cóż, każdy ma swoje sumienie. Nie kategoryzowałabym złych ludzi ze względu na płeć. Jeśli u nas w piosenkach pojawia się facet, to chodzi o daną postawę, nie o nienawiść do wszystkich mężczyzn. W piosence "Saszka" z bohaterki śmieją się koleżanki z pracy, czy to hejt na kobiety? Czy jeśli naszymi bohaterkami są tylko kobiety, to znaczy, że mężczyźni nie mogą słuchać tych piosenek? To smutne.

M: Nie ma żadnej wojny między kobietami i mężczyznami. I nie chodzi o to, że "kobiety nienawidzą dominujących mężczyzn", bo chyba nikt nie lubi być przez nikogo dominowanym. Chodzi o cały ten zbiór zasad, norm, zapisów prawnych, form językowych, doktryn religijnych, różnic ekonomicznych, który nazywamy społeczeństwem czy kulturą. A większość kultur i religii na świecie łączy jedno: patriarchat i zniewolenie kobiet. Wielu mężczyzn deklaruje się jako feminiści, bo nie chodzi tu o walkę płci, tylko o wspólną walkę o bardzo ważne prawa: do zdrowia, życia i decydowania o sobie, których jedna z płci jest pozbawiana. Poza tym, mimo że mężczyźni są w kulturze patriarchalnej uprzywilejowani, im też wyznacza ona role i zadania, którym być może nie mają ochoty czy siły sprostać.
POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...