"To był misterny plan. Tak knuła, by zostać prezydentem". To ta kobieta stawiła czoła najpotężniejszym wojskowym w kraju

Grace Mugabe, żona prezydenta Zimbabwe, po rezygnacji Roberta Mugabego, też musi pożegnać się z władzą.
Grace Mugabe, żona prezydenta Zimbabwe, po rezygnacji Roberta Mugabego, też musi pożegnać się z władzą. Fot. Screen/https://youtu.be/dmjfZwl4JsM
W ciągu roku potrafiła kupić 12 diamentowych pierścionków. Pławiła się w luksusach, jak nikt inny w tym kraju. Szastając ogromnymi kwotami niewyobrażalnymi dla zwykłego mieszkańca, którego średnia pensja wynosi 200 dolarów. Ale zamarzyła jej się polityka i to ją zgubiło. Miała coraz większe wpływy, chciała zostać prezydentem i w jakimś sensie to dzięki niej nastąpił koniec blisko 40-letniej dyktatury Roberta Mugabego. Ale wraz z nim również jej oraz całej – znienawidzonej przez biedny naród – rodziny.

Grace Mugabe to prawdziwy fenomen. Zjawisko na niespotykaną dziś w Afryce skalę. "Gucci" Grace – taki ma przydomek z racji częstych i bardzo drogich zakupów. Jeden wypad do Paryża wystarczył, by wydała 120 tys. dolarów. O jej zakupach już nawet nie krążą legendy, tylko fakty. W jednym, 2014 roku, na swoje potrzeby wydała 2 miliony dolarów – na przykład kupiła 62 pary butów Ferragamo, tłumacząc, że ma wąską stopę i może nosić buty tylko tej marki.



Niedawno postanowiła zaskarżyć do sądu jednego z włoskich jubilerów. Za to, że na czas nie dostarczył jej pierścionka wartego ponad milion dolarów. Miała wszystko, co chciała. W trzy miesiące po zapisaniu się na uniwersytet w Harare zrobiła doktorat z socjologii. Studenci do dziś protestując, domagając się jego unieważnienia.
Liczyła, że zajmie jego miejsce
Gdzie dziś jest? Gdy jej 93-letni mąż zrezygnował? To pytanie zadają sobie wszyscy. Od kilku dni krążą opowieści, co się z nią stało. Miała uciec do Namibii, do Malezji, gdzie być może śmieje innym w twarz. Ale pojawiają się też doniesienia, że jest przetrzymywana przez armię, a jej miejsce pobytu zmieniane jest co dwa dni, by nikt z jej frakcji nie próbował do niej dotrzeć. Albo, że przetrzymywana jest w ich rezydencji, która liczy 25 pokoi. Legendy krążą też o ich domach za granicą.
Tak naprawdę to 52-letnia Grace Mugabe zwraca dziś uwagę całego świata, bo to właśnie ona – jak się uważa – odpowiada za to, co w ostatnich dniach działo się w Zimbabwe i odsunęło jej męża od władzy. Ta "zakupoholiczka", która okazała się nieźle knującym politykiem. Choć ostatecznie nie osiągnęła zamierzonego efektu i dziś wydaje się tak samo przegrana, jak jej mąż.

Tak wyeliminowała rywali
Mugabe ma 93 lata, a ona – młodsza o 41 – chciała zostać jego następcą i była przekonana, że tak się stanie. Od trzech lat było to widać, gdy na dobre zaangażowała się w politykę. Brała udział w wiecach politycznych, zaczęła używać wulgarnego języka, co nie wszystkim się podobało, była pewna siebie. – Mugabe ma prawo określić, kto będzie następnym prezydentem kraju. Szanujemy go, jego zdanie będzie ostateczne – mówiła.

Dość szybko wyeliminowała potencjalną rywalkę – panią wiceprezydent, Joyce Mujuru, którą typowano na następczynię Mugabego. Gdy Mujuru sugerowała, że Grace chce zająć miejsce swego męża, ta doprowadziła do jej dymisji. Mugabe dosłownie jej przyklasnął – Majuru odeszła w niesławie zarzutów o korupcję i spiskowanie na życie prezydenta. Wtedy nikt nie protestował.
Relacje pierwszej damy z wojskiem już od pewnego czasu były mocno napięte. Ona, 52-letnia kobieta, skupiła wokół siebie grupę młodych, którą nazwano G40. W zeszłym roku, w lutym, oskarżyła wojskowych, że chcieli zabić jej syna i zbombardować mleczarnię Alpha Omega, która jest jej własności. Mówiła, że nie boi się, że ją zastrzelą.

Ostatnio to był głównie konflikt na linii ona – wiceprezydent Emmerson Mnangagwa. Do niedawna zaufany człowiek jej męża, 75-latek typowany na następcę Mugabego. Tu również uważa się, że to ona doprowadziła do jego dymisji, co wywołało wściekłość wojskowych. Efekt znamy od kilku dni – pucz, który doprowadził do rezygnacji jej męża.

A także spowodował, że część jej zwolenników znalazła się w areszcie. Dziś naród zastanawia się, co stanie się z nią. Czy zostanie oskarżona o ingerowanie w wewnętrzne sprawy kraju i o to jak trwoniła publiczne finanse.


Gdyby nie jej polityczne ambicje jej życie ponad stan być może nigdy by się nie zmieniło. A tysiące ludzi w Zimbabwe nie wychodziłoby na ulice z radości, że wreszcie pozbyli się dyktatora.

Ba, czołowa tuba propagandowa w kraju, dziennik "Herald" nadał pisałby peany na jej cześć. A tak w ostatnich dniach zmienił front. "Kochająca matka, filantropka, bizneswoman, patriotka" – przytacza Reuters jak o niej pisano w niedawnym artykule pt. "Kochająca matka narodu". Przypomina, że na cześć "Gucci Grace" w Zimbabwe powstała nawet pieśń. – Przeliczyła się – dziś słychać takie komentarze.

"Kiedy twój tata rządzi krajem, ya know"
Nie wiadomo też, jaki wpływ ta "rewolucja" będzie miała na jej dzieci, które zamiłowanie do luksusu chyba wyssały z mlekiem matki. "Nie możecie wyrzucić rewolucyjnego lidera! ZANU-PF jest niczym bez prezydenta Mugabego" – napisał na Facebooku jeden z jego synów, 21-letni Chatunga Bellamine Mugabe. Cały czas jest aktywny w sieci, zbiera słowa otuchy w komentarzach.

We all grow up in life and take up our responsibility to serve our country. We all have a responsibility to keep this...

Opublikowany przez Chatunga Bellarmine Mugabe na 19 listopada 2017
Drugi, Robert Jr. Mugabe, ma 25 lat. Obaj słyną z tego kochają luksusowe samochody, najdroższe zegarki warte dziesiątki tysięcy dolarów i najlepsze marki ubrań. Rolls Royce, Bentleye – z takimi samochodami się fotografują i wrzucają zdjęcia do sieci. Gdy ich ojciec, do wczoraj prezydent Zimbabwe, uczestniczył niedawno w sesji ONZ, Chatunga poleciał z nim do Nowego Jorku i robił zakupy. Z ochroniarzem, który chodził za nim obładowany torbami Gucci.

Albo na Snapchacie zamieścił wideo, na którym pije szampana Armand de Brignac, którego butelka kosztuje 260 dolarów. Z zegarkiem na ręce, wartym około 60 tysięcy dolarów. "Kiedy twój tata rządzi krajem, ya know" – napisał wtedy.
Jest jeszcze córka Bona, lat 29, najstarsza z całej trójki. Gdy trzy lata temu brała ślub, Grace Mugabe urządziła jej wesele na 4 tysiące gości za jakieś 5 mln dolarów. Catering ściągnęła aż z Singapuru.

I jest jeszcze Russell Gorereza, jej syn z poprzedniego małżeństwa z pilotem. Zaledwie kilka tygodni temu sprowadził sobie do Zimbabwe dwa rolls royce'y, każdy wart około 500 tys. dolarów. Powiększając tym samym kolekcję porsche, mercedesów, range roverów i innych, na których widnieją jego inicjały RG. "Mugabe stracił kontrolę nad krajem i swoją rodziną" – tak komentowano to obnoszenie się z bogactwem na Twitterze.
Co dalej
I teraz wyobraźmy sobie kraj, który uznawany jest za jeden z najbiedniejszych w Afryce, który rządy Mugabego doprowadziły na skraj zapaści gospodarczej i gigantycznej hiperinflacji kilka lat temu. Waluta Zimbabwe uznawana była za najgorszą na świecie, w pewnym momencie trzeba było dodrukowywać pieniądze.

I teraz pytanie, co dalej. W piątek na prezydenta ma zostać zaprzysiężony Emmerson Mnangagwa i już słychać, że Zimbabwe czeka kolejny dyktator. Ale nie brak głosów, że rodzina Mugabe jeszcze może się odrodzić.
POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...