"Czy naprawdę trzeba przypominać, że to wy często byliście uchodźcami?". Autorzy "Łódź 370" apelują do Polaków

fot. Dawid Żuchowicz / Agencja Gazeta
Ten wstrząsający reportaż mógłby napisać Mikael Blomkvist, dziennikarz szwedzkiej gazety "Millenium". Jednak Blomkvist to postać fikcyjna, a historia opisana w książce "Łódź 370. Śmierć na Morzu Śródziemnym" wydarzyła się naprawdę. Wzięli się więc za nią prawdziwi dziennikarze: Annah Björk i Mattias Beijmo. Pojechali do Grecji i Turcji, by na własne oczy zobaczyć, jaki los zgotowaliśmy uciekającym przed wojną Syryjczykom, którzy chcą się ubiegać o azyl w Europie.

"Łódź 370. Śmierć na Morzu Śródziemnym"
Opis zatonięcie łodzi w Morzu Śródziemnym w nocy z 4 na 5 stycznia 2016 r., przy całkowitej obojętności załogi przepływającego obok statku. Na pokładzie łodzi były 53 osoby, w tym dzieci.

Fale pchają małą łódź na statek, obija się rozpaczliwie o przednią część kadłuba. Zdesperowani błagają o pomoc.

– Dlaczego on nic nie robi? – pyta Ahmad.

Nie wierzy własnym oczom. Człowiek stojący na górze widzi, jak wszystkie pięćdziesiąt trzy osoby toną i mimo to nie reaguje.

Chyba śni.

W tym momencie marynarz spogląda wreszcie na nich, jak gdyby chciał coś powiedzieć. Pochyla się do przodu.

– Błagamy! Błagamy, pomóżcie nam! – krzyczą.

– Pomóżcie dzieciom.

Patrzy w dół, zaciąga się głęboko. I potem rzuca w ich stronę niedopałek.

Miliony osób w Europie wiedzą, że ludzie toną w Morzu Śródziemnym uciekając przed wojną. Ale pomagają im tylko nieliczni, w tym wy. Staram się zrozumieć, co wami kierowało. Wasza wiara?



Annah: Absolutnie nie, nie jesteśmy wyznawcami żadnej religii. Humanizm.

Mattias: Zwykły humanizm.

Jak to się stało, że wyruszyliście do Grecji i Turcji by pomóc uchodźcom?

Annah: Był 2015 rok. Tak jak reszta Europejczyków słuchaliśmy strasznych doniesień z rejonu Morza Śródziemnego. Dowiadywaliśmy się, że Syryjczycy toną w Morzu Śródziemnym próbując dotrzeć do bezpiecznej Europy. My byliśmy w Szwecji, zajmowaliśmy się tym co zwykle. Pewnego dnia poczułam, że nie mogę znieść tej bezczynności, że muszę coś zrobić. Zapytałam Mattiasa, czy chce pojechać do Grecji.

Mattias: A ja się zgodziłem.

Annah: Wyruszyliśmy kilka tygodni później nie wiedząc co będziemy tam robić. Nie mieliśmy żadnego doświadczenia, żadnego przeszkolenia medycznego. Ale chcieliśmy pomóc tak, jak możemy.

Ile osób ucieka przez Morze Śródziemne do Europy?

Mattias: W tej samej chwili, gdy rozmawiamy, w Turcji ok. 250 osób szykuje się do przeprawy z przemytnikami. Gdy Europejczycy włączają sobie wieczorem Netflixa, z tureckiej plaży wyrusza gumowa łódź, na której uchodźcy spróbują pokonać fale, strach i zimno, a potem wyegzekwować swoje prawo, przyznane przez Konwencję genewską w 1951 r., do poszukiwania azylu. Uciekają przed sarinem i bombami w Syrii. Dziś, jutro, pojutrze, przez fale przeprawiać się będzie 250 osób dziennie. Za miesiąc to będzie 600 osób dziennie, a za dwa miesiące 1 000.

Tyle, że coraz trudniej prosić o azyl w Europie.

Mattias: Tak, ale coraz trudniej jest też przeżyć w Syrii.

Annah: Przez ostatnie dwa miesiące liczba osób, które uciekają przez Morze Śródżiemne, znacznie się zwiększyła.

Mattias: Lawinowo. Mimo złej pogody i coraz większego ryzyka. W 2015 r. Europa miała jeszcze prawo przyjazne rodzinom, które pozwalało na ich łączenie. Teraz państwa europejskie robią wszystko, by do tego nie doszło. Więc teraz cała rodzina musi uciekać naraz, jeśli chce być potem razem. Wcześniej to ojciec mógł jako pierwszy podjąć ryzyko i przeprawić się przez Morze Śródziemne, a potem ubiegać się o azyl. Potem musiał trochę poczekać na to, aż dotrą żona i dzieci. Teraz nie ma takiej możliwości.

To jest jeden z argumentów przeciwko dawaniu azylu: że ubiegają się o niego głównie młodzi mężczyźni.

Mattias: Mówić można wiele rzeczy. Fakty są takie, że przez Morze Śródziemne uciekają ludzie w różnym wieku, zarówno dzieci jak i starcy, kobiety jak i mężczyźni.

Kolejny argument przeciwników dawania azylu jest taki, że mężczyźni powinni zostać w Syrii i walczyć o swoją ojczyznę.

Annah: Warto zapytać te osoby, które chciałyby, by mężczyźni zostali wśród sarinu i bomb, gdzie mają zostać dzieci? Gdzie mają zostać kobiety?

Mattias: Nie jest możliwe, biorąc pod uwagę zaangażowanie Rosji w działania w Syrii, by zgarnąć karabin jak “prawdziwy mężczyzna” i walczyć o swój kraj. Rosjanie pomagają Assadowi w mordowaniu ludzi za pomocą sarinu. Zrzucają go na szkoły wypełnione dziećmi, szpitale w których są chorzy ludzie, więc nie ma opcji powstania, tak jak wy to zrobiliście w 1944. To już nie jest ten świat, to nie ta sytuacja.
Polski rząd mówi, że uchodźcom trzeba pomagać, ale tam na miejscu, a nie przyjmować ich do siebie. Na przykład można dać im pieniądze.

Mattias: Pójdźmy za logiką polskiego rządu. Jaki procent PKB przekazujecie na pomoc Syryjczykom i innym uciekinierom? Tak śladowy, że nie da się tego nawet sensownie wyrazić liczbowo. Tego się nawet nie da zmierzyć. A więc skoro używacie argumentu finansowego, to pytanie brzmi: gdzie są te pieniądze, o których mówicie? Gdzie te znaczące kwoty? A więc to fałszywy argument, bo tak naprawdę nie chodzi o to, by pomóc tym ludziom, ale o to, by ich trzymać jak najdalej od siebie.

Na to usłyszycie, że jesteście idealistami, którzy lubią popijać sojowe latte, a z powodu swoich miękkich serduszek sprowadzacie sobie terrorystów.

Mattias: Fakty są takie, że Szwecja przyjmuje uchodźców, a poziom przemocy obniża się z roku na rok. Podobnie obniża się poziom przestępstw z użyciem przemocy w Europie. Przemoc w Europie spada. A jeśli spojrzymy na dane demograficzne dotyczące terrorystów działających w Europie i USA, to okaże się, że zazwyczaj to nie są uchodźcy, ani syryjscy single. Zamachowcami są zwykle młodzi, biali mężczyźni.

Annah: Bardzo głośna była np. sytuacja, gdy 21-letni, biały mężczyzna, neonazista, poszedł do szwedzkiej szkoły multikulturowej w Trollhättan i zaczął zabijać ludzi maczetą. Zabił trzy osoby: jednego ucznia i dwóch nauczycieli.

Mattias: No i oczywiście Anders Breivik. To typowy terrorysta. Niedawne ataki w Las Vegas i Texasie też zostały przeprowadzone przez białych mężczyzn. Więc jeśli ktoś używa argumentu z terroryzmu, to powinien domagać się, by pozbyć się z kraju mężczyzn. Bo niemal zawsze to oni są zamachowcami. Podkreślam: to, co terroryści mają ze sobą wspólnego, to nie narodowość czy pochodzenie etniczne, lecz płeć. Polski rząd powinien więc uważnie się przyjrzeć białym mężczyznom, którzy mieszkają w Polsce, bo to oni stwarzają największe zagrożenie przemocą.

Annah: Słyszeliśmy, że mieliście ostatnio w Polsce kilka ataków nożowników. I nikt nie relacjonował tego w stylu: biały, katolicki mężczyzna urządził rzeź w galerii handlowej. Gdyby to był muzułmanin, jego wyznanie byłoby dla mediów najważniejszą informacją.

To co proponujecie? Mamy przyjąć wszystkich ludzi uciekających z Syrii?

Mattias: Tak. Dziś w Turcji są trzy miliony Syryjczyków. Wyobraźmy sobie, że pewnego dnia wpuszczamy ich wszystkich do Europy, by uratować im życie. Nie stanowiliby wówczas nawet 1 proc. ludzi w Europie. Więc dodalibyśmy do populacji ułamek procenta. W Szwecji jest miejsce, w Polsce jest miejsce, w innych krajach jest miejsce na to, byśmy wszyscy się zmieścili i by nikt nie ginął od bomb.

Jest podaż pracy, Europejczycy coraz bardziej niechętnie wykonują mniej płatne zawody, a uchodźcy mogliby zapełnić tę lukę. Jest wiele ekonomicznych argumentów za migracją, Stany Zjednoczone zbudowały swoją potęgę właśnie dzięki niej. Właśnie tak społeczeństwa się rozwijają.

Czy naprawdę trzeba wam przypominać, że to wy często byliście uchodźcami? Że w Berlinie i Sztokholmie mieszka i pracuje wielu Polaków? Nie zrozum mnie źle, to super, ale jak możecie nie dostrzegać analogii? Spójrzcie na swoją historię. Wielokrotnie musieliście uciekać z Polski, np. podczas stanu wojennego w latach 80-tych. Czy państwa zachodniej Europy nie miały wówczas obowiązku moralnego, by przyjąć uciekających Polaków? Pomóc wam?

Jaka była najstraszniejsza rzecz, o której się dowiedzieliście podczas pracy nad książką?

Mattias: Cynizm państw Unii Europejskiej, które de facto budują mur na Morzu Śródziemnym. Płacą miliony euro tureckiej straży przybrzeżnej, która decyduje, którą łódź uratować, a którą zawrócić łamiąc międzynarodowe przepisy. Wszyscy musimy mieć świadomość, że pieniądze z naszych podatków są wydawane właśnie na to. I przy tym cały czas Unia głosi, że czas powstrzymać śmierć na Morzu Śródziemnym, gdy to właśnie ona powoduje, że ludzie toną.

Są naprawdę inne, znacznie bezpieczniejsze sposoby by dotrzeć z Turcji na Lesbos. Z Dikili kilka razu dziennie wyrusza prom, który płynie na Lesbos. Łódź 370, której zatonięcie opisujemy, szła na dno, gdy kilkadziesiąt metrów od niej znajdował się właśnie ten statek. Ludzie z Łodzi 370 zapłacili po 1 000 euro, by dostać się na ten rachityczny ponton, podczas gdy ludzie, którym pozwala się wejść na prom, płacą po 15 euro.

Jeśli ubieganie się o azyl jest prawem człowieka, to nie należy go podważać. Uzyskać azyl to już inna sprawa, ale każdy ma prawo o niego wystąpić. Dlaczego więc ci ludzie są zmuszani do tego, by w 60 osób pakować się na 10-osobowy, gumowy ponton, płacić 1 000 euro przemytnikowi, który ma powiązania z mafią, a potem ryzykować śmiercią na morzu, zamiast bezpiecznie płynąć promem? Cynizm naszych państw to najgorsza rzecz, jakiej dowiedziałem się podczas tej wyprawy.

Cynizm to abstrakcyjne pojęcie. Co konkretnie mas na myśli?

Mattias: Przekonałem się, że Europa nie chce tych ludzi. Nie postrzega ich jako równych Europejczykom. Nie postrzegamy syryjskich dzieci jako zasługujących na równą ochronę jak nasze dzieci. Uważamy nasze życie i życie naszych dzieci za ważniejsze, choć mało kto głośno by się do tego przyznał.

Annah: Dla mnie to właśnie otwarte wartościowanie ludzkiego życia jest najbardziej dobijającą rzeczą. Gdy łódź tonie na Morzu Śródziemnym nikogo to nie obchodzi, bo tam są ludzie, których życie cenimy znacznie mniej niż nasze. Nikt nie wszczyna śledztwa, nie szuka zwłok, nie dokumentuje sprawy. Nikt nawet nie próbuje ustalić ile osób się utopiło, kim były. Nikt nie powiadamia ich krewnych.

O tym właśnie jest nasza książka - o ludziach, których życie nie uważamy za wystarczająco cenne, by je ratować. Ludzie, którzy przeżyli zatonięcie Łodzi 370 opowiadają, że przepływający obok prom im nie pomógł. Straż przybrzeżna zdecydowała, że nie ruszy na pomoc. A teraz wyobraźmy sobie, że ludzie toną na Bałtyku...

Mattias: Gdyby to się działo w okolicach Gdańska, gdyby chodziło o polskie rodziny, polskie dzieci, to reakcja Europy wyglądałaby zupełnie inaczej. Media rzuciłyby się na taki news.

Annah: Ta różnica w szacunku do ludzkiego życia jest naprawdę szokująca.

Mattias: I tu można postawić pytanie: gdzie są granice naszego współczucia? Gdzie ta granica przebiega u Polaków? Czy pokrywa się z granicą państwa?

Pokrywa się z granicą kobiecego brzucha. Ale przejdźmy teram do innej kwestii. Jak wasi bliscy zareagowali na to przedsięwzięcie? Byli z was dumni czy raczej pukali się w głowę i ostrzegali, że to niebezpieczne?

Annah: Teraz nasze rodziny są z nas dumne, wtedy nie powiedzieliśmy im do końca, czym się zajmujemy.

Mattias: To bardzo zaskakujące, że to pytanie słyszymy wyłącznie w Polsce. Czy ktoś mówił do Lecha Wałęsy: słuchaj, to niebezpieczne, a ty nie masz odpowiedniego wykształcenia, może byś się jeszcze nad tym zastanowił? Żeby było jasne: nie porównuję naszej pracy do jego działalności opozycyjnej. Wydaje mi się, że Polacy powinni szczególnie dobrze rozumieć na czym polega aktywizm. Mylę się?

To skomplikowane.

Mattias: Przecież macie wielką tradycję oporu, konspiracji, walki. I znowu podkreślam: nie porównuję nas do żadnego polskiego bohatera, domagam się wręcz, by to ukazało się w wywiadzie.

Nie ma sprawy.

Mattias: Proszę tylko o trochę zrozumienia dla naszej działalności. Stwierdziliśmy, że sytuacja wygląda coraz gorzej i że musimy coś z tym zrobić. Dlatego pojechaliśmy do Turcji i Grecji i opisaliśmy zatonięcie Łodzi 370 tak, jakby poszła na dno na Bałtyku.

Annah: Część naszych bliskich namawiała nas, byśmy dali sobie z tym spokój, odetchnęli od tego tematu. Przekonywali, że i tak nic na to nie poradzimy, więc powinniśmy odpuścić. Ale gdybyśmy tego posłuchali, to ta książka by nie powstała. Nie byłoby śledztwa nad zatonięciem Łodzi 370.

To teraz nie tylko książka, ale również materiał dowodowy, który jest podstawą do oskarżenia kapitana promu, który przyglądał się paląc papierosa jak ludzie toną, oraz członków tureckiej straży przybrzeżnej. Gdybyśmy się „uspokoili” i „wrócili do normalnego życia” nikt by się tym nie zajął. A więc czasami trzeba wyjść poza strefę komfortu i zrobić rzeczy, które nie są bezpieczne ani zrozumiałe. Dopiero wtedy można coś osiągnąć.
POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...