Pilot Wizzaira męczy pasażerów po godzinach. Prze-lotne pytania Łukasza Czepieli to połączenie filmu grozy z komedią

Łukasz Czepiela jako jedyny Polak lata w Red  Bull Air Race. Oprócz tego jest pilotem Airbusa, a po godzinach przeprowadza wywiady w... samolocie akrobacyjnym.
Łukasz Czepiela jako jedyny Polak lata w Red Bull Air Race. Oprócz tego jest pilotem Airbusa, a po godzinach przeprowadza wywiady w... samolocie akrobacyjnym. Fot: Red Bull Air Race
Łukasz Czepiela na co dzień zakłada mundur kapitana lotnictwa i pilotuje Airbusa A320. Po godzinach lata samolotem akrobacyjnym, jako jedyny Polak startuje w Red Bull Air Race. W wolnych chwilach przeprowadza "Prze-lotne wywiady". Od samego oglądania żołądek podnosi się do gardła i człowiek zaczyna się cieszyć, że to nie on siedzi na miejscu rozmówcy.

Od ilu lat lata pan samolotami?

W marcu będzie 20. Wylatałem około 8 tysięcy godzin. Akrobacyjnie latam od 11 lat, a jako pilot rejsowy od 9 lat Airbusem A320.



Airbusem też pan w powietrzu kręci beczki i pętle?

Tam akurat muszę się powstrzymać. Myśle, że może niektórym pasażerom to by się mogło spodobać, ale części na pewno nie.

Jak się zaczęła pana przygoda z lotnictwem?
Historia zaczęła się, gdy miałem 6 lat. Pojechaliśmy z tatą na pokazy lotnicze i gdy oglądałem pokaz stwierdziłem, że chcę być pilotem. Nie strażakiem, nie policjantem, tylko właśnie pilotem, że to jedyna rzecz, którą chcę robić w życiu.

Od razu na samolocie akrobacyjnym?

Nie, na początku były szybowce. W 2003 roku wyemigrowałem do Anglii i zacząłem pracę jako mechanik lotniczy. Właśnie wtedy zaczęły się pokazy Red Bull Air Race. Szef podszedł do mnie i stwierdził, że to coś wymyślono jakby dla mnie i powinienem się tym zainteresować. W 2009 roku dostałem pierwsze zaproszenie na obozy treningowe i zakwalifikowałem się.
A jak pasażerowie znoszą lot pana akrobacyjnym samolotem?

Dużo zależy od nastawienia pasażera. Nigdy nie biorę nikogo, żeby go zniszczyć. Zaczynamy dość delikatnie, przeciążenia dopasowujemy do możliwości pasażera.

Tymczasem po panu nie widać zmęczenia. Dużo trzeba ćwiczyć żeby dojść do pańskiej wytrzymałości?

Przynajmniej 4 lata treningu latania i ciężkich treningów fizycznych.

Bardziej na siłowni, czy w powietrzu?
Tu musi być połączenie. Nie przyzwyczaimy się do przeciążeń nie latając w przeciążeniu. To jest tak unikatowe obciążenie, że nie można się do tego przygotować inaczej jak w powietrzu. Ale oprócz tego oczywiście niezbędne jest przygotowanie fizyczne, żeby to jakoś znosić. Zimą nie ma wakacji, dużo ćwiczę na siłowni.

Jak wygląda typowy pilot akrobacyjny?


Mam 184 cm wzrostu, co nie pomaga w akrobacji. Dzięki ćwiczeniom i odpowiedniej technice oddychania radzę sobie tak jak moi mniejsi koledzy. W powietrzu bardzo ważna jest masa. Każdy dodatkowy kilogram to przy przeciążeniach rzędu 10G oznacza dodatkowe 10 kg wagi. Taki przelicznik z punku widzenia osiągów samolotu stawia mnie w gorszej sytuacji.

A mimo to jest pan jedynym Polakiem latającym w Red Bull Air Race

Staram się latać lepiej niż koledzy. I chyba się udaje, skoro na 6 startów byłem aż 5 razy na podium.

Z jaką prędkością latają te samoloty?
Na początku około 380 km/h, ale w trakcie pokazu prędkość zwiększa się do około 400 km/h

A przeciążenia? Ile musicie znosić?

Do 10G

Aż tyle? Myślałem, że człowiek przy 9 traci przytomność.

Tak, ale dziesiątki są chwilowe i trwają bardzo krótko. Przykładowo pilot F-16 musi znosić przeciążenia i 9G, ale nawet 6G jeśli trwa zbyt długo, może go uśpić. My mamy większe przeciążenia, ale zdecydowanie krócej trwają.
Zdarza się panu źle poczuć podczas lotu?

Zaczynałem od szybowców. Praktycznie każdy lot kończył się wymiotami. Po pierwszym sezonie i oczyszczeniu organizmu z wszystkiego co miałem choroba lokomocyjna mi przeszła. Teraz już nie cierpię.

Na jakim samolocie pan męczy swoich rozmówców?


Na Edwardzie. To samolot Edge 540. Kiedyś zastanawialiśmy się jak go nazwać po polsku i wymyśliliśmy Edwarda.

Kiedy pomyśleliście o „Prze-lotnych pytaniach”?

Z Red Bullem pracuję od długiego czasu, ale dopiero w tym roku pojawił się Edek w Polsce. To dwumiejscowa maszyna i trzeba to było jakoś wykorzystać. Jak się dowiedziałem ,że można pasażerom zadawać podczas lotu pytania stwierdziłem, że to będzie świetne. Potem zacząłem się zastanawiać, jakie figury robić w powietrzu, żeby pasażerowie nie byli w stanie odpowiedzieć.

A według jakiego klucza zapraszacie do kabiny Edwarda?

W tym roku byli to ludzie w taki czy inny sposób współpracujący z Red Bullem. Za wyjątkiem Tomasza Oświęcimskiego, jego udało się namówić jakoś inaczej.

Były z nimi jakieś problemy w powietrzu?


Maja sama lata trochę w tunelu, więc była przyzwyczajona. Mieliśmy obawy, czy jedna osoba zgodzi się po locie na publikację materiału, ale w końcu wszystko fajnie wyszło.

OK, są zamontowane kamerki na skrzydłach, w kokpicie, ale przecież to nie wszystko. Ile osób pracuje przy tych produkcjach?

Mamy jeszcze śmigłowiec, lata na nim moja narzeczona. Są ludzie dbający o plany filmowe, agencja filmowa. Nad całym projektem pracuje około 20 ludzi.
Ile trwa taki jeden lot?

Sam lot, od przyjechania na lotnisko do zakończenia lotu około 1,5 h.

Od czego zaczynacie? Mówi pan, co zamierza robić z ich głową i żołądkiem tam na górze?

Witamy się. Potem jest luźna rozmowa, trochę o samolocie, trochę o pogodzie. Po tym dochodzimy do najmniej przyjemnej rozmowy dnia.

Mówi pan, gdzie w kabinie jest torebka?


Jeszcze nie. Przedstawiam procedury awaryjne. W samolocie nie ma katapulty, muszę powiedzieć, jak używać spadochronu, jak opuścić samolot, co robić gdyby pojawił się pożar. Bardzo mocno straszę tym, co by było gdyby. Dopiero po tym wsiadamy, pokazuję gdzie są kamerki, jak się uśmiechać, jak mówić do mikrofonu.

A pasażerowie po locie byli zadowoleni?

Wszystkim się bardzo podobało. Nie miałem nikogo kto by nie chciał polecieć jeszcze raz. Z tym, że dwie czy trzy osoby owszem, nawet chętnie, ale trochę delikatniej.

W przyszłym roku będą kolejne wywiady?

Tak, ale wszystko się na razie dopiero rozkręca. Mamy nadzieję ściągnąć kilka osób z zagranicy, także gwiazdy światowego formatu.



W jednym z wywiadów wspomina pan, że zdarzyły sie panu jakieś groźne chwile. Co to było?

Podczas jednej z figur zwanej ślizg na ogon, polegającej na tym, ze samolot leci do tyłu w dół może się zdarzyć, że "lot na wstecznym" zatrzyma śmigło i zgaśnie silnik. No i zdarzyło się…

Co wtedy?


Te samoloty są dość dobrymi szybowcami, udało się wylądować bez silnika.

Mówi to pan tak spokojnie, jakby latanie bez napędu było czymś normalnym.

Może to nie standard, bo silnik jednak stanął, ale udało się uniknąć kłopotów.
POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...