Spowiednik celebrytów. Kiedyś w sutannie skakał na bungee, dziś poparłby księdza-kulturystę

Ksiądz Janusz Koplewski w mediach funkcjonuje jako spowiednik i przyjaciel gwiazd.
Ksiądz Janusz Koplewski w mediach funkcjonuje jako spowiednik i przyjaciel gwiazd. Sebastian Wolosz / Agencja Gazeta
"Jest i do tańca, i do różańca" – tak o księdzu Januszu Koplewskim mówili jego parafianie w Warnowie. W tej niewielkiej wiosce w dwa miesiące wybudował kościół. Potem w sutannie skoczył na bungee, dziś nazywany jest przyjacielem i spowiednikiem gwiazd.

Od lat w przestrzeni medialnej funkcjonuje ksiądz jako przyjaciel, spowiednik celebrytów. To taki samozwańczy tytuł czy dziennikarze tak księdza okrzyknęli?



To przez dziennikarzy zostałem nazwany duchownym celebrytów.

Dlaczego?


Pochodzę z Międzyzdrojów, gdzie od lat odbywa się Festiwal Gwiazd. To właśnie tam miałem okazję poznać wielu artystów, na przykład Leona Niemczyka, Zbyszka Buczkowskiego. I oni mnie wciągnęli do środowiska twórców kultury, które uwielbiam. Bo zwykle musi być tak, że ktoś cię wprowadzi.

Na czym polega księdza rola w tym środowisku?

Oni zawsze zapraszali mnie na swoje spotkania. Człowiek składa się z duszy i ciała. I dusza, i ciało mają inne potrzeby. I kultura jest po to, by zaspokoić potrzeby duszy. Jak studiowałem w Łodzi, to codziennie byłem w teatrze.

Jest ksiądz spowiednikiem gwiazd?

Tak, ale nie mogę mówić, o jakie gwiazdy chodzi. Jednemu ze słynnych polskich piosenkarzy co roku odprawiam mszę świętą i go spowiadam.

Ufają księdzu, bo ma ksiądz bardziej liberalne podejście niż głosi Kościół?


Ufają mi, bo się lubimy. Jeżeli cię lubię, to lubię z tobą rozmawiać. To pierwszy krok.

Ma ksiądz spore osiągnięcia: media informowały, że "Leon Niemczyk przed śmiercią zbliżył się do Boga".

Leona to ja chowałem.

Podobno były problemy. Zadarł ksiądz z Kościołem?

Troszkę tak. Dziwię się proboszczowi, który przyznał, że przed śmiercią namaścił i wyspowiadał Leona, ale dodał, że pochówku nie zrobi. Jako powód podał to, że Leon miał kilka żon. Ostatecznie zadzwonili do mnie z kurii i powiedzieli, bym pochował swojego przyjaciela, Leona Niemczyka. Nie można przekreślać człowieka.

Ksiądz bardzo często nie oszczędza celebrytów: upominał ksiądz Krzysztofa Ibisza, by nie rozwodził się z żoną. I tak długo można by wymieniać.

No tak, są pewne zasady Kościoła. Często pytają mnie, jakie jest księdza zdanie. Ale sęk w tym, że ja nie mam prawa do swojego zdania, tylko mówię głosem Kościoła. Jak jesteś rozwódką, to nie dostaniesz ślubu. Dlatego często niektórzy uderzają w środowisko gwiazd i wytykają, że któryś aktor miał trzy albo cztery żony.

Ostatnio ksiądz poprzez media zwracał się do Agnieszki Kotulanki, która ma problem z alkoholem. Odezwała się?

Pani Agnieszka się do mnie nie odezwała. Każdy może wejść w załamanie, chorobę, ale można z tego wyjść.

Ksiądz sam zmagał się z alkoholizmem.

To prawda, ale udało mi się z tego wyjść. Każdemu się uda, ale trzeba sobie z tym poradzić. Jeżeli bardzo się tego chce, to trzeba się zwrócić o pomoc. Gdy złamiesz nogę, to idziesz do ortopedy, jak masz kłopoty z sercem – to idziesz do kardiologa. Jeżeli masz kłopoty z alkoholem, to wybierasz się do terapeuty, w każdej parafii są grupy AA. I trzeba mieć w sobie trochę pokory.

Długo ksiądz walczył z nałogiem?


To była kilkuletnia walka. Teraz nie mam żadnego problemu. Oczywiście, że jesteś tym skażony, ale funkcjonujesz, pracujesz. Jeżeli nałogowo pijesz, to jesteś alkoholikiem nieświadomym, jeżeli przejdziesz terapię, to jesteś alkoholikiem świadomym. A jeżeli nie pijesz, to jesteś alkoholikiem trzeźwiejącym. Ja zaliczam się się do tej trzeciej grupy.

Co księdza doprowadziło do nałogu?

Przyczyny mogą być rożne: pewność siebie, pycha. Różne są motywy. Niektórzy robią to dla towarzystwa. Ale nie tędy droga. Jak na drodze, tak i w życiu – muszą być hamulce.

Ksiądz sporo stracił przez alkohol?

Mam pewne rzeczy do przemyślenia. Mogę powiedzieć, że w ten sposób doskonali się moc słabości. Jest pewna droga, którą ci Bóg wyznacza. Może chce, byś nauczył się pokory. Ja przyjąłem to jako lekcję pokory, którą Bóg mi zaplanował. Wszystko co Bóg robi, robi dla naszego dobra.

Ma ksiądz spore osiągnięcia: w dwa miesiące zbudował ksiądz kościół, pomagał dzieciom z popegeerowskich wsi, zabierał je za granicę.

Pomógł mi w tym dyrektor Portów Lotniczych, Zbigniew Lesiecki. Dwa razy dał mi samolot z Goleniowa do Warszawy dla czterdziestu osób. Jedna z kobiet podeszła do mnie i przyznała, że spełniło się marzenie jej życia: pierwszy raz leciała samolotem i zobaczyła stolicę. Warunkiem wyjazdu był czerwony pasek. A jedna matka mówi, że córka ma średnią 4,8, pozwoliliśmy jej też pojechać.

Jak udało się księdzu w dwa miesiące zbudować kościół?

Biskup zażądał ode mnie, żebym wybudował kościół. Wtedy zwróciłem się do Zbyszka Buczkowskiego i znajomych ze środowiska: "słuchajcie, mam zadanie, by postawić kościół we wsi, w której miesza 300 osób. I będziecie musieli mi pomóc". Rzeczywiście nie zostawili mnie z tym. Zaciągnąłem dług, wiedziałem, że go spłacę, bo miałem przyjaciół, którzy przyjechali na poświęcenie tego kościoła.

Jak ksiądz odchodził z parafii w Warnowie, to wielu wiernych bardzo protestowano, przywiązali się.

Biskup mnie zabrał, bo myślał, że ja chciałbym robić karierę i zbudowałem ten kościół, by mnie dalej awansował. Od 10 lat jestem już w Szczecinie.

Mocno ksiądz się naraził skacząc na bungee?


Biskup miał z tego powodu pretensje. Krzysiu Świostek powiedział, że uwierzy mi, że nie boję się śmierci, jeśli skoczę na bungee w sutannie. Tłumaczyłem mu, że mam lęk wysokości. "A to papież mówi nie lękajcie się, a wy się boicie" – tak mnie cały czas podpuszczał. I wreszcie zadzwonił do "Telexpressu" i zapytał, czy wzięliby taki temat "ksiądz w sutannie skacze na bungee". Powiedzieli, że rewelacja. No i się zgodziłem, skoczyłem we wtorek.

Nie obawiał się ksiądz przykrych konsekwencji?


Biskup się zdenerwował, że skoczyłem w sutannie. "No trudno, żebym nie skoczył w sutannie, a w czym miałem skakać"? – zapytałem. Natomiast naszemu ordynariuszowi to się bardzo spodobało.

Ostatnio głośno mówiło się o księdzu-kulturyście z Osiecznicy. Duchownemu oberwało się za to, że prężył muskuły i nie stronił od mediów.


Identyczna sytuacja, jak ze mną.

Tylko, że on chyba bardziej oberwał.

Fantastyczny przykład. Wiadomo, że ludzie są podzieleni. Jeżeli zajmujesz się kulturystyką, to trudno, żebyś ćwiczył w kożuchu. Przecież trzeba pokazać, co się zrobiło z mięśniami. To ciężka i mozolna praca. Daleko szukać, przecież Jan Paweł II też stał na bramce, jeździł na nartach. I też pytano go, czy wypada, by papież jeździł na nartach. Wtedy odpowiadał, że nie wypadałoby, gdyby źle jeździł.

Ksiądz z Osiecznicy przeprosił za zgorszenie, które to wywołało, ale uważam, że niesłusznie, bo to piękne, że ma pasję.

Jak ksiądz patrzy na obecny Kościół, papieża Franciszka?


Lepiej, bym swego dania na ten temat nie miał. Zaraz ktoś mi wytknie, że papieża podsumowuję. Tak samo jak księdzu Bonieckiemu zabronili medialnych wypowiedzi.

Często mówią księdzu, że ma parcie na szkło?

Jest coś takiego. Ale to zupełna bzdura. To nie ja mam parcie na szkło, tylko dziennikarze do mnie występują.


Wielu księży zabiera głos w kwestiach politycznych i opowiada się po jednej ze stron.


No właśnie. I to jest największy błąd, który powoduje, że ludzie odwracają się od Kościoła. I najważniejsze, żeby nie dać się zaszufladkować. A jak się coś powie na PiS czy Platformę, to będzie hejt. A i jedni, i drudzy są przecież owieczkami.
POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...