Niedoszły samobójca trafił do szpitala. Nie doczekał wizyty u psychiatry

Niedoszły samobójca nie doczekał pomocy psychiatrycznej. Zabił się w międzyleskim szpitalu po kilkudziesięciu godzinach pobytu na oddziale chirurgii.
Niedoszły samobójca nie doczekał pomocy psychiatrycznej. Zabił się w międzyleskim szpitalu po kilkudziesięciu godzinach pobytu na oddziale chirurgii. fot. Marcin Stępień / Agencja Gazeta
Tragicznie skończył się pobyt niedoszłego samobójcy w szpitalu w warszawskim szpitalu w Międzylesiu. Mężczyzna, który miał obrażenia po nieudanej próbie rzucenia się pod pociąg, miał leczoną złamaną nogę, ale nie doczekał wizyty u psychiatry. Sprawę opisuje warszawska redakcja "Gazety Wyborczej".

Trzydziestoletni Piotr trafił do szpitala w poniedziałek z powodu próby samobójczej. Rzucił się pod pociąg, ale maszynista zdążył wyhamować. Mężczyzna trafił do szpitala w Międzylesiu ze złamaną nogą i pękniętą czaszką. Jak podkreśla "Gazeta Wyborcza", w szpitalu nie ma oddziału psychiatrycznego.

Do szpitala przyjechał ojciec Piotra, który poinformował lekarzy, że to nie była jego pierwsza próba samobójcza, bo próbował pozbawić się życia rok temu. Mężczyznę umieszczono na oddziale chirurgicznym, był cały czas przytomny. W szpitalu podjął kolejną próbę samobójczą, ale w porę zareagował inny pacjent. Wtedy lekarze przypięli Piotra pasami do łóżka. We wtorek ok. 19:00 mężczyzna wyswobodził się jednak z prowizorycznych więzów, otworzył okno i wyskoczył, nie doczekawszy leczenia psychiatrycznego.

Jak relacjonuje GW, po kilku minutach w sali pojawił się ojciec Piotra. Zobaczywszy puste łożko, podbiegł do otwartego okna. Na wewnętrznym dziedzińcu szpitala leżał jego syn. Lekarze nie mogli mu pomóc przez 40 minut, bo strażnik nie mógł znaleźć klucza.


Dlaczego osoba, która próbowała się zabić, nie otrzymała natychmiastowej pomocy psychiatrycznej? Na to pytanie odpowiedział dr Jarosław Rosłon, dyrektor Międzyleskiego Szpitala Specjalistycznego. Okazuje się, że priorytetem lekarzy było nastawienie złamanej nogi – zabieg ortopedyczny miał się odbyć w środę, dopiero potem Piotr miał być leczony psychiatrycznie.

"Szpital nie dysponuje oddziałem psychiatrycznym ani nie zatrudnia psychiatry. W przypadku kwalifikacji do porady psychiatrycznej zlecamy taką usługę podmiotom zewnętrznym. Lekarz prowadzący uznał, że najważniejszym problemem medycznym był uraz nogi. Po zabiegu ortopedycznym planowano przewiezienie pacjenta do szpitala psychiatrycznego" – mówił dr Rosłon.

Według danych Komendy Głównej Policji w 2011 roku samobójstwo w Polsce popełniło 3 839 osób. W tym samym roku ruszył zaplanowany do 2015 roku Narodowy Program Zdrowia Psychicznego, który miał zredukować liczbę samobójstw. Najwyższa Izba Kontroli opublikowała dane świadczące o spektakularnym fiasku tego przedsięwzięcia.

Okazuje się, że w 2015 roku, gdy Narodowy Program Ochrony Zdrowia Psychicznego był na finiszu, liczba samobójstw w Polsce poszybowała do 6 165 rocznie. To o 60 proc. więcej niż w momencie startu Programu.

Jako winnych porażki Programu NIK wskazuje zarówno rząd, jak i samorząd, które nie przeznaczyły środków finansowych na realizację Programu, w tym m.in. powstanie Centrów Zdrowia Psychicznego. Oto przykład: minister zdrowia zamiast zaplanowanego miliona złotych, które miał przekazać na Program podczas całego okresu jego trwania, wysupłał zaledwie 114 tys. zł.

Większość zadań Programu nie została zrealizowana, a nieliczne działania, które podjęto, były przeprowadzane w sposób wyrywkowy i chaotyczny. Osoby cierpiące z powodu depresji i innych chorób psychicznych mają bardzo utrudniony dostęp do opieki zdrowotnej - często nie mają dostępu do terapii (w tym leków), która ratuje życie.

źródło: warszawa.wyborcza.pl
Trwa ładowanie komentarzy...