Ta afera wstrząśnie polską lewicą. Dwóch czołowych publicystów oskarżonych o gwałt, pobicie i molestowanie

Dwóch czołowych publicystów oskarżonych o gwałt, pobicie i molestowanie.
Dwóch czołowych publicystów oskarżonych o gwałt, pobicie i molestowanie. Fot. Twitter.com / ShapiroCommunication‏
"Codziennik feministyczny" nazywa ich twarzami polskiego #MeToo. A zarzuty, jakie padają w tekście napisanym przez pięć kobiet przy wsparciu trzech kolejnych, są szokujące. Bulwersują one tym bardziej, że obaj bohaterowie tej publikacji znani są z tego, że... występują w obronie praw kobiet, pojawiając się na Czarnych Protestach i publikując teksty wspierające ruch feministyczny. Na co dzień jest jednak zupełnie inaczej.

"Będzie ruchane" – to podobno typowa reakcja jednego z bohaterów tekstu "Codziennika feministycznego" na widok kobiety, która mu się podoba. Drugi zaś bohater w rozmowach z koleżankami deklaruje, że chciałby "wsadzić język w cipkę" i potrafi czasem nocą złożyć propozycję dalszej znajomej: "Może pijaństwo i seks?".



To i tak jeszcze najsłabsze z zarzutów, jakie padają w artykule "Papierowi feminiści. O hipokryzji na lewicy i nowych twarzach polskiego #MeToo". Są też znacznie poważniejsze. Jedna z kobiet opisuje, jak znalazła się z jednym ze znanych lewicowych publicystów u niej w domu. Wcale nie miała ochoty na seks i mówiła mu to wyraźnie. Skończyło się inaczej.

(...) Niestety, nie mógł się opanować. Zostałam zgwałcona. Okazałam niechęć i wielokrotnie prosiłam, by przestał – nie chciałam, żeby nasz pierwszy seks wyglądał w ten sposób. Reagował na to poirytowaniem, zwrócił mi uwagę, że "mogłabym zacząć być zadowolona". Nie chciałam go wtedy obwiniać. Myślałam, że może to tak z rozpędu, z głupoty.

Jakiś czas później przeprosił mnie za to, używając słowa "gwałt". Ja sama do tamtej pory nie umiałam tego nazwać. Wypomniałam mu to później jeden jedyny raz, podczas kłótni. Wyśmiał mnie. Dziś robi ze mnie wariatkę.

"Codziennik feministyczny"
Początkowo w tekście "Codziennika" nie padają nazwiska i nie wiadomo, o kogo chodzi. Pojawiają się za to cytaty z artykułów, w których pada pochwała działań ruchów feministycznych i które pozwalają zidentyfikować "bohatera". W cytowanym powyżej fragmencie chodzi o Jakuba Dymka, dziennikarza "Krytyki Politycznej", który w swojej notce biograficznej na stronach redakcji przedstawia się m.in. jako kulturoznawca i absolwent Gender Studies przy Polskiej Akademii Nauk.

Udało nam się dodzwonić do Jakuba Dymka. O zarzutach, jakie pojawiły się w publikacji "Codziennika", rozmawiać nie chciał. – Nie, w tej sprawie nie mam nic do powiedzenia. Zajmuje się nią mój prawnik – to była cała nasza rozmowa na ten temat.

W tekście opisanych zostało pięć historii. Nazwiska "papierowych feministów" padają dopiero na końcu. Obok Jakuba Dymka pada nazwisko Michała Wybieralskiego – do niedawna redaktora naczelnego "Gazety Stołecznej", warszawskiego dodatku do "Gazety Wyborczej", zaś od początku listopada szefa zespołu wydawców w redakcji Wyborcza.pl. Z nim nie udało się nam skontaktować. Jak usłyszeliśmy pod numerem telefonu w redakcji, dziś redaktora Wybieralskiego nie widziano.

Ważny redaktor na zwrócenie uwagi, że niektóre jego odzywki są seksistowskie, tłumaczy, że jest hedonistą. Albo powołując się na "politykę szczerości" lubi mówić nam, choć zupełnie nie mamy na to ochoty, że chciałby nam "wsadzić język w cipkę" lub byśmy "chwyciły go za jajka". (...)

"Rozumiem, że masz traumy, szanuję, że nie chcesz uprawiać ze mną seksu, to twoje prawo" – mówił mi ten sam redaktor dużej gazety, by następnie wymuszać niechciany kontakt fizyczny, mimo mojego wyraźnego oporu, w końcu doprowadzając mnie do płaczu. Wcześniej proponował awans, stawiał kieliszek za kieliszkiem, powtarzał jak wiele znaczy, jak może mi pomóc, zupełnie bezinteresownie, tylko dlatego, że mam potencjał, który trzeba rozwinąć. Przez jakiś czas było nawet miło. Propozycja awansu zniknęła w obliczu odmowy nawiązania romansu.

"Codziennik feministyczny"
W tekście opisana jest jeszcze jedna historia, wi wiele straszniejsza historia, której bohaterem jest były naczelny "Gazety Stołecznej", który 3 października ubiegłego roku dawał dzień wolny wszystkim dziennikarkom, aby mogły uczestniczyć w Czarnym Proteście.

W "Stołku" wszystkie dziennikarki i redaktorki dostały na 3 października strajkowe wolne - by miały czas iść na...

Opublikowany przez Michał Wybieralski na 26 września 2016
Jednej z kobiet, która odrzuciła prośby Wybieralskiego o jej rękę, "pan redaktor był uprzejmy tę rękę rozwalić". Dłoń - jak opisuje poszkodowana - została roztrzaskana o szklane drzwi. I to wciąż jeszcze mało...

Innym razem powiedziałam, że ma się odczepić, dać mi spokój i zniknąć. Wówczas z nienawiścią i szaleństwem w oczach z całej siły przywalił mi głową w nos. Na szczęście w jego nasadę. Gdyby wycelował kilka centymetrów niżej, nos byłby złamany. Tłumaczył potem, że celował w czoło, a dostałam w nos tylko dlatego, że był pijany i nie trafił. Było to w knajpie, wśród ludzi. Zareagował jedynie zaprzyjaźniony barman i pana redaktora wyprosił. Kilka dni później redaktor znowu siedział na swoim ulubionym stołku, a historia o "przyjebaniu z bańki" zamieniła się w środowiskowy żart towarzyski.

"Codziennik feministyczny"
SZef wydawców w portalu Wyborcza.pl do zarzutów zawartych w "Codzienniku" odniósł się w korespondencji, której treść na Twitterze opublikował dziennikarz tygodnika "Sieci" Marcin Dobski. Wybieralski przeprasza za swoje zachowanie i deklaruje chęć zadośćuczynienia poszkodowanym.
Pod tym szokującym tekstem podpisane są cztery kobiety: Sara Czyż, Dominika Dymińska, Patrycja Wieczorkiewicz i Agnieszka Ziółkowska. Jak dodano, pozostałe osoby wolą pozostać anonimowe. Autorki tłumaczą, że napisały to, bo postanowiły "wystąpić przeciw zmowie milczenia wobec przemocy i hipokryzji, która odbiera nam poczucie bezpieczeństwa". Zdając sobie sprawę, że na dwóch opisanych bohaterach problem #MeToo w Polsce się nie kończy, autorki zaapelowały do kobiet, by zgłaszały podobne przypadki. W tym celu założono specjalny adres mailowy: calemnostwokobiet@gmail.com.

Ważny redaktor na zwrócenie uwagi, że niektóre jego odzywki są seksistowskie, tłumaczy, że jest hedonistą. Albo powołują...

Opublikowany przez Codziennik Feministyczny na 27 listopada 2017
To, że sprawa dwóch "papierowych feministów" to zaledwie czubek góry lodowej, jest niemal pewne. Gdy tylko wybuchł skandal wokół przemocy seksualnej znanego producenta, Harvey'a Weinsteina, który zapoczątkował akcję #MeToo, aż dziwiło to, że w Polsce nikt znany nie przyznał się do tego, że też padł ofiarą podobnych zachowań. Czyżby Polacy byli faktycznie pod tym względem o wiele lepsi? Sporo do myślenia dają słowa aktora Jacka Poniedziałka, który w niedawnym wywiadzie stanął w obronie innego bohatera seks-skandalu, Kevina Spaceya, krytykując akcję #MeToo.

"Czy ten 14-letni chłopiec, kładąc się na łóżku w sypialni Spacey'ego, podczas imprezy, nie spodziewał się, że coś takiego może się zdarzyć?" – pyta Poniedziałek. A to pytanie w połączeniu z publikacją "Codziennika feministycznego" można odczytać jako sygnał, że właśnie zaczyna nam się rozsypywać worek z polskim #MeToo – niezależnie od seksualnej orientacji czy politycznych poglądów. Pierwsze kamienie poleciały, teraz można spodziewać się lawiny.

źródło: codziennikfeministyczny.pl

AKTUALIZACJA:

O reakcjach na artykuł w "Codzienniku" m.in. ze strony redakcji "Gazety Wyborczej" piszemy tutaj.
POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...