"Trzeba mieć jaja, nie cycki". Królowe pszczół, czyli nikt tak nie zniszczy kobiety jak druga kobieta

Trzeba mieć jaja, a nie cycki"; "Ej laska, a ty gdzie się tak wystroiłaś?"; "Obudź w sobie pana" – to tylko przykładowe teksty, jakie z ust innych kobiet usłyszały nasze bohaterki.
Trzeba mieć jaja, a nie cycki"; "Ej laska, a ty gdzie się tak wystroiłaś?"; "Obudź w sobie pana" – to tylko przykładowe teksty, jakie z ust innych kobiet usłyszały nasze bohaterki. Fot. Franciszek Mazur / Agencja Gazeta
Kobiety, z którymi miały do czynienia, "dowalały" innym kobietom bez mrugnięcia okiem. Seksistowskie uwagi były na porządku dziennym. Czasami z przygłupim uśmiechem, czasami ze złością. "Trzeba mieć jaja, a nie cycki"; "Ej laska, a ty gdzie się tak wystroiłaś?"; "Obudź w sobie pana" – to tylko przykładowe teksty, jakie z ust innych kobiet usłyszały nasze bohaterki. – Mamy do czynienia ze zjawiskiem królowej pszczół, queen bee pheonmena. Polega to na tym, że kobiety, które są u władzy, na wysokich stanowiskach, nie wspierają innych kobiet, a nawet wymagają od nich więcej niż od mężczyzn – mówi nam psycholog dr Natasza Kosakowska-Berezecka.

– Wszyscy żyją akcją #metoo, pisząc o złych zachowaniach mężczyzn. Bardzo dobrze, że to wychodzi na światło dzienne. Ale szkoda, że milczy się na temat tego, co kobiety robią innym kobietom – słyszę od jednej z naszych rozmówczyń. Kolejna ma podobną refleksję: – Kiedy akcja #metoo zataczała szerokie kręgi, zdałam sobie sprawę z tego, że w życiu zawodowym bywałam ofiarą swoich przełożonych – mówi A. Żadna z nich nie chce wystąpić pod nazwiskiem, nie chce podać nazwy miasta i miejsca, w którym spotkała ją przykrość ze strony kobiety. Nazywamy je więc literami.

A: "Trzeba mieć jaja, a nie cycki"

– Kobiety, z którymi miałam do czynienia na swojej drodze zawodowej, potrafiły dowalać innym kobietom bez mrugnięcia okiem – mówi nam A. Szczególnie zapamiętała jedną sytuację. To była jej druga praca. Zależało jej na tym, by pojawić się na pewnej konferencji, ale szczególnie nie wiedziała, jak się do tego zabrać. Przy tej okazji rozmawiała z przełożoną. – Trzeba mieć jaja, a nie cycki! – wykrzyczała M, moja szefowa. Zszokowało mnie to. Na początku nie zauważyłam związku tego komentarza z moim pytaniem. Nigdy nie epatowałam golizną w pracy, nie próbowałam korzystać z tego, co dostałam w genach dla jakichś celów – przekonuje A.



B.: "Obudź w sobie pana"
B. z szefową nigdy jakoś szczególnie dobrze się nie układało. Główny zarzut: B. nie jest wystarczająco przebojowa. – Niezależnie od tego, co robiłam i jakie wyniki to przynosiło, to miała zastrzeżenia – opowiada B. W jednej z rozmów, nazwijmy ją "motywacyjną", B. usłyszała coś, czego do końca życia nie zapomni. – Moja szefowa odniosła się do szlacheckich korzeni moich przodków, życząc mi, bym obudziła w sobie "pana". Byłam w szoku, że coś takiego wyszło z ust zdeklarowanej feministki – mówi oburzona B.

Ale na tym nie koniec. Kolejna szefowa B. miała ewidentny problem z przedstawicielkami płci pięknej. Już przed rozpoczęciem pracy do B. docierało, że kobiety niemalże masowo rezygnują z pracy w tym miejscu. Mimo tego, chciała skonfrontować te informacje z przyszłą szefową. Podczas rozmowy kwalifikacyjnej zapytała o źródła tych opinii. – Przytoczyła jeden przykład obarczając odpowiedzialnością pracownicę, która podobno miała podkraść klienta firmie i założyć swój własny biznes – mówi nam B. Na chwilę ją to uspokoiła. Ale po trzech tygodniach pracy na własnej skórze przekonała się, że to nie tylko plotki. – Dojeżdżała mnie w rozmowie telefonicznej za błahą rzecz. Włączyła mi się kontrolka, że dzieje się coś, co nie powinno mieć miejsca – opowiada B. Nigdy nie zwracała się do niej bezpośrednio. Ale potrafiła w kontekście wykonywanej przez nią pracy rzucać: "to powinno być wykonane inteligentnie", "nie posiada podstawowej wiedzy na temat narzędzia", "w pracy nie ma miejsca na emocje".

– To przerażające, że kobiety zamiast się jednoczyć, walczyć o swoje prawa w pracy, doceniać inne i nie patrzeć przez pryzmat płci, intencjonalnie podkładają innym kobietom pod nogi kłody. Nie słyszałam o mężczyźnie, który były w ten sposób traktowany – podkreśla B.

C.: "Nie za obcisłe te spodnie?"
To była pierwsza praca A., sezonowa, wakacyjna, przejściowa. Z domu wyniosła, że kobiety murem stoją za innymi kobietami. – Tak to było u nas, że baby trzymały się razem. Takie poczucie wspólnoty jajników – żartuje dziś. Ale w ogóle nie jest jej do śmiechu. Z pamięci gumką powycierała te przykre chwile. Ale nie na tyle, by ich w ogóle nie pamiętać. – Najpierw udawała moją koleżankę, była moją przełożoną, ale szefem był mężczyzna. No i teraz po latach wiem, że wszystko rozbijało się o niego. On mnie po prostu najzwyczajniej w świecie lubił. Bez żadnych podtekstów, bez faworyzowania, dwuznacznych propozycji – opowiada. – Chyba dało się to wyczuć, bo – moja przełożona – nagle z miłej koleżanki, której w pewnym stopniu ufałam – zamieniła się w wiedźmę. Miałam naście lat, więc nie umiała nawet się postawić, odpowiednio odpyskować. – To była praca na polu, jako że mówiłam po angielsku "awansowałam" ze zbieracza warzyw i owoców, na ich sprzedawcę – wspomina C. Ale to zbytnio nie leżało jej przełożonej, więc próbowała zrobić wszystko, by ją zdegradować i wysłać na pole.

– Szukała na mnie haków, donosiła, że niewystarczająco się uśmiecham do klientów, albo gdy ich nie ma – czytam książki. Dopięła swego, wróciłam na pole, gdzie miała większe możliwości, by się nade mną pastwić – dodaje. I tak, gdy wszyscy szli zbierać groszek, to C. sama musiała pielić kwiaty na łące. – Okna jej domu wychodziły na pole, na którym pracowałam, więc obserwowała mnie przez cały dzień. Padał deszcz, było błoto, ale to nie robiło na niej żadnego wrażenia. Podchodziła i doglądała tylko, czy kopki przy kwiatach są dobrze i równo usypane. Po kilkunastu godzinach pracy stwierdziła, że jednak "przeszłam chrzest bojowy". Ledwo stałam w pionie. Takich sytuacji było jeszcze kilkanaście – opowiada C.
C.

W przerwach od bycia wredną babą, próbowała być dobrą koleżanką, komplementowała mój wygląd, porównywała mnie do atrakcyjnych aktorek i mówiła, że zazdrości. Miałam chyba do czynienia z kobietą rozchwianą emocjonalnie, ale i bardzo niebezpieczną. Na szczęście to była praca sezonowa.

Potem była inna praca, ale i szefowa o podobnej osobowości. – Była postrachem wszystkich w firmie, ale mężczyzn oszczędzała, nawet jeśli pracowali mniej i gorzej – mówi C.
C.

Zaznaczę od tego, że nigdy do pracy nie ubierałam się w wyzywający sposób. Nigdy też nadmiernie o siebie nie dbałam i nie byłam na żadnej diecie. Mówię o tym wszystkim, bo od tej kobiety zdarzało mi się na przykład usłyszeć, gdy dzieliłam się słodyczami z innymi osobami z pracy, że robię to, bo się odchudzam i częstuję innych, bym sama nie przytyła. Przy obiedzie, patrząc przez ramię na zwartość mojego talerza, zdarzało jej się rzucić: "a ty znów na diecie". Innym razem, powiedziała mi wprost, że mam za obcisłe spodnie. To były zwyczajne spodnie . Były też uwagi, że coś mi się udaje, tylko dlatego, że się wystroiłam albo kogoś oczarowałam. Przy czym za merytoryczną pracę byłam chwalona, ale wyłącznie mailowo.

Doszło do tego, że C. przestała nosić sukienki, mimo że lubi pomadki, unikała kolorów, które mogą zwracać nadmierną uwagę i prowokować niepotrzebne komentarze.

D.: "Mówiła, że nie lubi, gdy kobieta dowala kobiecie"
To ona dała jej pracę. Na początku wydawała się bardzo wspierająca i profesjonalna. Nazywała się feministką. – Wprost mówiła, że nie lubi kiedy kobieta dowala kobiecie. Moje problemy z nią zaczęły się bardzo niewinnie – delikatnie krytykowała moją pracę, podkreślając, że jeszcze muszę się sporo nauczyć, ale to był początek naszej współpracy – mówi nam D. Starała się jak mogła, ale powód do "zrugania" zawsze się znalazł. Czasem krzyczała i groziła zwolnieniem na oczach innych pracowników. – Kiedy raz jej odpowiedziałam, wzięła mnie na bok i zaczęła
taką psychologiczną grę. Akurat wtedy byłam dość rozemocjonowana i bardzo się przejmowałam wszystkim, ona to wyczuła i mówiła mi takie rzeczy, którymi doprowadziła mnie do płaczu – żali się D.
D.

Trwało to przez kilka miesięcy z przerwami. Na chwilę mi odpuszczała, chwaliła, była bardzo miła, wypytywała o prywatne sprawy, była pomocna. I potem znowu to samo – krzyki, groźby były na porządku dziennym. Bałam się chodzić do pracy, najbardziej przerażało mnie, kiedy kontrolowała to, co zrobiłam. Ręce mi się trzęsły, bolał mnie brzuch, płakałam po kątach. Kiedy postanowiłam odejść i jej to powiedziałam, myślałam, że mnie pobije. Straciła panowanie nad sobą. Kilka dni przed rozwiązaniem umowy, poprosiła mnie o rozmowę. Pierwszy raz wtedy mnie przeprosiła. Dowiedziałam się, że była dla mnie taka ostra, bo jej na mnie wyjątkowo zależało. Życzyła mi też, żebym nikomu nie dawała się źle traktować i pozwalała sobą pomiatać.

Zapytaliśmy psycholog Nataszę Kosakowską, skąd się bierze takie zachowanie kobiet na wysokich stanowiskach. – Często kobiety działają w ten sposób, dlatego że funkcjonują w systemie, który promuje rywalizację. Pamiętajmy, że ryba psuje się od głowy. To znaczy, że jeśli w firmie mamy odgórnie promowany klimat rywalizacji, a nie współpracy, powątpiewania w kompetencje, potrzeby udowadniania ich, a nie zaufania w kapitał społeczny, to zarówno kobiety, jak i mężczyźni sięgają po narzędzia, które nie są nastawione na współpracę. Należy do nich między innymi zjawisko królowej pszczół - queen bee pheonmena – mówi Natasza Kosakowska-Berezecka.

Jak dodaje, polega on na tym, że kobiety, które są u władzy nie wspierają innych kobiet, a nawet wymagają od nich więcej niż od mężczyzn. – Nie wynika to z tego, że są złymi osobami. Najczęściej królowe pszczół żyją w środowisku pracy, które nie promuje zachowań wspierających innych i oczekuje, że kobiety na wysokich stanowiskach staną się mężczyznami, by udowodnić, że się do tego nadają. To seksizm w czystej postaci. Nie tylko mężczyźni potrafią być seksistowscy, ale i kobiety. To są tzw. mikroagresje, których celem jest pomniejszenie wartości drugiej osoby, tylko dlatego, że jest kobietą lub mężczyzną – rozwija Natasza Kosakowska-Berezecka.
POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...