O tych wdowach i sierotach po policjantach mało kto pamięta. Na szczęście są ludzie, którzy opiekują się nimi cały rok

Z roku na rok rośnie liczba policjantów, którzy giną na służbie.
Z roku na rok rośnie liczba policjantów, którzy giną na służbie. Fot. wm.policja.gov.pl
Na co dzień działalność tej fundacji jest trochę zapomniana – ale może to i dobrze, bo przypominamy sobie o niej tylko w naprawdę tragicznych chwilach. Tak jak w niedzielę, kiedy na służbie został zastrzelony antyterrorysta. Premier Beata Szydło zapowiedziała pomoc dla jego rodziny, ale takich jak jego bliscy jest znacznie więcej. Dba o nich właśnie Fundacja Pomocy Wdowom i Sierotom po Poległych Policjantach. Tam rodziny zmarłych znajdują wsparcie nie tylko finansowe, ale może przede wszystkim możliwość rozmowy. Choć jak zawsze w takich sytuacjach brakuje jednego – pieniędzy.

"Rodzinę zamordowanego policjanta otoczymy opieką. Podjęłam decyzję o przyznaniu rent specjalnych dla jego żony i dzieci. Łączę się z nimi w bólu" – napisała w niedzielne popołudnie na Twitterze Beata Szydło. Szefowa rządu zrobiła to, czego oczekiwała od niej opinia publiczna – pomogła tym, których zostawił antyterrorysta zabity na służbie.




Ten dramat rozegrał się w nocy z soboty na niedzielę. We wsi Wisznia Mała w powiecie trzebnickim oddział antyterrorystyczny próbował powstrzymać złodzieja, który chciał okraść bankomat. Okazało się, że przestępca ma broń automatyczną. W efekcie poza samym napastnikiem zginął jeden z członków Samodzielnego Pododdziału Antyterrorystycznego Policji. Zostawił żonę i dwójkę dzieci w wieku ośmiu i dwunastu lat.

Poza premier wsparcie dla zmarłego policjanta od razu zapewnili jego koledzy ze służby. Informację o zbiórce zamieszczono na oficjalnym koncie na Twitterze Polskiej Policji. "Koleżanki i koledzy rozpoczęli zbiórkę na pomoc rodzinie Mariusza, poległego antyterrorysty z Wrocławia. Nr konta, Bank PKO BP: 87 1440 1156 0000 0000 1172 5748 z dopiskiem 'Pomoc rodzinie Mariusza'. Pamiętajmy i pomagajmy nie tylko dzisiaj!" – czytamy w apelu policjantów.
Rodzin, które cierpią, jest więcej
Nie sposób jednak nie wspomnieć o tym, że rodzin, które potrzebują pomocy, zapewne jest znacznie więcej. Policyjna księga pamięci liczy w końcu ponad sto nazwisk – a chodzi tylko o dane po 1989 roku. Tylko w 2015 roku na służbie zginęło czterech funkcjonariuszy.

O nich wszystkich na co dzień pamięta przede wszystkim Fundacja Pomocy Wdowom i Sierotom po Poległych Policjantach. To niewielka fundacja z siedzibą w Warszawie, ale już z tradycjami – niedawno bowiem świętowała dwudziestolecie działalności. Jej powstanie oczywiście wymusił rozwój sytuacji – po 1989 roku zaczęła rosnąć liczba zmarłych na służbie funkcjonariuszy policji.
Jerzy Stańczyk, Komendant Główny Policji w latach 1995-1997, jako pierwszy polecił zbierać informacje o sytuacji materialnej rodzin zabitych funkcjonariuszy. Przy dużej pomocy następcy Stańczyka – Marka Papały – pod koniec 1997 roku fundacja została zarejestrowana.

Potrzeby są najróżniejsze
Takich rodzin, którymi zajmuje się fundacja, jest jednak nawet więcej, niż widnieje nazwisk na policyjnej ścianie pamięci. Jest ich bowiem ponad dwieście. – Pomagamy tym, których śmierć związana jest ze służbą. Giną przecież nie tylko zastrzeleni policjanci, ale i ci w wyniku nieszczęśliwych wypadków na służbie. O tych tragediach nie słychać tyle w radiu czy telewizji, bo to może być po prostu nieszczęśliwy wypadek samochodowy. Ale opiekujemy się i takimi rodzinami – mówi w rozmowie z naTemat Irena Zając, młodsza inspektor w stanie spoczynku, prezes zarządu fundacji i jednocześnie Kawaler Orderu Uśmiechu.

Mało kto wie, jak różne mają potrzeby rodziny tragicznie zmarłych funkcjonariuszy. Tym bardziej, że pomoc, którą zaoferowała premier rodzinie zastrzelonego antyterrorysty, to rzadkość. – Każda rodzina, każde dziecko otrzymuje rentę po tacie od państwa. Ale to na takiej zasadzie jak każde inne dziecko, jeśli nie jest dorosłe. A jeśli chodzi o renty specjalne to nie jest mi wiadome, żeby były tak przyznawane – mówi Irena Zając.
Dlatego prowadzona przez nią fundacja ma tak wiele pracy. – To zapomogi na bieżące wydatki, bo niektóre rodziny nie mają na węgiel na zimę czy remont mieszkania. Pomagamy też poprzez organizację kolonii dla dzieci czy zimowisk. Dokładamy się do leków, pomocy szkolnych. Wspomagamy zakup komputera, kursów, sporadycznie dajemy stypendia.

Te wszystkie formy pomocy są możliwe głównie dzięki samym policjantom, którzy nie zapominają o swoich zmarłych kolegach.
Irena Zając
Prezes Zarządu Fundacji Pomocy Wdowom i Sierotom po Poległych Policjantach

Działamy wyłącznie dzięki ofiarności społeczeństwa, czyli głównie środowiska policyjnego. Mamy też trochę sponsorów prywatnych, za co im serdecznie dziękuję. Sponsorzy dają kwoty różne. Od kilkuset złotych do nawet kilkunastu tysięcy złotych. Niemniej jednak nie jesteśmy dotowani.

Duża rodzina
Z tej pomocy korzystają praktycznie wszystkie rodziny. Jak się dowiaduję, te, które dotknęła ta tragedia, a nie współpracują z fundacją, można policzyć praktycznie na palcach jednej ręki.

– Stanowimy taką społeczność, poniekąd rodzinę. Znamy różne sprawy tych pań, chodzimy do nich np. na śluby, jak dziecko się żeni, i tak dalej. One chętnie z nami nawiązują kontakt, a także między sobą. Poznają się, mają wspólne tematy, rozmawiają – mówi Irena Zając. To właśnie ta możliwość rozmowy jest często równie cenna co sama pomoc finansowa. Wdowy pozbawione mężów czy osierocone dzieci mają szansę na kontakt z tymi, których dotknęła podobna tragedia. Nie są zamknięte w sobie, w swoich małych światach, w których mają czas jedynie na opiekę nad dziećmi i żałobę.

– One tak do nas piszą, tak mówią. Dzwonią wieczorami, jak mają "dół" to nie patrzą na godzinę. Rozmawiamy przez telefon, jak się spotkamy, interesujemy się. Pytamy jak po operacji, czy idą na rehabilitację. Jakby ktoś dzwonił do siostry po prostu popytać, co słychać – wyjaśnia prezes zarządu.
Do większego rozmachu brakuje tylko więcej pieniędzy
Koniec końców jednak to właśnie pomoc materialna zapewnia przetrwanie. – Dziur w budżetach rodzin jest bardzo dużo. Nie wszystkie wdowy mają pracę, niektóre w ogóle nie mogą pracować, bo mają małe dzieci, mieszkają w miejscach gdzie jest trudniej o zatrudnienie czy o opiekę nad dzieckiem. To przecież zawsze chodzi o matkę. Ona musi odebrać dziecko na czas z przedszkola, zdarza się, że trudno jest to wszystko zsynchronizować – kontynuuje Irena Zając.
Irena Zając
Prezes Zarządu Fundacji Pomocy Wdowom i Sierotom po Poległych Policjantach

Moglibyśmy bardziej pomagać, gdyby było więcej środków. Przydałoby się nam więcej pieniędzy, ale rządzimy się tym, co mamy, choć nie mieliśmy nigdy za wiele. Jak możemy sobie pozwolić na zapomogę w wysokości tysiąca złotych, to tyle dajemy. A jak nie to dzielimy to na pół.

Większe pieniądze mogłyby także spowodować rozszerzenie działalności. – Gdyby było więcej środków, moglibyśmy objąć pomocą te rodziny, gdzie policjant np. nie został zastrzelony, tylko zmarł na zawał. Tego nie mamy w statucie, ale statut można zmienić. Natomiast nie ma na tyle pieniędzy – mówi szczerze prezes fundacji.

Z drugiej strony nie udaje: najlepiej byłoby, gdyby fundacja w ogóle nie musiała istnieć. Ale tak nie wygląda życie.
POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...