Zakonnik przyjechał z Boliwii na urlop do Polski. Jest od miesiąca i nie może się nadziwić, jak tu funkcjonuje Kościół

Polski franciszkanin od lat pracujący w Boliwii, o. Kasper Mariusz Kaproń.
Polski franciszkanin od lat pracujący w Boliwii, o. Kasper Mariusz Kaproń. Fot. Facebook.com / Kasper Mariusz Kaproń Ofm
Kościelna rzeczywistość w Polsce – jak pisze franciszkanin o. Kasper Mariusz Kaproń – jest o wiele bardziej przygnębiająca niż to, co sobie wyobrażał. Święcenia kapłańskie otrzymał 20 lat temu i od tego momentu niemal cały czas pracuje zagranicą. Do Polski przyjeżdża dość rzadko. A gdy już tu jest, to nachodzi go wiele smutnych refleksji na temat tego, jaki jest stan polskiego Kościoła.

"Święty oburz"
"Minął już miesiąc mojego urlopowego pobytu w Polsce i muszę przyznać, że rzeczywistość z jaką się stykam (mam na myśli przede wszystkim tą eklezjalną), jest o wiele bardziej przygnębiająca, niż moje wcześniejsze wyobrażenia" – napisał zakonnik na swoim profilu na Facebooku. Za chwilę wymienił kilka pozytywnych przykładów – bo przecież każde uogólnienie jest krzywdzące. Przyznał, że udało mu się przez ostatni miesiąc odwiedzić parę miejsc, które "budują wiarę". "Generalnie jednak rzeczywistość, z jaką się stykam, nie jest budującą" – stwierdza o. Kaproń. I wylicza, dlaczego Kościół w Polsce i Kościół w Boliwii, oprócz tysięcy kilometrów, dzieli coś jeszcze – przepaść.
o. Kasper Mariusz Kaproń
franciszkanin pracujący w Boliwii

Kościół, z którego przed miesiącem wyjechałem, przede wszystkim jest wspólnotą. Dla relacji i jej budowania poświęca się czasem nawet normy prawa lub obowiązki (bo cóż znaczy przykładowo zjeść kawałek mięsa w piątek lub nie iść na zajęcia, gdy zawitał do nas gość i jest okazja, aby się spotkać i świętować). W Polsce mamy natomiast do czynienia z Kościołem prawa, świętego oburza, kanonicznych upomnień, gdzie większym grzechem i skandalem jest artykuł z wizerunkiem rozebranej Madonny Edwarda Muncha, niż szalejące grzechy podziałów w społeczeństwie, powszechnego hejtu, a nawet zawiści.

"Stamtąd wszystko widzi się lepiej"
Na to, co dzieje się nad Wisłą, franciszkanin patrzy z dystansu. Ze sporego dystansu, bo odkąd w 1997 r. po studiach w Wyższym Seminarium Duchownym w Krakowie otrzymał święcenia kapłańskie, w Polsce pracował niewiele. Od razu wyjechał do Włoch, gdzie początkowo był duszpasterzem a po paru latach podjął dalsze studia w Papieskim Instytucie Liturgicznym. Gdy w 2007 r. obronił doktorat, wrócił do Krakowa, by wykładać w tamtejszym seminarium. Ale w Polsce pracował niedługo – w 2011 r. wyjechał jeszcze dalej, na misje do Boliwii. Pracował w paru parafiach, potem został proboszczem, później pracownikiem katolickiego uniwersytetu w Cochabamba, a ostatnio definitorem, czyli doradcą przełożonego zakonu franciszkanów w Boliwii.



Franciszek jest... normalny
W Polsce bywa dość rzadko. Gdy przyjechał w 2014 r., prezentował swoją książkę "Stamtąd wszystko widzi się lepiej", którą napisał z perspektywy niewielkiego miasteczka w środku boliwijskiej dżungli. W wywiadzie dla "Gościa Niedzielnego" o. Kasper Mariusz Kaproń tłumaczył, że z takiej właśnie perspektywy zupełnie inaczej postrzega się papieża Franciszka niż z perspektywy Polski.
o. Kasper Mariusz Kaproń
franciszkanin

Papież Franciszek w kontekście europejskim i polskim wywołuje szeroką gamę ocen: jedni są pełni zachwytu, wśród innych papieskie zachowanie budzi konsternację, u jeszcze innych rodzi wręcz agresję i zdecydowanie odcinają się od tego pontyfikatu. A z latynoskiej perspektywy styl ten nie wywołuje specjalnego zdziwienia – ani pozytywnego, ani negatywnego. Bo jest to normalne zachowanie księdza, biskupa, kardynała w tutejszej rzeczywistości.

"Słońce w kubku herbaty" – rozmowa z o. Kaproniem w "Gościu Niedzielnym", wyd. 50/2014
Już wówczas duchowny przyznawał półżartem, że przyjazd do Polski oznacza "bombardowanie pesymizmem", którego nie da się wytłumaczyć wyłącznie chłodniejszym klimatem. "Podczas jednego tygodnia pobytu w kraju usłyszałem więcej narzekań niż w ciągu prawie czterech lat w Boliwii" – mówił trzy lata temu.
Dynia ważniejsza niż bezdomni
Dziś chyba sam, obserwując sytuację w Polskim Kościele, popadł w pesymizm. W swoim wpisie na Facebooku duchowny ubolewa, że publikacja wizerunku rozebranej Madonny Edwarda Muncha jest powodem do pisania listów protestacyjnych, zaś zawiść i podziały w społeczeństwie uznawane są za normę.
o. Kasper Mariusz Kaproń
franciszkanin

Gdzie halloweenowa dynia wzmaga wśród chrześcijan większą aktywność i jest postrzegana jako poważne zagrożenie, a nie jest nim fakt, że oto idzie mróz i bezdomni na ulicach nie mają co zjeść, gdzie się ogrzać i że każda noc może być dla nich ostatnią. Gdzie sprawy księdza kulturysty lub księdza, któremu zrobiono zdjęcie z tabliczką LGBT, rozwiązuje się przy pomocy kanonicznych upomnień, niż wspólnym pójściem na piwo i wytłumaczeniem sobie sprawy.

Minął już miesiąc mojego urlopowego pobytu w Polsce i muszę przyznać, że rzeczywistość z jaką się stykam (mam na myśli...

Opublikowany przez Kasper Mariusz Kaproń Ofm na 4 grudnia 2017
"Celne spostrzeżenia. Niestety, niczym głos wołającego na pustyni - bez echa" – skomentował jeden ze znajomych franciszkanina. Nie pierwszy – w polskim Kościele takich wołających jest o wiele więcej. "Czas uderzyć pięścią w stół" – apelował parę miesięcy temu jezuita o. Wojciech Żmudziński. I co? Raczej niewiele...

"Kończy się pewien model duszpasterstwa"
O. Kaproń takich gorzkich wpisów podczas wizyty w Polsce zamieścił więcej. Na samym narzekaniu jednak nie poprzestał. Parę razy napisał coś, co powinno dawać nadzieję na pozytywną zmianę.

Po wczorajszym spotkaniu w Parafii Przemienienia Pańskiego w Wieńcu nasuwają mi się słowa "Coś się kończy, coś się...

Opublikowany przez Kasper Mariusz Kaproń Ofm na 27 listopada 2017
Ale takich miejsc w Kościele, z których wieje optymizmem, ojciec Kaproń po ponad miesiącu urlopu w Polsce, wymienił... pięć. Tylko pięć.
POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...