Gorzkie refleksje dziennikarzy o mediach, gdy PiS przejmuje sądy i wybory. "Bywają większymi szkodnikami niż politycy"

Sejm jak twierdza, a w środku partia rządząca zmienia ustrój Polski wbrew Konstytucji. Tymczasem media zajmują się personaliami.
Sejm jak twierdza, a w środku partia rządząca zmienia ustrój Polski wbrew Konstytucji. Tymczasem media zajmują się personaliami. fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta
Partia rządząca przejmuje sądy i wybory. To oznacza zmianę ustroju Polski przez PiS wbrew Konstytucji RP. Tymczasem w mediach królują różne – mniej i bardziej poważne – tematy. Sytuację krytykują sami dziennikarze i dziennikarki.

Sejm zabarykadowany jak za PRL. Taki symboliczny prezent dla Narodu na 150 rocznicę urodziny Piłsudskiego i inauguracje debaty o 100 leciu niepodległości Polski – pisze na Twitterze Jacek Nizinkiewicz, dziennikarz "Rzeczpospolitej".
PiS zrobił z parlamentu twierdzę na czas, gdy zmienia ustrój Polski – finalizuje prace nad projektami o ordynacji wyborczej, Sądzie Najwyższym i Krajowej Radzie Sądownictwa. Budynek jest obstawiony funkcjonariuszami policji, partia rozkazała postawić barierki, by utrudnić dostęp obywateli do parlamentu. Nie są wydawane przepustki sejmowe, wstrzymane są wszelkie dostawy.
Tymczasem, jak zauważa Jacek Nizinkiewicz, uwagę mediów pochłaniają tak błahe kwestie jak tweet premier Beaty Szydło i domysły kto kogo zastąpi w rządzie PiS, czyli sprawy czysto personalne.
"No i media grzeją jak szalone tylko temat tweeta PBS i odcinek 1578 rekonstrukcji rządu. A w tle m.in. zmiana ordynacji i sądownictwa. Dziennikarze bywają większymi szkodnikami niż politycy" – gorzko zauważa Nizinkiewicz. Wtóruje mu dziennikarka Marta Szostkiewicz, freelancerka, która ze smutkiem mówi o zabawie w tematy zastępcze, które przykrywają najważniejszą rzecz, która dzieje się teraz w Polsce.
Do dyskusji włączyli się internauci i internautki. Mają pretensje do mediów, że te nie nazywają rzeczy po imieniu. Chodzi np. o nazywanie przejęcia sądów przez PiS "reformą sądownictwa", a wcześniej przejęcie Trybunału Konstytucyjnego przez PiS "reformą TK".
Komentujący zwracają uwagę, że takie pluszowe błahostki jak "Atlas kotów", słynna książka z którą sfotografowano w Sejmie przewodniczącego Kaczyńskiego, potrafią przykryć ważne rzeczy, o których się przez to nie mówi. "Kiedy już przyjdą po nich, nikt nie zaprotestuje" – przewiduje los dziennikarzy internautka.
POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...