PiS chodzi o skok na samorządy, a nie uczciwe reguły wyborów. Dwa lata temu nie poparli pomysłu z przejrzystymi urnami

Przezroczyste urny są już stosowane podczas wyborów w Polsce
Przezroczyste urny są już stosowane podczas wyborów w Polsce Fot: pkw.gov.pl
Politycy PiS zgodnym chórem przekonują, że w pracach nad nowym kodeksem wyborczym chodzi im wyłącznie o zapewnienie przejrzystości oraz uczciwości wyborów i wymieniają w tym kontekście m.in. konieczność wprowadzenia przezroczystych urn. Zapominają dodać, że takich urn już się w Polsce używa, a klub PiS w 2015 roku, najpierw zagłosował przeciwko ich wprowadzeniu, by ostatecznie wstrzymać się od głosu.

Marszałek Sejmu Marek Kuchciński - nie wiadomo czy świadomie, czy w wyniku niewiedzy - napisał na Twitterze, że celem prac nadzwyczajnej komisji sejmowej, która rozpatruje zmiany w kodeksie wyborczym do samorządów, są uczciwe i transparentne wybory. "Jak nowe urny wyborcze" – podkreślił.
Dwa lata temu PiS nie chciał przejrzystości
Szkopuł w tym, że ten sam Kuchciński dwa lata temu głosował przeciwko przezroczystym urnom. Podobnie zresztą jak klub PiS. To pokazuje, że partii rządzącej nie chodzi o żadną transparentność, ale o zwyczajny skok na samorządy.



Kilka dni temu rzeczniczka PiS Beata Mazurek zarzuciła z kolei szefowi PKW, że "aktywność Wojciecha Hermelińskiego jest zdumiewająca”. "Pamiętam, kiedy nawalił system informatyczny PKW w 2014 roku, to nie robił konferencji prasowych. Nie chodził na spotkania z prezydentem i nie mówił o tym, dlaczego ten system nawala, dlaczego tak długo czekamy na wyniki wyborów” – oświadczyła sugerując, że w 2014 roku wybory zostały sfałszowane.

Zaliczyła jednak gigantyczną wpadkę, bo cały ówczesny skład PKW podał się do dymisji w wyniku problemów z systemem informatycznym, a sędzia Hermeliński został wybrany na szefa PKW dopiero post factum. Podobne zarzuty dotyczące fałszerstw zgłasza zresztą kojarzony z PiS Ruch Kontroli Wyborów i domaga się w ogóle likwidacji PKW w obecnym jej kształcie.
Jakie są fakty? Żadnych poważnych dowodów na fałszerstwa nie przedstawiono, a większość ekspertów uznała, że przyczyną zaskakująco dobrego wyniku PSL w ostatnich wyborach samorządowych była słynna książeczka do głosowania, która premiowała kandydatów z pierwszej strony.

PKW rezygnuje z prac komisji
Przewodniczący PKW Wojciech Hermeliński wobec powtarzających się w ostatnich tygodniach- podczas prac sejmowej komisji ds. prawa wyborczego- oskarżeń o fałszowanie wyborów, podjął decyzję o rezygnacji PKW i Krajowego Biura Wyborczego z udziału w pracach tej komisji. Zapowiedział, że być może przedstawiciele PKW i KBW wrócą do procedowania nad pomysłami PiS, ale dopiero na dalszym etapie prac w parlamencie.

Ale sygnały o nieprawidłowościach wyborczych w 2014 roku spowodowały, że już wtedy pojawiły się propozycje na uczynienie wyborów bardziej przejrzystymi. Przezroczyste urny zostały wprowadzone do procedur wyborczych w ubiegłym roku i przeszły testy w setkach wyborów uzupełniających. Notabene PiS wiele z nich przegrał, ale nie alarmował o żadnych nieprawidłowościach.
Przypomnijmy, że odpowiedni, całościowy projekt zmian w kodeksie wyborczym przedstawił jeszcze prezydent Bronisław Komorowski, a sama ustawa z 25 czerwca 2015 roku została ogłoszona w Dzienniku Ustaw. Projekt Komorowskiego miał właśnie na celu wprowadzenie większej przejrzystości i kontroli nad procesem wyborczym.

Projekt zakładał m.in. wprowadzenie dziewięcioletniej kadencji członków PKW, wprowadzenie klasyfikowania głosów nieważnych, możliwość rejestracji pracy obwodowych komisji przez mężów zaufania po zakończeniu głosowania, przezroczyste urny i powrót do jednostronnych kart do głosowania, które okazują się bardziej czytelne i zrozumiałe dla wyborców niż tzw. książeczki czy broszury.

– Musimy przełamać, pokonać zjawiska kryzysowe związane z przebiegiem zliczania głosów oraz ze sformułowanymi, bardzo daleko idącymi zarzutami, aż po sfałszowanie wyborów samorządowych w Polsce – tłumaczył Komorowski. – W moim przekonaniu wychodzimy z tego kryzysu, bo udało się przeprowadzić wybory do końca, bez ulegania pokusom przeprowadzania ponownych wyborów, przekreślania ważności wyborów. Udało się również, bez złamania zasad i przepisów prawa - bo na zasadzie autodecyzji sędziów PKW - doprowadzić do odnowienia składu personalnego PKW – podkreślał.
 
Projekt prezydenta Komorowskiego
W opinii ówczesnego prezydenta, "została potwierdzona w praktyce zasada, że w demokratycznym państwie wątpliwości i protesty wyborcze rozstrzygają sądy, a nie politycy". Przytoczył też statystykę dotyczącą rozstrzygnięć sądowych, z której wynikało, że na 1300 rozpatrywanych protestów wyborczych w 142 przypadkach dopatrzono się uchybień w czynnościach wyborczych. Dodał, że w zdecydowanie nielicznych przypadkach nakazano powtórzenie głosowania w konkretnym okręgu.

Komorowski wskazywał również na wyniki badań opinii publicznej na temat wiarygodności wyborów i zarzutów o sfałszowaniu wyborów. – Według badań CBOS z grudnia 2014 roku tylko 8 proc. badanych dało wiarę teoriom o sfałszowaniu wyborów – stwierdził. Zauważył też, że więcej wskazywało na uchybienia i nieprawidłowości wyborcze.

Gdy przepisy, w tym te dotyczące wprowadzenia przezroczystych urn trafiły do Sejmu, w pierwszym czytaniu cały klub PiS i jego sojusznicy na prawicy zagłosowali przeciw ustawie, a w ostatecznym głosowaniu nie poparli jej, a tylko wstrzymali się od głosu.
Dlaczego? – Tamten projekt poza postulatem tych przezroczystych urn, który pojawiał się już wcześniej, był niekompletny. Nie znalazło się tam wiele innych zapisów, które mogłyby wykluczać nadużycia wyborcze, których byliśmy świadkami przy ostatnich wyborach samorządowych – tłumaczy w rozmowie z naTemat poseł Jacek Żalek, obecnie wiceszef klubu PiS, a dwa lata temu przedstawiciel już blisko współpracującego z PiS klubu Sprawiedliwej Polski (składającego się z posłów Solidarnej Polski Ziobry i partii Gowina).

Żalek brał nawet udział w konsultacjach u prezydenta Komorowskiego na temat zmian w kodeksie wyborczym. Według niego, tamte postulaty były niewystarczające. – Ja nie mam cienia wątpliwości, że dochodziło do nadużyć i brak mechanizmów kontrolnych rozzuchwalił na tyle niektórych członków PKW, że przekroczyli granice zdrowego rozsądku – twierdzi Żalek.

Od 3 lat nie było żadnych niepokojących sygnałów
Warto jednak zauważyć przez ostatnie 3 lata PKW i KBW przeprowadziły wybory prezydenckie, parlamentarne, referendum ogólnokrajowe i ponad tysiąc wyborów uzupełniających i referendów lokalnych i w żadnym przypadku nie zostały stwierdzone jakiekolwiek nieprawidłowości; prawidłowo zadziałał także system informatyczny.

Według Mariusza Witczaka, posła PO i wiceszefa komisji nadzwyczajnej, która pracuje nad zmianami w kodeksie wyborczym, PiS ma jeden cel: chce przejąć PKW oraz KBW. – W sensie komplementarnym PiS przygotowuje sobie wpływ na to, żeby nie oddać władzy. Przejęty Sąd Najwyższy zdecyduje o ważności wyborów, sądy okręgowe będą rozstrzygać na poziomie okręgów, a PKW i KBW będą organizowały i nadzorowały wybory. Tak właśnie uzupełniają się wszystkie elementy tej układanki – ocenił polityk w jednym z wywiadów.
POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...