Zaszczuty dyrektor. Historia o tym, jak z dnia na dzień chcą pozbyć się ciebie z "firmy". Od bohatera do...

Najpierw cenią szefa, potem nagle go zwalniają. Ileż takich historii przewinęło się przez korporacje?
Najpierw cenią szefa, potem nagle go zwalniają. Ileż takich historii przewinęło się przez korporacje? fot. Grzegorz Celejewski / Agencja Gazeta
Można powiedzieć, że to historia jakich wiele w niejednej firmie. Zwyczajna, ludzka, która może dotknąć każdego. Jednego dnia niemal noszą cię rękach, chwalą na każdym kroku, dostajesz nagrody za zasługi. A potem nagle zaczynasz czuć, że coś jest nie tak. Nadal masz świetne wyniki i dajesz z siebie wszystko, ale wokół pojawiają się szepty. A potem bach. Słyszysz, że wasze drogi muszą się rozejść, że ktoś inny jest na twoje miejsce. Standard? W tej firmie było niemal identycznie. Znacie podobne historie?

Dyrektor tej firmy był uwielbiany od samego początku. Jego poprzednik zupełnie się nie sprawdził. Szastał majątkiem firmy i zamiast ją rozwijać, pogrążał coraz bardziej. Dlatego w nowym szefie pokładano wyjątkowe nadzieje, a on niemal od pierwszych chwil udowadniał, że dobrze wybrali.



"To nagroda za odwagę i konsekwencję"
Od początku szedł jak burza, wymienił kadry, zawarł nowe kontrakty, wdrażał nowe projekty, firma zaczęła piąć się w górę i wyprzedzać przeciwników. Raz, gdy wrócił z międzynarodowej konferencji, sam prezes koncernu przywitał go na lotnisku kwiatami i gratulował. Były nagrody i słowa uznania. We wrześniu 2017 roku został wybrany Dyrektorem Roku. Z tej okazji zorganizowano wielki, korporacyjny, show.

Brawo za tę decyzję. Cechą pana dyrektora jest umiejętność kierowania zespołami. Potrafi wziąć odpowiedzialność za grupy kapitałowe, co jest potrzebne dla dobra naszej branży – usłyszał. Padły też słowa o tym, że potrafi być wytrwały, zdeterminowany i niezłomny w dążeniu do celu. – To nagroda za odwagę i konsekwencję – powiedział zastępca prezesa na wielkiej gali z udziałem setek przedstawicieli koncernu.

A on, zadowolony, odpowiedział: – To jest nagroda dla całej firmy, dla całego naszego koncernu.

Tak bardzo się z nią identyfikował.

Wczoraj jeden były dyrektor, obecnie doświadczony przedsiębiorca powiedział mi: "Wiadomo, że w korporacjach w pewnym...

Opublikowany przez Dyrektor na Swoim na 24 września 2015
"Dziękuję, że nie zawiodłeś"
Wszystko szło świetnie. Dyrektor wyrobił sobie nie tylko markę, ale przez wiele miesięcy zdołał stworzyć sztab ludzi, którzy poszliby za nim w ogień. Nikt głośno nie ośmielił się go skrytykować. Był związany z "górą", utrzymywał z nią nawet przyjacielskie kontakty.

– Dziękuję, że nie zawiodłeś. Że się tego podjąłeś i w trudnych warunkach to prowadziłeś. Wszystkie przedsięwzięcia były prowadzone przez ciebie z wielkim sukcesem i chciałem skorzystać z okazji, by za to podziękować – tak wylewnie dziękował mu niedawno prezes zarządu. Ale ileż razy słyszał podobne słowa? Na każdym kroku go doceniano. Miał prawo czuć się jak korporacyjna gwiazda.

I nagle okazuje się, że coś dzieje się za jego plecami. Klasyka. – Nic nie wiem. Jakieś decyzje są podejmowane poza mną. Nie podoba mi się to, nie wiem co się dzieje – doskonale pamiętam słowa znajomej, która w taki sposób straciła kiedyś pracę. Będąc od kilku lat na kierowniczym stanowisku w jednej z korporacji. Szanowana, lubiana, z zasługami dla firmy i świetnymi wynikami. Ale od pewnego czasu czuła, że coś się święci, że jest spychana na bok.

– Bez mojego udziału zwolnili jednego z pracowników. Nikt mnie nie zapytał o zdanie. Od tego czasu czułam, że coś jest nie tak. Że nie o wszystkim jestem informowana. Czułam się, jakbym po cichu była zaszczuwana – mówiła. W ciągu dwóch miesięcy firma na jej miejsce zatrudniła nowego człowieka. "Cieszę się, że stworzyliśmy świetny zespół i udało nam się zrealizować wiele fantastycznych projektów" – napisała na pożegnanie.
Ile można wytrzymać takiego upokorzenia
Tu było podobnie. Nagle pojawiły się plotki, że prezes rozgląda się za kimś nowym, w firmie zaczęto szeptać, ktoś zasugerował, że jego zastępca jest na to stanowisko lepszy...Te pogłoski krążyły już od kilku tygodni i nic. Nikt nie potwierdził, nikt nie zdementował, a on musiał żyć w napięciu. Narażony na ludzkie spojrzenia i komentarze pod hasłem: "Chcą się go pozbyć".

Jak długo – zwyczajnie, po ludzku – pracownik może wytrzymać taki stres? Upokorzony, ubezwłasnowolniony niemal, zależny od decyzji innych? Jak musi się czuć?

Gdy pogłoska wyszła poza mury firmy, dyrektora zaczęli brać w obronę nawet inni ludzie z branży. Tak nieludzkie wydało się to traktowanie. "Nie ma najmniejszego sensu przedłużać tego przykrego widowiska, zwłaszcza że jest ono bardzo upokarzające dla pana dyrektora, a on sobie niczym nie zasłużył na takie potraktowanie na odchodnym" – tak zaczęto komentować tę historię.

Musiał czuć się z tym źle. Każdy by się czuł. Nikt nie chciałby znaleźć się na jego miejscu, bez względu czy go lubił, czy nie. A także na to, że patrzył jak w firmie zwalniają innych i cicho to akceptował.

Całkowicie się poświęcił
W pewnym momencie on sam napisał do pracowników: "Bez względu na wszystko najważniejsza jest firma". A potem ktoś podsłuchał, jak powiedział, że może w najbliższych dniach jeszcze go nie zwolnią...Jeden z pracowników zauważył też, że podczas dużej imprezy firmowej w księdze pamiątkowej nie było jego podpisu...Takie pełzające upokarzanie człowieka, który całkowicie poświęcił się dla korporacji, a nawet naraził dla niej swoje dobre imię.

Niczym premier Beata Szydło. Bo jej historia właśnie tak wygląda. Od bohatera do...
Chyba, że sama szefowa rządu zabierze teraz głos i wszystkich swoją opinią zaskoczy. Wywracając wszystkie korporacyjne skojarzenia do góry nogami. Ale na to nie ma co raczej liczyć.
POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...