Dorota Pytel: "Mój mąż będzie głośno mówił o tym, co się działo. A minister Macierewicz osiągnie odwrotny skutek"

Warszawa, 2014 rok. Piotr Pytel, ówczesny szef Służby Kontrwywiadu Wojskowego w drodze na zamknięte posiedzenie komisji do spraw służb specjalnych dotyczącego zatrzymanych podejrzanych o współprace z wywiadem rosyjskim.
Warszawa, 2014 rok. Piotr Pytel, ówczesny szef Służby Kontrwywiadu Wojskowego w drodze na zamknięte posiedzenie komisji do spraw służb specjalnych dotyczącego zatrzymanych podejrzanych o współprace z wywiadem rosyjskim. Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta
– Do tej pory żartowaliśmy sobie w domu, co zrobimy, jak mąż zostanie zatrzymany. Okazuje się, że żarty się skończyły. Pan Macierewicz od dłuższego czasu czekał na okazję, by zademonstrować swoją siłę. Dotychczas mąż nie dawał mu takich pretekstów, ponieważ stawiał się na każde wezwanie prokuratury. Pierwszy raz nie pojechał z powodów zdrowotnych. Myślę, że pan Macierewicz tylko czekał na taką okazję – mówi w rozmowie z naTemat Dorota Pytel, małżonka generała Piotra Pytla, który wczoraj został zatrzymany przez Żandarmerię Wojskową. Wypuszczono go po kilku godzinach przesłuchania w prokuraturze. Były szef SWK sprawę nazwał "polityczną".

Jak wyglądało poranne zatrzymanie pani męża?



Około 7:30 do naszego domu w Krakowie zapukał porucznik i trzech szeregowych. Nie mogę mieć pretensji w związku z zachowaniem panów z Żandarmerii Wojskowej. Rozmowa była bardzo kulturalna, oczywiście wyłączając to, że gdy mąż szedł do łazienki, to jeden z panów udał się za nim. Ale wszystko odbyło się w miarę spokojnie. Panowie nie ponaglali, chwilę to trwało.

Przedstawili mężowi jakieś zarzuty, powiedzieli, dlaczego go zatrzymują?

Powiedzieli, że mają prokuratorski nakaz zatrzymania i dowiezienia go do Prokuratury Okręgowej w Warszawie.

Generał ma problemy ze zdrowiem, to dlatego sam nie stawił się w prokuraturze?


W poniedziałek w związku z pewnymi dolegliwościami mąż poddał się kontrolnym badaniom. Miał się natychmiast stawić do dalszej diagnostyki, którą zaplanowano na środę. Ponadto, miał się także zgłosić do poradni specjalistycznej, dlatego nie mógł jechać do prokuratury. Dostał zwolnienie lekarskie, które nie zostało uwzględnione.

Na Twitterze wspominała pani, że to nie była pierwsza wizyta Żandarmerii Wojskowej w państwa domu.

Pierwszy raz żandarmi pojawili się kilka miesięcy temu. O ich wizycie dowiedzieliśmy się od sąsiadów, którzy opowiadali, że przyszli do nich panowie z żandarmerii i chcieli wyciągnąć jakieś informacje na temat mojego męża. W zeszłym tygodniu pojawili się po raz kolejny. Przywieźli wezwanie do prokuratury. We wtorek nie było nas w domu, bo wracaliśmy z mężem od lekarza. Weszli bez pytania na teren prywatnej posesji. Moja córka była w domu, wypytywali czy jest tato, kiedy będzie. Sąsiad wspominał, że z nim także rozmawiali. Usiłowali nakłonić go do kontaktu telefonicznego z moim mężem, by ustalił gdzie jest i kiedy wróci. Takie ubeckie metody.

Analogia sama się nasuwa.


Niestety jedyna.

Politycy opozycji, byli generałowie mówią wprost, że zatrzymanie generała Pytla jest sprawą polityczną, a minister Antoni Macierewicz próbuje się kreować na polityka, który "walczy z dawnymi układami, rosyjskimi agentami". Poza tym wspominają o głośnym materiale "Superwizjera", w którym pani mąż się wypowiada.

Myślę, że tak samo jest z informacją, która pojawiła się kilka dni temu. Mówię o zapowiedzi ministra Macierewicza, że na wiosnę ujawni szokujące dowody o zamachu w Smoleńsku. Sądzę, że te działania świadczą o tym, że pan Macierewicz boi się opozycji i koniecznie chce zaistnieć. Poza tym, nie można odwracać głowy od tego, co się dzieje w państwie, jak są niszczone demokratyczne podstawy, trójpodział władzy.

To forma odegrania się na mężu?


Myślę, że to forma nękania, odegrania się, a przede wszystkim zastraszenia. Mąż nie podda się tego typu działaniom, ponieważ nie zamierza milczeć i na pewno będzie głośno mówił o tym, co się działo. Sądzę, że pan Macierewicz osiągnie wręcz przeciwny skutek.

Jeden z dziennikarzy po wyjściu generała Pytla z prokuratury zapytał, czy nie obawia się więzienia. Pani mówi o ubeckich metodach.

To prezydent pierwszy mówił o ubeckich metodach. Do tej pory żartowaliśmy sobie w domu, co zrobimy, jak mąż zostanie zatrzymany. Okazuje się, że żarty się skończyły. Owszem, obawiamy się tego, że zostanie osadzony w więzieniu czy areszcie na miesiąc albo trzy. W tej chwili istotną rzeczą jest jego zdrowie. Chciałabym poznać lekarza sądowego, który podpisze się pod wnioskiem, że mąż bez żadnych zagrożeń dla zdrowia może przebywać w areszcie.

Pan generał po wyjściu z prokuratury wspomniał, że podczas przesłuchania kilkukrotnie źle się poczuł.

Tak, mogę to potwierdzić. Mąż nie jest w dobrym stanie, wymaga opieki, pogłębionej diagnostyki. Od dłuższego czasu naciskałam, by poddał się badaniom.

Jak państwo odnosicie się do zarzutów, że mąż współpracował z rosyjską Federalną Służbą Bezpieczeństwa?


Dla mnie sprawa jest jasna. Po prostu chodzi o to, że pan Macierewicz od dłuższego czasu czekał na okazję, by zademonstrować swoją siłę. Do tej pory mąż nie dawał mu takich pretekstów, ponieważ stawiał się na każde wezwanie prokuratury. A tych było kilkanaście w przeciągu ostatniego roku. Mąż pierwszy raz nie pojechał z powodów zdrowotnych, ale przedstawiał zwolnienie lekarskie. Myślę, że pan Macierewicz tylko czekał na taką okazję.

Boicie się państwo, że te sytuacje będą się powtarzać?


Tak, tym bardziej, że mąż został zwolniony, ale ma nadzór policyjny. Myślę, że tego typu sytuacje mogą się powtarzać.

Tego typu działania obejmują też zwykłych obywateli, np. tych którzy protestują przed Sejmem. Mój mąż jest generałem, był szefem SKW, więc wiadomo, że będzie o jego zatrzymaniu głośno w mediach. Natomiast są też przypadki zwykłych ludzi, którzy nie potrafią sobie z tym poradzić. To też należy nagłaśniać.

Informujemy o tym, ale mam wrażenie, że władza osiągnęła zamierzony cel: zniechęciła ludzi do wychodzenia na ulice, do manifestowania sprzeciwu wobec działań rządu.

Chodzę na demonstrację i z przerażeniem zauważam, że jest nas coraz mniej. Nie wiem, co musiałoby się stać, byśmy wszyscy wyszli na ulice.

Henryk Wujec uważa, że tylko kryzys gospodarczy mógłby zmusić ludzi do wyjścia z domów.

Niestety, czynnik ekonomiczny będzie z pewnością najbardziej odczuwalny. I to może doprowadzić do buntu. Jestem osobą, która jeszcze pamięta komunę i nie mogę zrozumieć, dlaczego ludzie nie widzą analogii. Nie rozumiem, dlaczego od tak dajemy sobie odebrać wolność.
POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...