O to w PiS toczy się większa wojna niż o Szydło. "Będzie większa grupa, która pójdzie za prezesem"

"Atlas kotów", który w Sejmie czytał prezes Jarosław Kaczyński, wylicytowano za ponad 250 tys. zł.
"Atlas kotów", który w Sejmie czytał prezes Jarosław Kaczyński, wylicytowano za ponad 250 tys. zł. Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta
Wielu obrońców zwierząt ciepło pomyślało o prezesie Jarosławie Kaczyńskim, gdy ten jako pierwszy podpisał się pod rewolucyjnym projektem nowelizacji ustawy o ochronie zwierząt. Ale członkowie jego partii w tej sprawie nie mówią jednym głosem. – Kocham zwierzęta, ale nie dajmy się zwariować. Środowiska lewackie dehumanizują ludzi, a humanizują zwierzęta – stwierdza w rozmowie z naTemat senator PiS Waldemar Bonkowski. Na co odpowiada mu poseł tej partii Krzysztof Czabański: – Bardzo się dziwię, że człowiek z obozu prawicowego tak lekką ręką chce tę empatię, sympatię do zwierząt, która wynika również z Pisma Świętego, oddać lewicy. Ja na jego miejscu poważnie bym się zastanowił.

Miłośnicy zwierząt z PiS
Najpierw Jarosław Kaczyński, znany ze swej miłości do zwierząt, wystąpił w spocie fundacji Viva!. Na tle biało-czerwonych flag prawił o tym, że zakaz hodowli zwierząt futerkowych w Polsce "to przede wszystkim kwestia stosunku do zwierząt, serca do zwierząt i litości dla nich". – Sądzę, że każdy porządny człowiek powinien coś takiego w sobie mieć – stwierdził prezes PiS. Przyznał, że spodziewa się ataków, ale ma nadzieję, że "nasza partia, która ma większość" poprze zmiany. Wskazał też na punkt wspólny z Platformą Obywatelską.
Prezes PiS Jarosław Kaczyński
w spocie fundacji Viva!

Wiem jedno: kiedyś w Platformie Obywatelskiej było wielu obrońców zwierząt i akurat ta cecha tej partii, może jedyna, która mi się podobała, jak jest dzisiaj nie wiem. Mam nadzieję jednak, że większość tych obrońców zwierząt będzie w stanie powiedzieć tutaj "tak", mimo że kierownictwo partii będzie naciskało w drugą stronę.

Oberwał za to od prawicowych publicystów. Na przykład Łukasz Warzecha za przygnębiające uznał, że prezes powtarza "słowo w słowo narrację skrajnego lewactwa i szemranych ekooszołomów". Wcześniej Jarosław Kaczyński jako pierwszy złożył swój podpis pod projektem nowelizacji ustawy o ochronie zwierząt, która 6 listopada trafiła do Sejmu. Ta zakłada m.in. zakaz hodowli zwierząt na futra, zwiększenie kar za znęcanie się nad zwierzętami. To trzeci poselski projekt, pod którym w tej kadencji rządów PiS, podpisał się Jarosław Kaczyński, więc jego waga musi być ogromna. O tym, jak ważne dla prezesa są zwierzęta, świadczy też jego kolejny gest. Wystawił na licytację "Atlas kotów", który dumnie czytał zasiadając w sejmowych ławach. Konto Krakowskiego Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami zasiliło się o ponad 25 tys. złotych.

Prezes zyskał w oczach obrońców zwierząt, ale zdenerwował hodowców i niektórych posłów Prawa i Sprawiedliwości. – Ochrona praw zwierząt jest sprawą bardzo ważną dla samego pana prezesa Jarosława Kaczyńskiego – mówił minister sprawiedliwości i prokurator generalny, Zbigniew Ziobro. Natychmiast w PiS dali o sobie znać przyjaciele zwierząt, którzy podobnie, jak prezes chcą rewolucyjnych zmian, które wzmocnią ich ochronę w Polsce. – W kuluarach wszyscy – albo większość z was – jesteście za ochroną zwierząt futerkowych. Jakie będzie rozstrzygnięcie – nie wiem, ale wiem jedno – Jarosław Kaczyński i (wielu z nas) jest wielkim miłośnikiem zwierząt i będziemy je chronić – zapowiedziała rzeczniczka partii Beata Mazurek.

W podobnym tonie wypowiadają się także członkowie parlamentarnego Zespołu Przyjaciół Zwierząt z PiS, m.in.: Krzysztof Czabański czy Joanna Lichocka. Ale Prawo i Sprawiedliwość nie mówi w tej sprawie jednym głosem. – Prowadzą o to spory – słyszę od jednego z posłów.


"Dzielą nas futerka"
Posłowie partii rządzącej na temat konfliktu wewnątrz partii, jaki spowodował projekt ustawy o ochronie zwierząt, wypowiadają się bardzo dyplomatycznie: – Starć nie ma, ale są różnice zdań. Są koledzy, którzy mają wiele obaw, ale łączy nas zrozumienie innych fragmentów tej ustawy. Futerka są jedyną ze spraw, które nas dzielą – odpowiada poseł PiS Tadeusz Cymański. – Dyskusja na temat tej ustawy w PiS trwa – mówi nam Joanna Lichocka, posłanka PiS.

W podobne słowa ubiera to także poseł Krzysztof Czabański: – Nie odnoszę wrażenia, że mamy do czynienia z jakimś sporem w PiS. Uwagi krytyczne zgłaszane są w dwóch punktach: chodzi o zakaz prowadzenia ferm zwierząt hodowanych na futra. A drugi punkt, który budzi pewne uwagi, to są obostrzenia w sprawie uboju rytualnego – tłumaczy nam Krzysztof Czabański. Inni członkowie sejmowego zespołu wspominają o małej wojence, którą toczą w tej sprawie politycy PiS. – Krzysztof Czabański jest na "kontrolowanym" wśród niektórych posłów PiS. Trochę się żalił, że mu to uwiera, ale tym się nie przeraża – mówi nam Paweł Suski, poseł Platformy Obywatelskiej i przewodniczący Parlamentarnego Zespołu Przyjaciół Zwierząt.

"Nie dajmy się zwariować"
Obok miłośników zwierząt i zwolenników wprowadzenia rygorystycznej i rewolucyjnej ustawy o ich ochronie, są ci, którzy patrzą nieco bardziej pragmatycznie i w obronę biorą producentów, rolników. Zdecydowanie najbardziej posłów PiS podzielił zapis projektu ustawy o zakazie hodowli zwierząt na futra. Przedstawiciele tej branży biją na alarm i wyliczają, jakie straty poniosą. Oświadczenie w tej sprawie wystosowała m.in. Polska Branża Hodowców Zwierząt Futerkowych. A na potwierdzenie, że jest przykładem "sukcesu polskiego rolnictwa" podała twarde dane: roczny udział tej branży w PKB wynosi aż 1,5 mld zł. Hodowcy przynajmniej do tej pory mogli liczyć na wsparcie ministra rolnictwa Krzysztofa Jurgiela. Ten już wiosną wydał komunikat, w którym udzielił im wsparcia. Jego z kolei poparł m.in. wicepremier Mateusz Morawiecki. Przyznał, że hodowla zwierząt futerkowych w Polsce odgrywa "ważną rolę jako ogniwo obszaru produkcji zwierzęcej". Dalej wyliczał, że: zapewnia miejsca pracy, jest źródłem dochodów dla hodowców i ich rodzin.
Waldemar Bonkowski
senator PiS

Problem jest jeszcze większy, bo to nie tylko zwierzęta futerkowe, jest cały przemysł futrzarski. Ale przede wszystkim - odpady poubojowe, drobiarskie, co z nimi zrobimy? Firmy utylizacyjne musiałyby to robić, a to podniesie koszty. Podrożeje drób i odczują to wszyscy Polacy. To uruchamia efekt domina.

– Niektóre media zarzucają mi, że występuję przeciwko prezesowi. Ja tego nie robię. W sprawach politycznych jestem nieprzejednany, ale w sprawach gospodarczych mogę mieć własne zdanie. Staję w obronie rolników – deklaruje Waldemar Bonkowski, który nie jest entuzjastą ustawy o ochronie zwierząt. I wprost przyznaje, że na ewentualnym zakazie skorzysta konkurencja, która "przejmie nasz rynek". – Kocham zwierzęta, ale nie dajmy się zwariować. Środowiska lewackie dehumanizują ludzi, a humanizują zwierzęta – dodaje senator PiS. – Zapewne ileś osób myśli podobnie, ale to nie ma nic wspólnego z podziałem w obozie – zapewnia Krzysztof Czabański, poseł PiS.
Krzysztof Czabański
poseł PiS

Bardzo się dziwię, że człowiek z obozu prawicowego tak lekką ręką chce tę empatię, sympatię i opiekuńczość wobec zwierząt, która wynika również z Pisma Świętego, oddać to lewicy. Ja na jego miejscu poważnie bym się zastanowił.


"Będzie bój!"

Wśród polityków PiS toczy się burzliwa dyskusja na temat ustawy, która jest tak bliska prezesowi. Politycy partii rządzącej przerzucają się argumentami, każda ze stron ma swoje racje: jedni bronią zwierząt, inni w obronę biorą rolników czy producentów skór futerkowych.
Joanna Lichocka
posłanka PiS

Chodzi o to, by w Polsce działało prawo, które chroni zwierzęta przed barbarzyńskim zachowaniem. Ale z mojego punktu widzenia hodowla norek to także temat społeczny. Pochodzę z południowej Wielkopolski, gdzie tych ferm jest ponad 250. Od samego początku kadencji spotykałam się z wieloma głosami na temat uciążliwości tych hodowli. To potężny problem dla kilkudziesięciu tysięcy ludzi, którzy muszą mieszkać w smrodzie, w towarzystwie wielkich hodowli, które m.in. zatruwają wody gruntowe. W imieniu moich wyborców muszę się odpowiedzieć za tym zakazem. Ten w krajach Europy Zachodniej jest wprowadzany nie tylko ze względu na prawa tych obdzieranych ze skóry norek, ale też dlatego, że to niesłychanie uciążliwe dla społeczności lokalnych.

– Jestem przeciwko, bo całe życie byłem przedsiębiorcą i nadal jestem czynnym rolnikiem. Moim zdaniem ten zakaz jest szkodliwy dla polskiej gospodarki – uważa Bonkowski. – Sądzę, że ta branża nie zatrudnia tak wielu Polaków. A te 50 tys. osób, to wielokrotnie zawyżona liczba. To może jest z 1,5 tys. –  tłumaczy Lichocka. – Jest pani w większości czy mniejszości w PiS? – Tego nie wiem i to dopiero pokaże procedowanie nad tą ustawą, a ono będzie prawdopodobnie w przyszłym roku – odpowiada posłanka PiS.

Punktów spornych w przypadku ustawy o ochronie zwierząt w samym PiS jest wiele. Ale inaczej w opozycji. Projekt nowelizacji PiS nieznacznie odbiega od tego zaprezentowanego przez opozycyjne partie. – One złożyły projekt poleski, który tylko w dwóch miejscach różni się od naszego. To znaczy: jest dłuższe vacatio legis dla zakazu ferm futerkowych, to 8 lat (PiS proponuje 5 lat – red.) i nie poruszają w swoim projekcie kwestii uboju rytualnego – wyjaśnia nam Czabański. – Z pełną odpowiedzialnością możemy ogłosić, że to może być jedyny projekt, który może zostać przyjęty głosami posłanek i posłów, którzy zagłosują zgodnie z własnym sumieniem. I w PiS, i Platformie nie będzie ustanowiona dyscyplina klubowa przy głosowaniu tej ustawy – podkreśla Paweł Suski, poseł PO. Jego zdaniem większa grupa posłów PiS "pójdzie za prezesem".

Dobrej myśli, co do nowelizacji projektu ustawy, jest także Krzysztof Czabański. – Jest bardzo wielu przyjaciół zwierząt w PiS. Ponadto, mamy zdecydowane poparcie lidera naszego obozu, pana Jarosława Kaczyńskiego dla ogólnej idei projektu. To bardzo go wzmacnia. Bój na pewno będzie ogromny, to widać po zachowaniu lobby działającego na rzecz przemysłu futrzarskiego. Ale myślę, że zdołamy to przeprowadzić – mówi pewny swego Krzysztof Czabański.
Trwa ładowanie komentarzy...