Tę polską piosenkę w święta nucą wszyscy. Za historią polskiego "Last Christmas" stoi legenda polskiej piosenki [WYWIAD]

Powyżej autorzy piosenki "Dzień jeden w roku": po Seweryn Krajewski (muzyka) i Krzysztof Dzikowski (tekst).
Powyżej autorzy piosenki "Dzień jeden w roku": po Seweryn Krajewski (muzyka) i Krzysztof Dzikowski (tekst). Screen z YouTube / Roman Rogalski / Agencja Gazeta
"Jest taki dzień", a właściwie "Dzień jeden w roku" to piosenka z repertuaru Czerwonych Gitar. Nie ma w Polsce osoby, która by jej nie słyszała. To największy świąteczny hit w naszym kraju. Co ważne, "Dzień jeden w roku" jeszcze nam się nie przejadł, tak jak "Last Christmas", a jest grany w grudniu każdego roku od 40 lat!

Utwór "Dzień jeden w roku" pochodzi z płyty o tym samym tytule z 1976 roku. Autorem muzyki jest Seweryn Krajewski, a słów - Krzysztof Dzikowski. 79-letni tekściarz to wybitna postać w tej dziedzinie. Jest autorem tekstów do wielkich przebojów Czerwonych Gitar jak "Anna Maria", "Ciągle pada", "Tak bardzo się starałem", ale pisał też dla Czesława Niemena, Ireny Jarockiej, Anny German czy Maryli Rodowicz. Z Krzysztofem Dzikowskim rozmawiam o tym jak stworzyć szlagier, czemu współczesne teksty są miałkie i oczywiście o historii powstania utworu "Dzień jeden w roku".
Pamięta pan historię powstania tej piosenki?

Oczywiście. Dostałem zamówienie od Jurka Kosseli, który był wtedy szefem Czerwonych Gitar. Miałem napisać tekst, w którym od razu wiadomo, że chodzi o święta Bożego Narodzenia, ale nie mogły padać kluczowe słowa jak np. choinka. Nikt z ówczesnych rządzących miał się nie przyczepić do tego, że zespół śpiewa o świętach - takie to były czasy. Jurek sam wymyślił, by była o jednym dniu, kiedy jest zgoda i tak zostało.

I przeszła przez cenzurę bez problemu?

Tak, podobno piosenka była nawet  śpiewana na partyjnych zebraniach (śmiech).

Muzykę do utworu stworzył Seweryn Krajewski. Jak się układała współpraca? Co było pierwsze: tekst czy nuty?

Chodziło o sprawne napisanie piosenki. Seweryn miał tę iskrę do tworzenia, więc jemu to zlecono. Zwykle najpierw powstaje muzyka, a potem tekst - w tym przypadku było odwrotnie. Zastrzegłem też, jak zawsze, że nie może być żadnych zmian w tekście.

I ten "zakaz zmian" wychodzi panu na dobre, bo tylu przebojów chyba w Polsce nikt nie napisał. Do głowy przychodzi mi jeszcze Jacek Cygan.

Kiedyś w wywiadzie Jacek przyznał, że to Krzysio Dzikowski napisał więcej przebojów (śmiech). Pewnie dlatego też nazywają mnie "legendą polskiej piosenki", ale ja mówię: słuchajcie, nie jestem legendą piosenki, tylko tekściarzem, ja piszę, a to potem rozbrzmiewa. Zawsze walczyłem o to, by nazywać mnie tekściarzem, a nie poetą, choć też odnosiłem sukcesy na konkursach poetyckich np. II nagroda w Ogólnopolskim Turnieju Trzech Wierszy.


"Dzień jeden w roku" to piosenka lubiana nie tylko przez "zwykłych" słuchaczy, ale też muzyków - doczekała się mnóstwa coverów

To prawda, bardzo dużo artystów się do mnie zgłasza, by ją zagrać. Ta piosenka stała się "własnością" wszystkich, jak kolędy, więc zawsze wyrażam zgodę - z jednym wyjątkiem. Z Sewerynem Krajewskim uznaliśmy, że nie jest to piosenka na sprzedaż. Nie pozwalamy na wykorzystywanie jej w reklamach, niektórzy pod płaszczykiem nagrania jej np. na potrzeby szkoły, podtykali marketingowe umowy z prawem do udzielania licencji. Jedna z dużych firm proponowała naprawdę sporą sumę.

A można wiedzieć jaką?

Nie wyjawiamy tajemnic handlowych, ale proszę uwierzyć, że były to duże pieniądze.

Ale ze śpiewaniem na płytach lub koncertach nie ma problemu?

Prawem do mojego tekstu zarządza ZAIKS.

I znów, choć wiem, że dżentelmeni nie rozmawiają o pieniądzach, to czy mającej 40 lat piosenki ma pan nadal jakieś wpływy? Wciąż króluje w grudniu w stacjach radiowych.

Stawki są małe za poszczególne wykonania, ale jest to godziwe wynagrodzenie za godziwą pracę. Na pewno nie są kompromitujące (śmiech).

Ma pan jakąś ulubioną, nową wersję "Dzień jeden w roku"?

Halina Frąckowiak pięknie zaśpiewała tę piosenkę z dziećmi. Bracia Golec też ją bardzo przyzwoicie wykonali. Powstało mnóstwo coverów w ciekawych aranżacjach, nie śledzę więc wszystkiego, ale przyjemnie się słucha każdego nowego pomysłu na wykonanie tej piosenki.

A jaka jest pana ulubiona kolęda lub piosenka świąteczna?

"Bóg się rodzi". Bardzo dobrze mi się ją śpiewa, bo nie jestem piosenkarzem (śmiech). Lubię też pastorałki "Czerwonych gitar".

Co święta jesteśmy katowani piosenką "Last Christmas". Jak ona się panu podoba?

Są zagraniczne piosenki, które zyskały polskie obywatelstwo. Podobnie jak np. "Cicha noc", która przecież nie jest polską piosenka.

Jaki jest "przepis" na przebojowy tekst?

Rozmawiałem niedawno z Jurkiem Skrzypczykiem z Czerwonych Gitar i przyznał, że bez moich tekstów, wiele piosenek by nie powstało. Ja się jednak nie zgadzam, piosenka to utwór łączny - zasługa jest i kompozytora i autora tekstu.

"Kiedyś członek Związku Polskich Autorów i Kompozytorów musiał złożyć kilka tekstów i były one sprawdzane. Teraz każdy może zarówno śpiewać, jak i pisać. Często zleca się to komuś z rodziny."

To jest naprawdę ciężka praca, praca, która się opłaca, ale ludzie sobie nie zdają z tego sprawy. Bywają teksty, które jestem w stanie napisać w ciągu jednej nocy, ale bywają takie, do których jestem w stanie przysiąść nawet na 3 miesiące, coś wyrzucam, odpoczywam, czekam na wenę - poważnie do tego podchodzę.

Potrzeba czegoś jeszcze więcej niż czasu?

Wrażliwość na otaczający nas świat to podstawa. Niektórzy mają ją wrodzoną, inni mogą się nauczyć. Ja prócz pisania fotografuje, żegluję, jeżdżę na nartach, a wcześniej skończyłem też scenopisarstwo w łódzkiej Szkole Filmowej. Potrzebny jest też upór i pracowitość. Nad obecnym warsztatem pracowałem latami.

"Zanim zostałem tekściarzem, spisywałem swoje wrażenia. Miałem zeszyt w którym opisywałem co widziałem i kogo spotkałem na ulicy. Nie trzeba pisać wierszem, ale zwięźle i przede wszystkim: po polsku."

Jak już napiszecie tekst, to przeczytajcie go jeszcze raz, a potem wyobraźcie sobie obcą osobę, która to czyta. Zaśpiewajcie, spójrzcie na to z innej strony. Nie chodzi tylko o to, by zgadzała się liczba sylab.

Zawsze byłem za tym, aby piosenki były tematyczne. Nie lubię piosenek o nieszczęśliwej miłości, zwłaszcza jak jest źle napisana i z błędami, ale one jakoś zawsze znajdują odbiorców. Uważam, że na pisanie powinna być licencja jak na prowadzenie samochodu. Związek Polskich Autorów i Kompozytorów, któremu prezesuje od zawsze dbał o jakość piosnek. Piosenka stricte radiowa była miałka, ale przemycałem te lepsze przez imprezę "Studencka Piosenka Miesiąca" czy w postaci piosenki aktorskiej, byłem jednym ze współodpowiedzialnym za nowy nurt w radiu.

Ale przez lata to się zmieniło i teraz poziom piosenek w stacjach radiowych "odrobinę" zmalał.

Istnieją pewne kanony, nawet dotyczące piosenek popowych. To też jest sztuka, ale też żyjemy w czasach komercjalizacji. Kiedyś to redaktor puszczał w audycji piosenki, które mu się podobały. Teraz wszystko jest emitowane z playlist dużych wytwórni. Sam jakiś czas poprosiłem radiowca o to, by zagrał jedną moją piosenkę, a on odpowiedział, że jak weźmiesz mnie mnie na etat, to będę puszczał twoje piosenki. Np. we Włoszech 70 proc. fonografii to rodzima produkcja, a w Polsce to jedynie kilka procent.

A może nie zależy nam już na dobrych tekstach? Wiem, że krytykowanie disco-polo jest już nudne, ale nie zmienia to faktu, że to co śpiewają wokaliści nie jest najwyższych lotów, a jednak słuchają tego tysiące, o ile nie miliony Polaków.

Przytoczę pewną anegdotę. Zgłosił się do mnie pewien discopolowy zespół. Od razu zaczęli od: pan to pewnie nie lubi "dipi" (DP - skrót od disco polo). Ja pytam: a po czym pan to wnosi? A oni: a bo pan taki znany autor tekstów, a tacy nas nie lubią. Więc odpowiadam: ja nie jestem wrogiem tego gatunku, nieraz nawet ten rytm mi odpowiada, zraża mnie tylko ograniczenia tekstów, powielanie schematów, czasem nie wiem co chcecie przekazać. Wrogiem jednak nie jestem, trzeba zachować umiar. Oni: podoba nam się pana jeden tekst i chcemy go zaśpiewać. Zrobili to i piosenka znalazła się na listach przebojów. To było bardzo miłe, że zapytali mnie czy im na to pozwalam.
Trwa ładowanie komentarzy...