Był oskarżony o pedofilię, dziś walczy o odszkodowanie. Gdyby trafił za kraty, sprawa byłaby prostsza

Pan Adam był oskarżony o pedofilię, dziś walczy o odszkodowanie. Zdjęcie poglądowe – wykonano je w innym sądzie niż opisywana sprawa.
Pan Adam był oskarżony o pedofilię, dziś walczy o odszkodowanie. Zdjęcie poglądowe – wykonano je w innym sądzie niż opisywana sprawa. Fot. Daniem Adamski / Agencja Gazeta
"(...) obcował płciowo z małoletnim poniżej 15-tego roku życia Xxx Xxx, w ten sposób, że swojego członka włożył mu do odbytu (...)". W prokuratorskim uzasadnieniu decyzji o przestawieniu zarzutów panu Adamowi dwukrotnie pada to straszne zdanie. Bo w sumie był on podejrzany a potem oskarżony o dwukrotne zgwałcenie swego bratanka – raz, gdy chłopiec chodził do zerówki, a drugi raz, gdy Janek miał 11 lat. Pan Adam nie poszedł za to za kraty. Na szczęście? Na nieszczęście? Dziś, po latach, trudno jednoznacznie na to odpowiedzieć.

"Chcę wycofać swoje zeznania"
Pan Adam zgromadził całą stertę dokumentów: pism, opinii, wniosków, decyzji, wyroków. Przez 6 lat, odkąd usłyszał prokuratorskie zarzuty o tym, że zgwałcił Janka, zebrało się tego naprawdę wiele. Najcenniejsza dla niego jest kserokopia kartki w jedną linię, na której dziecięcym pismem napisane jest to, co z jego punktu widzenia najważniejsze – że bratanek, przyznaje, iż powiedział nieprawdę. Prosi i wujka, i sąd o wybaczenie. I o to, żeby mama nie miała z tego powodu żadnych kłopotów, bo to ona go do wszystkiego namówiła.
Jasne, że początkowo patrzę na tę kartkę nieufnie. Pewnie, że niejeden pedofil mógłby próbować skłonić swego oskarżyciela do zmiany stanowiska. Może go przekupił? Może zastraszył? Tyle że to trochę bez sensu, gdy spojrzy się na datę oświadczenia podpisanego przez chłopca i na datę wyroku wydanego przez Sąd Okręgowy w Nowym Sączu. Nastolatek przyznał się do tego, że skłamał, dwa tygodnie po tym, jak sąd wujka uniewinnił.
Prokuratura w Nowym Targu, która początkowo w 2011 r. postawiła panu Adamowi zarzuty "obcowania płciowego z małoletnim" a potem rozszerzyła je o to, że do gwałtu doszło po użyciu "groźby pozbawienia życia", wyrok przyjęła do wiadomości. Po prostu. Żadnej apelacji nie wniosła.

"Nie chcę, żeby mama za to odpowiadała, gdyż jest chora"
"Kluczowa okazała się opinia biegłego psychologa, który brał udział w rozprawach i oceniał, że zeznania małoletniego i członków jego najbliższej rodziny są niespójne i mało wiarygodne" – w ten sposób brak odwołania od wyroku nowosądeckiego sądu wyjaśniał dziennikarzowi "Tygodnika Podhalańskiego" przedstawiciel nowotarskiej prokuratury. – Ale tam przecież od początku wszystko było niespójne, tam się nic kupy nie trzymało – denerwuje się pan Adam. A denerwuje się często. Mówi, że całe to oskarżenie o pedofilię zszargało mu nerwy. Że to przez to teraz musi się leczyć i do psychologa chodzić. Że przez to nie jest w stanie spokojnie prowadzić samochodu. Że miał myśli samobójcze. I że wymiar sprawiedliwości jest pełen niesprawiedliwości. Z jego chaotycznej opowieści wygłoszonej góralską gwarą, z trudem powoli udaje mi się zrozumieć, co nastąpiło po czym i kto jest kim w jego rodzinie.

Janek to syn brata, ale brat go nie wychowuje tylko bratowa. Bratowa pije i "z głową u niej coś nie tak". I bratowa, i jej konkubent, i Janek, i pan Adam mieszkają w jednej podhalańskiej wsi. Janek przychodził do nich do domu już nawet wtedy, kiedy toczył się proces o rzekomy gwałt, więc o co chodzi. Ale pan Adam we wsi jest rzadko – częściej jest w Niemczech, bo tam na co dzień pracuje i tylko raz na miesiąc przyjeżdża na 2-3 dni. Choć jak były rozprawy, to na każdą zawsze posłusznie przyjeżdżał. No i wtedy, co to w 2011 roku miał Janka drugi raz zgwałcić, to był w Niemczech, więc przecież zgwałcić nie mógł. Ma świadków na to, że go w Polsce wtedy nie było.

Jak mogli jej przydzielić dziecko, jak ona nawet adresu zameldowania nie miała? Oni mieli kuratora. A ten kurator nie miał nawet odpowiednich papierów. I on to wszystko napisał. Tę nieprawdę. A pani prokurator za nim napisała, że jestem pedofilem, no... Sąd nawet nie powinien przyjąć tej sprawy.

Zaszantażować mnie chcieli, no... Bo sami nie pracują, a ja pracuję w Niemczech i lepiej mi się powodzi. Chcieli mnie zniszczyć i wyłudzić pieniądze. To dobry chłopiec jest, ale ktoś go nastawił przeciwko.

We wsi wszyscy ją znają i chyba nikt nie uwierzył w te gwałty. Ale jeszcze czasem ktoś mi powie, że "ooo, pedofil".

Z nieskładnej opowieści płynie wiele żalu o wszystko, co pana Adama spotkało. Że zanim został prawomocnie uniewinniony, musiał żyć z łatką pedofila. Nie rozumie, jak mógł zostać oskarżony o gwałt na bratanku wyłącznie na podstawie fałszywego oskarżenia, które łatwo było zweryfikować. Że musiał chodzić do różnych seksuologów, psychiatrów i innych specjalistów (którzy wydali pozytywne dla niego opinie). I że za to wszystko od owego prawomocnego wyroku otrzymał jedynie zwrot kosztów sądowych, zaś o odszkodowanie musi kolejny rok walczyć.


"Żałuję, że oszukałem wujka i sąd"
– Prosty człowiek z olbrzymim poczuciem krzywdy – tak swojego klienta opisuje krakowski adwokat Zbigniew Cichoń i przedstawia problem chronologicznie: Janek i matka powiedzieli kuratorowi sądowemu, że wujek zgwałcił; kurator zrobił notatkę i przekazał prokuraturze; prokuratura postawiła zarzuty i bez dowodów wysłała do sądu akt oskarżenia, sąd po 2,5 roku procesu pana Adama uniewinnił. Niby cały wymiar sprawiedliwości zadziałał – niewinny człowiek nie został skazany. Ba, nawet go nie aresztowano – zastosowano środki wolnościowe, w tym przypadku stosunkowo niewysoką kaucję. Nawet nie odebrano paszportu, by pan Adam mógł jeździć do pracy w Niemczech.
Mecenas Cichoń jest jednak przekonany, że żaden akt oskarżenia powstać nie musiał. Jego zdaniem po pierwszym przesłuchaniu matki Janka łatwo można było się zorientować, że kobieta konfabuluje. A prokuratura - jak twierdzi - sprawę zaniedbała i tych zeznań nie zweryfikowała.

"A pozatym mam już dość tych rozpraw"
Śledczy są innego zdania. Dowodzą, że zarówno zarzuty jak i akt oskarżenia nie były bezpodstawne. "Kierowaliśmy się opinią pierwszego biegłego, który ocenił zeznania chłopca jako wiarygodne" – wyjaśniał w "Tygodniku Podhalańskim" prokurator z Nowego Targu. Przyznawał, że pan Adam ma prawo czuć się pokrzywdzony i w takiej sytuacji pozostaje mu dochodzenie odszkodowania na drodze cywilnej. No i dochodzi. Kolejny już rok.
mec. Zbigniew Cichoń

Z punktu widzenia prawnego sprawa jest bardzo ciekawa i nietypowa. Przyznam wprost, że podjęliśmy ze Skarbem Państwa walkę o pewien precedens, bo wiadomo, że w kodeksie są regulacje, które pozwalają na dochodzenie odszkodowania i zadośćuczynienia, gdy ktoś został niesłusznie skazany, aresztowany lub zatrzymany. Nie ma natomiast jeszcze wypracowanego orzecznictwa, czy i w jakim rozmiarze należy się też rekompensata za oczywiście bezzasadne wszczęcie i kontynuowanie postępowania karnego przeciwko niewinnemu człowiekowi.

Jeszcze w grudniu przed nowosądeckim sądem dojdzie do kolejnej rozprawy w procesie, jaki pan Adam z podhalańskiej wsi wytoczył Skarbowi Państwa. Liczy, że tym razem zapadnie już wyrok, choć pewności brak. Gdyby za swój rzekomy pedofilski czyn został niesłusznie aresztowany, pewnie dawno miałby już odszkodowanie, bo sprawa byłaby prosta. Ale (na swoje nieszczęście?) pozostał na wolności.

Dane niektórych bohaterów zostały zmienione. W sprawie pana Adama zwróciliśmy się z pytaniami do reprezentującej w tym procesie Skarb Państwa Prokuratorii Generalnej. Czekamy na odpowiedź. Śródtytuły pochodzą z oświadczenia Janka (z zachowaniem oryginalnej pisowni) napisanego po zakończeniu procesu pana Adama.

AKTUALIZACJA:

Nowosądecki sąd oddalił pozew pana Adama, uznając, iż działania prokuratury były właściwe. Tym samym przyjął argumenty reprezentującej Skarb Państwa Prokuratorii Generalnej. Wyjaśnienie, jakie otrzymaliśmy z Prokuratorii, prezentujemy poniżej.

"Skarb Państwa wniósł o oddalenie powództwa z uwagi na brak przesłanek odpowiedzialności odszkodowawczej. Działania prokuratury związane ze skierowaniem sprawy na drogę postępowania sądowego były zgodne z prawem i miały na celu ochronę najwyższych wartości takich jak dobro dziecka. Zeznania pokrzywdzonego składane w obecności psychologa oraz zeznania świadków wskazywały na uzasadnione podejrzenie popełnienia czynu niedozwolonego na szkodę nieletniego.

Wydanie prawomocnego wyroku uniewinniającego nie oznacza, że wszczęcie postępowania karnego było niezgodne z prawem. Sąd karny przeprowadza postępowanie dowodowe we własnym zakresie i samodzielnie ocenia dowody zgromadzone w postępowaniu przygotowawczym i sądowym. W postępowaniu sądowym pokrzywdzony zmienił zeznania".

Sylwia Hajnrych, Rzecznik Prasowy, Radca Prokuratorii Generalnej Rzeczypospolitej Polskiej
Pan Adam zapowiedział odwołanie od wyroku nowosądeckiego sądu.
Trwa ładowanie komentarzy...