"Motyle” to można mieć w brzuchu, ale nie w sercu. Te w sercu mogą doprowadzić do udaru

Badanie holterowskie nie zawsze wystarczy, żeby wykryć migotanie przedsionków.
Badanie holterowskie nie zawsze wystarczy, żeby wykryć migotanie przedsionków. Fot. Przemysław Skrzydło / Agencja Gazeta
Wiele osób nie odczuwa żadnych dolegliwości w związku z migotaniem przedsionków, które jest najczęstszą arytmią. Inni mówią o kołataniu serca czy specyficznym biciu, a jeszcze inni o motylach w sercu. Samo w sobie migotanie przedsionków nie jest ciężką chorobą, ale może prowadzić do udaru mózgu.

– Szacuje się, że w Polsce na chorobę tę cierpi ok. 400 tys. osób. W Europie dotyka około 4,5 mln osób i jest odpowiedzialne za jedną trzecią wszystkich hospitalizacji z powodu arytmii serca w Unii Europejskiej – wyjaśniał podczas warsztatów dla dziennikarzy dr hab. n. med. Paweł Ptaszyński z Kliniki Elektrokardiologii Uniwersytetu Medycznego w Łodzi.



Udar po motylach
Jak dodawał migotanie przedsionków "lubi” współistnieć z innymi schorzeniami np. z cukrzycą, nadciśnieniem tętniczym, chorobą wieńcową. Niestety często jest wykrywane dopiero, kiedy chory dostanie udaru mózgu i starci już zdrowie. Tymczasem udary mózgu, które występują z powodu tej arytmii są jednymi z najgorszych. Migotanie przedsionków jest przyczyną 15 - 20 proc. wszystkich udarów mózgu.

Udary mózgu można podzielić na dwie grupy: udary krwotoczne i udary niedokrwienne. Udar krwotoczny wystąpi, kiedy pęknie naczynie krwionośne np. dojdzie do pęknięcia tętniaka. Natomiast udar niedokrwienny spowodowany jest przez niedrożność naczynia krwionośnego. Większość udarów to te niedokrwienne.

Migotanie przedsionków powoduje powstanie skrzepu, który może skutecznie zablokować naczynie krwionośne i doprowadzić do powstania udaru mózgu.
Dr hab. n. med. Paweł Ptaszyński
Klinika Elektrokardiologii Uniwersytetu Medycznego w Łodzi

Udar spowodowany migotaniem przedsionków jest najgorszy. Powstają duże skrzepliny, powodujące rozległy udar. Duże obszary mózgu objęte są martwicą. To powoduje, że w tego typu udarach mamy dużą śmiertelność. Aż 60 proc. chorych, którzy doznają udaru będącego konsekwencją migotania przedsionków, umiera w ciągu roku.

Migocze, czy nie migocze?
Skoro migotanie przedsionków może doprowadzić do tak ciężkiej choroby, to warto po pierwsze wiedzieć, czy mamy tego typu arytmię i jeśli ją mamy to jakie podjąć działania, żeby zapobiec udarowi.

Jak tłumaczy specjalista, migotanie przedsionków będzie widoczne w zapisie EKG. Problem w tym, że w momencie kiedy wystąpi, a u niektórych chorych występuje bardzo rzadko, napadowo (co nie oznacza, że nie jest groźne), nie koniecznie jest wykonywane badanie EKG.

– Moi pacjenci czasami mówią, że mają "bicia”, czasem, że takie "motyle w sercu”. Te "motyle” ma jedna z moich pacjentek, ale tylko jak ogląda ulubiony serial. Nie chce przestać go oglądać – opowiada dr Ptaszyński.

Można zrobić też badanie holterowskie, wtedy dłużej obserwujemy akcję serca, jednak z aparatem holterowskim można chodzić maksimum 7 dni i migotanie przez 7 dni może nie wystąpić. Mamy więc też specjalne "ubrania" z urządzeniami pomiarowymi, ale jak zdejmiemy takie ubranie to nie ma pomiaru, a wiadomo, że będziemy je zdejmować chociażby po to, żeby się umyć.

Są też urządzenia, które przykleja się do klatki piersiowej i chodzi z nimi przez 30 dni, następnie odkleja i wysyła do ośrodka, który odczytuje zapis z urządzenia.

Najlepsze w tej chwili dostępne na rynku i najdłużej rejestrujące urządzenie to niewielki system implantowy, który wszczepia się pod skórę. Taki implant może zbierać dane o czynności serca i przesyłać je do konsultacji, do odpowiedniego ośrodka, nawet przez 3 lata. Ponieważ jest pod naszą skórą, nie straszny mu prysznic, czy inne codzienne aktywności.

Ablacja najlepsza
Jeśli okaże się, że mamy migotanie przedsionków, to oczywiście potrzebujemy odpowiedniego leczenia. Jak tłumaczy dr Ptaszyński, mamy do wyboru leczenie przeciwzakrzepowe, farmakoterapię i leczenie zabiegowe.

Jeśli chodzi o leczenie przeciwzakrzepowe, to niestety nowoczesne leki z tej kategorii nie są w Polsce refundowane. W wyniku ich przyjmowania można, choć oczywiście rzadko, dostać udaru krwotocznego.

Z kolei leków antyarytmicznych mamy niewiele na rynku i problem z nimi polega na tym, że jeśli nie trafi się na odpowiedni dla nas, to ten niewłaściwy jeszcze pogłębi arytmię.

– Najskuteczniejsze jest leczenie zabiegowe - ablacja. Wykazuje 70-80 proc. skuteczności. Trzeba jednak pamiętać, że migotanie przedsionków nie zawsze daje się wyleczyć – mówił dr Ptaszyński.

Jednak w Polsce mamy niedostateczny dostęp do ablacji. Zdaniem specjalisty, rocznie powinno być wykonywanych 10 tys. takich zabiegów, a jest jedynie 3,5 tys. Również monitorowanie schorzenia i jego diagnostyka pozostawia wiele do życzenia. Implanty śledzące aktywność serca są nierefundowane w Polsce, a ich koszt to ok. 5 tys. zł.

– Dynamiczny rozwój urządzeń do długoterminowej rejestracji EKG umożliwia coraz lepszą detekcję arytmii. Przyszłość należy do wielofunkcyjnych rejestratorów z pełnymi funkcjami analizy i telemetrii, szczególnie wszczepialanych urządzeń rejestrujących niewielkich rozmiarów. Inwazyjne metody leczenia migotania przedsionków stanowią coraz lepszą formę terapii tej arytmii W Polsce dostępność do ablacji migotania przedsionków wciąż jest niedostateczna – podsumowywał dr Ptaszyński.
POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...