Czarek i Maniek to nie psy, lecz chodzące przypadki. "Kupiłem im sofę. To już piąta"

Czarek i Maniek – niszczycielski duet i palec ich właściciela.
Czarek i Maniek – niszczycielski duet i palec ich właściciela. Fot.screen/nstagram.com/dogawetki/
Przestałem się już denerwować – zapewnia właściciel Czarka i Mańka, który dokumentuje ich wyczyny na Instagramie. Po obejrzeniu zdjęć można zadać sobie pytanie: – Czy też mielibyście tyle cierpliwości do swoich psów?

– Pierwsza sofa przetrwała dobę. Teraz kupiłem im piątą. Wczoraj wróciłem do domu i była nienaruszona, bo dorwały się do kosza na śmieci – śmieje się ich właściciel, na co dzień pracownik poważnej instytucji, dlatego prosi o zachowanie anonimowości. Nie ma problemu, bo to nie jego, a Czarka i Mańka historia. Choć jego przygoda z psami nie jest przypadkowa i ma długą historię. Ale o tym za moment. – Czasem wydaje mi się, że moje psy mnie nie lubią, dlatego są wobec mnie takie wredne – żartuje.

A post shared by Czarek i Maniek (@dogawetki) on

Trafiły do niego przed laty, gdy prowadził "tymczas". Przyjmował bezdomne psy, które potem szły do adopcji. Te dwa zostały znalezione pod Nowym Dworem Mazowieckim, gdy miały około pół roku. Wychowały się w lesie i były zupełnie dzikie. Wymagały uspołecznienia. – W fundacji nazwano jej bodajże Pikuś i Pimpuś. Te imiona mi do nich zupełnie nie pasowały – przekonuje. Czarek, został tak nazwany, bo jest czarny. A Maniek? – Bo to taki lump spod wiejskiego sklepu, powsinoga – wyjaśnia.



Maniek na prozacu
Co ciekawe, dla Mańka udało się znaleźć dom. Natomiast Czarek tego szczęścia nie miał i... na szczęście. – Był u mnie przez kilka miesięcy, gdy znalazł się chętny, popłakałem się i go nie oddałem – wyznaje jego stary-nowy właściciel. W międzyczasie okazało się, że dom, do którego trafił Maniek, nie był właściwy. – Uciekł z niego. Dowiedzieliśmy się o tym dopiero po kilku miesiącach. Błąkał się po okolicy. Pojechałem go odłowić. Długo nie mogłem, aż w końcu dał się skusić na karmę wypełnioną żelem na zwiotczenie mięśni – dodaje.

A post shared by Czarek i Maniek (@dogawetki) on

Mógł go wtedy uważniej obejrzeć. Na pysku psa był widoczny ślad po uderzeniu. – Nie spodobał się jakimś miejscowym chłopom, bo na nich szczekał. Rzucili w niego belką, dowiedzieliśmy się od mieszkanki wsi – mówi. Po tych przeżyciach Maniek stał się agresywny. Jego właściciel zawiózł psa do behawiorystki. Oprócz ogólnych porad, poleciła podawanie psychotropów. – Przez pół roku Maniek dostawał prozac! – opowiada.

Żal tylko głośników
Razem są już na stałe od 2013 roku. Teraz kanapy kupuje tylko używane, a robi to nienaturalnie często. Kosztują około 100–150 zł. –Wcześniej kupowałem dla nich legowiska, ale je zjadały. Kupiłem taki leżak, wydawało się, że nie można rozszarpać. No ale od czego są pazury – dodaje. Psy nauczyły go wielu rzeczy, ale jedną pamięta wyjątkowo mocno. – Chowanie butów do szafy. Nawet jak jestem w mieszkaniu! - zapewnia rozbawiony. Dziś Czarek i Maniek przestali robić już dziury w ścianach, więc "jest spoko"

A post shared by Czarek i Maniek (@dogawetki) on

A przegryziony smartfon? – A… Nie wiem, czy przegryziony. Może któryś z nich nacisnął łapą. W każdym razie wstałem rankiem i na łóżku znalazłem telefon z pękniętą szybką. Bardziej bolą mnie uszkodzone membrany i wyciągnięte potencjometry z wieży. Nie mogę podgłaśniać muzyki – wymienia rozbawiony.

Psy przypadki
Każde wyjście z psami to przygoda. Przyzwyczajone do dzikiego życia potrafią zwiać. – Ostatnio zmieniałem pracę i w nowym miejscu miałem na ósmą. Spóźniłem się dwie godziny, bo moje psy uciekły i musiałem ich szukać – wspomina. Pierwsza myśl postronnej osoby? Kaganiec. To też już przerabiali. Pierwszy dzień spaceru w kagańcach zakończył się ich zgubieniem. – Najbardziej jednak nie mogę nadziwić się, jak zdjęły lampki diodowe ze smyczy, które były przyczepione na karabińczyk – wyznaje szczerze zaskoczony właściciel.

A post shared by Czarek i Maniek (@dogawetki) on

Ale takie wycieczki kończą się czasem źle. Czarek postanowił pogonić za zającem przez Aleje Jerozolimskie. W drodze powrotnej został potracony przez samochód. Miał zgruchotaną miednicę. – Zakończyło się to operacją i rehabilitacją. Jeździliśmy na specjalny basen, w którym była bieżnia. Koszt takiego cudu to 60 złotych za 15 minut. Finał był taki, że nie pojechałem na wakacje, bo nie miałem już oszczędności – opowiada.

A post shared by Czarek i Maniek (@dogawetki) on

Na święta jadą na wieś do rodziców i już nie mogą się doczekać. Zwłaszcza Czarek i Maniek. Znów będą mogły biegać po polach i przynosić z wdzięczności upolowaną mysz. – Moja mama mówi na nie Azory. Nie raz namawiała mnie, abym je u nich zostawił, ale nie mogę. Wieczorami nie miałbym z kim pogadać – wyznaje.

Antyreklamowe dogi
Posty na profilu społecznościowym o wyczynach jego psów cieszyły się takim uznaniem, że znajomi namawiali go nawet na książkę o tych perypetiach. – Stwierdziłem, że to przesada. Talentu literackiego nie mam, ale założyłem konto na Instagramie – mówi. Profil zatytułowany jest "Dogawetki", czyli psie pogawędki.

A post shared by Czarek i Maniek (@dogawetki) on

– Słyszałem, że konta psom zakładają ci, którzy chcą się reklamować, aby zdobyć środki na karmę. Moje psy nie lubią karmy, a z zabawek wolą patyki. Są antyreklamowe – śmieje się właściciel Czarka i Mańka.
POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...