"Bijesz gościa, który nie może stanąć na nogach". Szpilka zarobi w KSW, ale pokazał drogę od bohatera do zera

Artur Szpilka powoli zaczyna się żegnać z boksem. Wszystko na to wskazuje.
Artur Szpilka powoli zaczyna się żegnać z boksem. Wszystko na to wskazuje. Fot. Michał Łepecki / Agencja Gazeta
Gdyby ktoś kilka dni temu powiedział, że dzień przed Wigilią Polaków rozpali Artur Szpilka, który wpada do klatki i bije Tomasza Oświecińskiego, raczej wszyscy pukalibyśmy się w głowy. Tymczasem kilka dni po samym fakcie można już otwarcie powiedzieć – Szpilka swoim "spontanicznym" atakiem zapewnił sobie płynność finansową na kolejny rok. Ale jednocześnie to będzie najprawdopodobniej koniec jego kariery bokserskiej – choć on sam nie chce tego jeszcze przyznać.

Gala dogasała, zbliżała się północ. Wykończony Oświeciński świętował wygraną w klatce z Popkiem, która była swojego rodzaju zaskoczeniem, bo jednak to właśnie raper – o ile można go tak nazwać – miał za sobą jakąkolwiek sportową przeszłość.



W klatce możliwe jest jednak wszystko i wygrał popularny "Strachu". A po wygranej wyraźnie rozochocony zaczął prowokować Szpilkę. Który wtedy jeszcze był daleko od KSW. Oczywiście tylko teoretycznie, bo plotki o jego rozstaniu z boksem i przejściu do MMA krążyły po środowisku od dawna. Szpilka nie wytrzymał – wpadł do ringu i przyłożył Oświecińskiemu. Teraz o jego romansie z mieszanymi sztukami walki wie już cała Polska.

To, czy naprawdę miał go uderzyć, niewiele zmienia
Ta sama Polska w wigilijny poranek grzmiała – "to była ustawka". W KSW, która przecież nie jest tylko sportem, ale to w dużej mierze show-biznes, nikt nie pozostawia takich rzeczy przypadkowi. Takie detale mogą bowiem decydować o całym medialnym wymiarze organizacji. Od takich szczegółów zależy wreszcie finansowe powodzenie całego przedsięwzięcia.

Mateusz Borek, który był w ringu w czasie całego incydentu, zarzeka się, że to nie była ustawka, ale jednocześnie dodaje, że Szpilka w ringu miał się pojawić i odpowiedzieć na zaczepki Oświecińskiego. Tyle że przed kamerami. W sumie przed kamerami rzeczywiście odpowiedział, tylko nie tak, jak wszyscy oczekiwali.
Szpilka atakuje Stracha

Tomasz Oświeciński wyzwał do walki Artur Szpilka, a ten wleciał do klatki i zaatakował "Stracha". Heavyweight boxer Szpilka comes into the KSW cage and slaps Oswiecinski after his fight!

Opublikowany przez KSW na 23 grudnia 2017
W konsekwencji to, czy Oświeciński dostał, bo miał dostać, czy też dostał "z przypadku", schodzi na dalszy plan. Fakty są dwa: "Strachu” nieprzypadkowo przyczepił się do Szpilki i ten nieprzypadkowo pojawił się w ringu. Miał zaznaczyć swoją obecność, nie wiadomo tylko jak bardzo. Wybrał taki wariant, że byłem świadkiem dyskusji o KSW przy stole wigilijnym.

Cała awantura doskonale wpisuje się bowiem w model budowania przez KSW zainteresowania eventami. To samo swojego czasu było z Popkiem. Pamiętacie, jak został "aresztowany"? Nie zrobiła tego policja, tylko grupa rekonstrukcyjna przebrana za funkcjonariuszy.

– Aresztowanie Popka. Według mnie to była najlepsza akcja marketingowa ostatnich 10 lat, bo ona dotarła do 40 milionów Polaków za darmo. Myśmy po prostu zamknęli ulice, zadzwoniliśmy wcześniej oczywiście z tym na policję, ale nie poinformowaliśmy mediów. Wiedział o tym właściwie tylko Popek. Wzięliśmy grupę rekonstrukcyjną, która go aresztowała. A to był ten moment, kiedy on wrócił z Anglii i wszyscy zastanawiali się, czy zostanie aresztowany. Potem tylko wypuściliśmy teaser, który obejrzały miliony, bo wszyscy chcieli się dowiedzieć, co się z tym Popkiem stało – mówił naTemat Maciej Kawulski, współtwórca KSW.

Co ciekawe, wtedy dziennikarze zupełnie o tym nie wiedzieli. Wiele osób myślało, że to na serio. To w kontekście słów Mateusza Borka, który przekonuje, że akcja w klatce ze Szpilką nie była zaplanowana.
Świetnie wpisał się w rolę klauna
I tutaj dochodzimy do sedna sprawy. Szpilka, który wtargnął do klatki i przyłożył Oświecińskiemu, bardzo jasno zamanifestował, w jakiej roli chce występować w KSW. Nie chce być kolejnym Chalidowem. Widzi siebie raczej jako następca Pudziana czy Popka.

Szpilka nie wybrał drogi, którą podąża choćby Damian Janikowski, który w przeszłości był zapaśnikiem, a z igrzysk w Londynie w 2012 roku przywiózł brązowy medal. Od 2016 Janikowski jest zawodnikiem KSW, ale zamiast robić z siebie pajaca, postawił na rywalizację sportową. Ma za sobą dwie udane walki, w tym również na ostatniej gali, gdzie pokonał Antoniego Chmielewskiego.

Tymczasem w KSW twój sukces finansowy zależy nie tylko od tego, jak sobie radzisz na ringu, ale i poza nim. Jesteś medialny, dobrze się sprzedajesz, przyciągasz ludzi przed telewizory czy do hali – twoje gaże rosną. Ludzi przyciągają gwiazdy. Możesz być gwiazdą w ringu, jak Mamed Chalidow, albo… być kolejną inkarnacją Popka. Dzisiaj łatwo dostrzec, którą drogą podąża choćby wspomniany już Janikowski, a co interesuje Artura Szpilkę.

Wiadomo też, która droga do pieniędzy jest prostsza. – Problem pojawia się nie kiedy ktoś czuje, że jest niedopłacany, tylko że ktoś zarabia więcej. Bardzo wielu zawodników w tym biznesie nie rozumie, że na ich pensje zarabiają Popek, Burneika, Oświeciński, Pudzian i inni. To oni pozwalają im zarobić godne pieniądze – tłumaczył w rozmowie z naTemat Kawulski.

Szpilce wizerunek freaka na pewno się więc opłaci. Pytanie tylko, co się stało z człowiekiem, który jeszcze niedawno miał zostać nowym Kliczką, a nie Popkiem.

A miało być tak pięknie
To o tyle szokujące, że bokserska kariera Szpilki to nie odległa przeszłość. Jeszcze dwa lata temu bokser był praktycznie na szczycie. Wieliczanin miał świetny rekord, który naruszył dopiero Bryant Jennings, systematycznie piął się w bokserskich rankingach.

"Szpila" rósł aż do 2016 roku, kiedy w końcu doczekał sie walki o tytuł mistrza świata federacji WBC. Przegrana walka z Deontayem Wilderem była rzeczywiście punktem zwrotnym w jego karierze, bo Szpilka opuścił ring na noszach i trafił do szpitala, a na dodatek zaczął mieć problemy z kontuzjami, ale to boks, a mówimy o facecie z rocznika 1989. To wciąż młodzieniaszek, który mógłby wrócić na szczyt. Nie zmienia tego nawet nieoczekiwana porażka w lipcu tego roku z Adamem Kownackim po półtorarocznej przerwie.

Nie jest oczywiście tak, że w boksie można przegrywać bez końca. Trudno sobie wyobrazić, żeby w najbliższym czasie Szpilka otrzymał choćby kolejną propozycję walki o tytuł mistrza świata. Ale kariera nadal stoi przed nim otworem.

Sam promotor pięściarza na plotki o wejściu Szpilki w KSW zareagował co najmniej z irytacją. I zaczął proponować mu kolejne walki, które mógłby spróbować zorganizować. Reakcja Szpilki była jedna: Wasilewski "gada głupoty".
Fani wiedzą swoje
Szpilka – jeśli rzeczywiście zwiąże się z KSW – ryzykuje dużo. Nikt rozsądny nie powie przecież, że bokser nie ma papierów na zostanie gwiazdą federacji. Tylko że zainteresowanie KSW bywa ulotne.

Popularny bokser przecież wcale nie musi się sprawdzić w oktagonie. Po dwóch, trzech przegranych walkach stanie się dla organizacji nie wartością dodatnią, a zwyczajnym obciążeniem. Wtedy Szpilka może spaść w całkowity niebyt, bo w MMA nie jest tak, jak w boksie. Jest KSW, potem długo, długo nic – a potem są lokalne gale w klubach fitness, siłowniach i innych podobnych przybytkach. Boks daje większą możliwość utrzymania się.

W razie niepowodzenia samymi fanami Szpilka się nie obroni. Bo wystarczy zajrzeć na jego fanpage na Facebooku, żeby zrozumieć, że Szpilka lubiany jest – ale jako bokser, a nie freak z KSW. "Szpila zawsze byłeś dla mnie lubianym sportowcem, ale jak widzę twoje pajacowanie, to widać, że życie nic cię nie nauczyło", "Wystaw jutro post z przeprosinami, że jak zwykle poniosły cię emocje" – to tylko niektóre z wpisów w sieci.
Oczywiście ewentualny debiut w KSW da Szpilce pieniądze, o których na ten moment w boksie mógłby tylko pomarzyć. Ale internauci wiedzą swoje. Zwłaszcza, że sam Szpilka nie potrafił nawet po fakcie wytłumaczyć, dlaczego uderzył "Stracha". I zgodnie z tym, co przewidzieli internauci, zamieścił na Facebooku absurdalne tłumaczenia.
"Chłopie, powinieneś wyjsć do ringu, wziąć mikrofon, powiedzieć 'Jestem Artur. Jestem bokserem. Z nim wiąże swoją karierę i w dupie mam cała szopkę, którą jest KSW' i wyjść. A ty ku**a bijesz gościa, który po walce nie umiał stanąć na nogach o własnych siłach. No ku**a bez jaj..." – podsumował jeden z kibiców. Aż trudno uwierzyć, że taka kariera bokserska może zostać tak roztrwoniona.
POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...