Oto 12 słów, wokół których kręciła się nasza polityka w ostatnich 12 miesiącach. Czyli prawie-alfabet polityczny 2017 r.

W mijającym 2017 roku wiele mówiło się o wetach prezydenta do ustaw sądowych
W mijającym 2017 roku wiele mówiło się o wetach prezydenta do ustaw sądowych Fot. Mieczyslaw Michalak / Agencja Gazeta
Autorzy słownika Collins Dictionary uznali, że słowem roku 2017 jest wyświechtany zwrot ”Fake news”, a Wydawnictwo Naukowe PWN ogłosiło, że młodzieżowym słowem kończącego się roku jest pretensjonalne "XD", które powstało jako połączenie liter symbolizujących graficznie uśmiech. Ale w polskiej polityce w minionym roku chyba najczęściej mówiło się o sądach, trójpodziale władzy i Konstytucji. To m.in te słowa były odmieniane przez wszystkie przypadki. Które jeszcze?

Mówiło się także o tegorocznych wyborach samorządach w kontekście zmian w kodeksie wyborczym. I nieco mniej o repolonizacji i dekoncentracji mediów, bo PiS odłożył swoje plany w tym względzie na później.



"Kulson i pelikany"
Na tapecie były także "weta” (prezydenckie), choć niewiele z nich wynikło i "reparacje” od Niemiec - poseł Arkadiusz Mularczyk napisał nawet na Twitterze że negowanie zasadności reparacji dla Polski powinno być traktowane podobnie, jak przestępstwo negowania Holokaustu.

Kolejne ważne słowa traciły na znaczeniu albo zmieniały swoje znaczenia w duchu nieomal orwellowskim. Tak było choćby ze słowem "wolność”, które zostało zdezawuowane przyznaniem niedawno przez tygodnik "Sieci” tytułu "Człowieka Wolności 2017 roku" Julii Przyłębskiej, prezes TK.

Ale także część opozycji przyczyniła się do deprecjonowania tego słowa ogłaszając albo wspierając zbiórkę na "stypendium wolności” dla Mateusza Kijowskiego, byłego lidera KOD. Nadal nikt nie wymyślił jednak słowa, które adekwatnie nazywałoby ustrój budowany przez PiS. Wciąż najbardziej pasującym słowem wydaje się być "demokratura" albo swojski "kaczyzm".

W kontekście przekraczania słownych granic politycznych słyszeliśmy o kolejnym "końcu komunizmu", który ogłosił minister Błaszczak, o "ubeckich metodach", które według prezydenta Dudy stosuje minister Macierewicz, czy o rechrystianizacji Europy jako aksjologicznej misji premiera Morawieckiego.

W 2017 roku pojawiły się też ciekawe słowa, czy określenia z potencjałem, które nie zrobiły jednak oszałamiającej kariery takie jak np. "pelikany” (copyright Rafał Ziemkiewicz), czyli wyborcy PiS, którzy "łykną" wszystko, co powie prezes i partia; "internetowi ormowcy" (copyright Igor Zalewski), czyli inaczej po prostu trolle, oraz "alarmiści" (copyright Karolina Wigura), czyli zagorzali krytycy znanych już symetrystów, dla których rządy PiS to "koniec historii”.

Karierę zrobiło za to słowo "kulson”, od przezwiska jednego z policjantów i jest powszechnie wykorzystywane jako zawoalowana forma znanego przekleństwa stosowanego często zamiast przecinka.

Artykuł 7 i 27:1
Ale miniony rok, to poza słowami także ważne polityczne cyfry. Zdecydowanie na prowadzenie wybijają się cyfra 7 - od "atomowego” artykułu 7, który UE uruchomiła przeciwko Polsce i wynik 27:1, jakim zakończyło się w marcu głosowanie nad drugą kadencją Donalda Tuska jako szefa Rady Europejskiej.

Podobnie jak pod koniec 2016 roku pokusiliśmy się o wybór tych słówek-kluczy, które najcelniej opisują ostatnie 12 miesięcy pod rządami PiS.

1. A jak Adrian

Polityczna maska prezydenta Dudy. Aktor, który gra głowę państwa w satyrycznym i już kultowym serialu "Ucho Prezesa” nazywany jest przez sekretarkę prezesa PiS panią Basię - Adrianem. Przez 16 odcinków wyczekuje przed gabinetem Jarosława Kaczyńskiego, ale za każdym razem, gdy jest już blisko wejścia, ktoś inny jest zapraszany na "audiencję". Adrian był obiektem powszechnych kpin, ale na chwilę po wetach do ustaw sądowych internet zalały komentarze o treści: "Adrian stał się Andrzejem". Kilka razy witał nawet prezesa na progu Belwederu. Okazało się jednak szybko, że prezydent tylko bawił się w opozycję i szybko wrócił do karnego, politycznego szeregu PiS. To dobra wiadomość dla parlamentarnej opozycji, która znowu może czuć się potrzebna.

2. B jak "biała Europa"

Nowe hasło i postulat programowy (separatyzm rasowy) polskich środowisk narodowych i katolickich zaprezentowany podczas Marszu Niepodległości 11 listopada. "Biała Europa braterskich narodów” przyćmiła główne hasło marszu: "My chcemy Boga”. Poza "celtykami”, polscy patrioci zaprezentowali się całemu światu (bo o marszu, a właściwie o hasłach tam obecnych pisały największe światowe media) inne ciekawe transparenty: "Czysta krew, trzeźwy rozum”, "Europa będzie biała albo bezludna”, "Wszyscy różni, wszyscy biali”. W sumie nie ma się co dziwić, że niektórzy zagraniczni obserwatorzy naszych patriotów pomylili z jakimiś nazistami, albo Ku Klux Klanem. Także polski rząd nie wiedział jak reagować na powyższe hasła, więc jedni ministrowie je potępili, a inni tłumaczyli się, że niczego nie widzieli.

3. H jak harvester

Jedną z form obrony Puszczy Białowieskiej przed wycinką zarządzoną przez ministra Jana Szyszkę było (jest) blokowanie działalności potężnych maszyn "harvester", które masowo likwidują drzewa. Efekt działania tego kombajnu jest porażający. Zostawia pobojowisko pni, ściętych drzew i potężne koleiny. Każdy harvester jest w stanie ściąć około 200-300 drzew dziennie. Przy wycince tradycyjnej, piłami to liczba drzew wycinanych... w miesiąc. Ekolodzy z całej Polski zjeżdżają do Puszczy, by blokować prace harvesterów. Przypomina to trochę wojnę partyzancką między zielonymi, a Strażą Leśną. Minister widocznie uznał, że musi wzmocnić swoje siły w tej wojnie bo planuje powołać Agencję Bezpieczeństwa Ekologicznego, która miałaby większe uprawnienia niż Straż Leśna.

4. M jak mordy zdradzieckie

Chyba największa obelga, która padła pod adresem opozycji z ust prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego (patrz też T jak tryb). W lipcu nagle puściły mu nerwy. Wyszedł na mównicę w Sejmie i wypalił w kierunku posłów opozycji: "Wiem, że boicie się prawdy, ale nie wycierajcie swoich mord zdradzieckich nazwiskiem mojego brata. Niszczyliście go! Zabiliście go! Jesteście kanaliami”. W ten sposób prezes PiS zareagował na słowa wiceprzewodniczącego Platformy Borysa Budki, który mówił, że Lech Kaczyński szanował demokrację i prawo. Wszystko odbyło się w atmosferze skandalu. Posłowie opozycji twierdzili potem, że - już na sali posiedzeń - Kaczyński powiedział także do jednej z posłanek "won".

5. M jak me too

Hasztag MeToo (Ja też) to jeden z najgłośniejszych hasztagów roku 2017; zyskał światowy odzew wśród kobiet i mężczyzn, a także zainspirował wiele osób do informowania o wykorzystywaniu seksualnym i molestowaniu, którego stali się ofiarami. Ujawnianie, że Harvey Weinstein - jeden z najsłynniejszych i najbardziej wpływowych producentów filmowych Hollywood - dopuścił się molestowania wielu kobiet, w tym światowej sławy gwiazd ekranu, przyczyniło się do tego globalnego ruchu na Twitterze. W Polsce kobiety napiętnowały w akacji "Me too” m.in. dwóch znanych dziennikarzy Michała Wybieralskiego i Jakuba Dymka oraz pisarza Janusza Rudnickiego. Ale akcja przypomniała także o tym jak konserwatyści traktują kobiety i głośnych skandalach, które wyszły na jaw.

6. P jak paski

Twórczy wkład TVP w rozwój propagandy to tzw. paski, czyli krótkie komunikaty tekstowe, które mają wzmacniać materiały filmowe w serwisach informacyjnych telewizji publicznej. W ich produkcji przodują TVP Info i "Wiadomości” TVP1. "Dobry" pasek ma bronić rządu PiS i uderzać w opozycję. Niektóre paski przeszły już do historii, jak choćby: "Obrońcy pedofilów i alimenciarzy twarzami oporu przeciwko reformie sądownictwa”, albo "Ewa Kopacz chwali te kobiety, które zamiast przygotowywać święta- stoją przed Sejmem i sądami”. Powstają już specjalne generatory pasków, studenci piszą na ich temat prace licencjackie i magisterskie, a wykonywanie zawodu "paskowego" stało się największym obciachem. Być może dlatego osoby, które są autorami słynnych pasków TVP pozostają anonimowe. Innym orężem pracowników TVP w walce z opozycję są sondy uliczne.

7. R jak rekonstrukcja

Prawdziwy hit minionego roku. Połączenie telenoweli, absurdów rodem z "Monty Pythona" i filmu grozy. Ale po kolei. Premier Beata Szydło zapowiadała już w kwietniu, że o rekonstrukcji rządu się nie mówi tylko ją robi, ale cały czas o niej mówiła. W końcu premier "oddała się do dyspozycji" posła Jarosława Kaczyńskiego, ale nie wiadomo było, czy prezes dymisję przyjmie. Następnie prezes przeziębił się więc na kilka dni temat rekonstrukcji zniknął, a w polskiej polityce prawie nic się nie działo. Gdy prezes wyzdrowiał premier Szydło pojechała na Nowogrodzką i przedstawiła mu plan rekonstrukcji rządu. Cała Polska wstrzymała też oddech bo jeden z liderów opozycji Grzegorz Schetyna też zapowiedział rekonstrukcję - gabinetu cieni PO. W końcu doszło do rekonstrukcji premiera w rządzie PiS. "Matki narodu" Beaty Szydło nie zastąpił jednak "ojciec narodu", czyli Jarosław Kaczyński, a były bankster i doradca Tuska Mateusz Morawiecki. Ciąg dalszy rekonstrukcji już po "święcie trzech króli” jak mawiał klasyk.

8. R jak rezydenci

Młodzi lekarze, którzy prowadzili w październiku protest głodowy. Ich głównym postulatem było podniesienie wydatków na ochronę zdrowia do 6,8 proc. PKB – minimum bezpieczeństwa dla życia i zdrowia pacjentów według WHO. Domagali się także podwyżek pensji. Tuż po studiach lekarze stażyści dostają ok. 1 400 zł na rękę. Według pisowskiej propagandy rezydenci "zajadają się jednak kawiorem i często wyjeżdżają w tropiki". Protestujący medycy nie osiągnęli porozumienie z resortem zdrowia, dlatego przerwali głodówkę i zaczęli masowo wypowiadać tzw. klauzule opt out pozwalające na pracę więcej niż 48 godzin tygodniowo. Na początku Nowego Roku polskim szpitalom grozi przez to paraliż, bo zabraknie lekarzy do pracy.

9. T jak tryb

Powiedzenie "bez żadnego trybu” weszło już chyba na trwałe do mowy potocznej jako synonim wykorzystywania swojej nadzwyczajnej pozycji. 22 sekundy – jak się przekonaliśmy – dokładnie tyle wystarczyło prezesowi PiS, żeby pokazać że nie musi się stosować do regulaminu Sejmu, bo jego przewaga wynika z nieformalnej pozycji politycznej. "Przepraszam bardzo panie marszałku, ale ja bez żadnego trybu" – wypalił Kaczyński z mównicy. A potem zaczął obrażać wszystkich dookoła (patrz: m jak mordy zdradzieckie). O słowie "tryb" było też głośno w kontekście ekspresowych prac nad ustawami sądowymi w parlamencie i nad nową ordynacją wyborczą oraz w kwestii przegłosowania poza zwyczajowym trybem, czyli bez wymaganego kworum, ustawy o składkach ZUS w Senacie.

10. T jak trójpodział władzy

Zaczęło się od skoku PiS na Trybunał Konstutucyjny. Potem były ustawy o Sądzie Najwyższym i Krajowej Radzie Sądownictwa, a w międzyczasie o sądach powszechnych. PiS z pewnymi problemami w postaci wet prezydenckich przeforsował swoje zmiany w wymiarze sprawiedliwości, które de facto oddają wpływ na sądownictwo politykom. Łamie to fundamentalną zasadę państwa prawa opartą na trójpodziale władzy czyli wzajemnej kontroli władzy wykonawczej, ustawodawczej i sądowniczej. Masowe, lipcowe protesty obywatelskie w obronie trójpodziału władzy nie uratowały sądów przed skokiem PiS. W całym kraju trwa wymiana prezesów sądów. Nadchodzi czas próby dla niezawisłości sędziowskiej.

11. O jak Obywatele

Wprawdzie obywatele w swojej masie pokazali swoją siłę tylko w lipcu protestując w obronie sądów, ale przez cały rok głośno było o Obywatelach RP, czyli organizacji Pawła Kasprzaka, która wyrosła na radykalny, bardzo aktywny i hałaśliwy ruch oporu wobec rządów PiS. Zwolennicy PiS nazywają ich UBwatelami. Manifestacje organizowane przez Obywateli RP przed Pałacem Prezydenckim, przed Sejmem, próby blokad miesięcznic smoleńskich, albo samodzielne akcje aktywistów związanych z ruchem, wywoływały z jednej strony wiele kontrowersji ze względu na stosowane nieraz radykalne metody protestu, ale z drugiej strony ośmielały innych do działania. Obywatele przyciągali też zapewne uwagę, bo po prostu wyróżniali się na tle słabej i reaktywnej opozycji parlamentarnej.

12. U jak uchodźcy

To wciąż bardzo gorący temat. Premier Beata Szydło powtarzała w minionym roku, że "nie ma możliwości, by do Polski byli przyjmowani uchodźcy". "Nie zgodzimy się na narzucanie Polsce, ani innym krajom członkowskim jakichkolwiek przymusowych kwot dotyczących uchodźców" - grzmiała i trafiało to na podatny grunt mimo pohukiwań Brukseli oraz oficjalnego stanowiska papieża Franciszka i polskiego Episkopatu. Politycy PiS konsekwentnie utożsamiali uchodźców z terrorystami, podsycali wśród Polaków społeczne lęki i umiejętnie nimi zarządzali. Używali argumentów, że pomagają uchodźcom "na miejscu” zwiększając pomoc humanitarną. W kwestii uchodźców sporo się jednak zmieniło, bo polityka przymusowej relokacji staje się powoli passe w samej Wspólnocie co przyznaje m.in. Donald Tusk, szef Rady Europejskiej.
POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...