Nie zna życia ten, kto nie był na stacji benzynowej w dzień wolny. Były pracownik Orlenu o kulisach pracy na stacjach

Stacje benzynowe od marca będą w niedziele oblegane. Przejmą ruch z zamkniętych marketów.
Stacje benzynowe od marca będą w niedziele oblegane. Przejmą ruch z zamkniętych marketów. Fot. Roman Rogalski / Agencja Gazeta
Widzieliście kiedyś, co dzieje się w Polsce na stacji benzynowej w dzień wolny od pracy? Mniej więcej to samo, co w hipermarkecie dzień wcześniej. Iście dantejskie sceny, z którymi mierzą się pracownicy stacji. Tymczasem już od marca będzie gorzej, bo to właśnie tam skieruje się część Polaków, którym zakaz handlu jest im nie po drodze.

Przypomnijmy, że od marca faktem staje się zakaz handlu w co drugą niedzielę. Właściciele marketów są załamani, a stacje benzynowe zacierają ręce - przejmą sporą część ruchu klientów. PKN Orlen idzie o krok dalej i zamierza poszerzyć ofertę o m. in. sprzęt RTV, kosmetyki, leki i żywność (mięso, warzywa, owoce). Klienci będą mieć więc opcję na niedzielne zakupy. O pracy na stacji m. in. w niedziele, rozmawiam z byłym pracownikiem PKN Orlen, który poprosił o zachowanie anonimowości.

Dlaczego już nie pracujesz na stacji?

Sytuacja była na tyle skomplikowana, że byłem trenerem liniowym i skakałem po różnych stacjach wdrażając nowych pracowników. Finał był taki, że byłem na dwóch dużych stacjach autostradowych – w drodze do Poznania i do Łodzi, jednak zrezygnowano z mojej funkcji oraz dodatku paliwowego. Nie opłacały mi się dojazdy, dlatego odszedłem. Zabolało mnie to, że zostałem potraktowany nie fair za ponad 3 lata pracy.

A jak wyglądała sama praca na stacji?

Była wyczerpująca, bo pracowałem głównie nocami. Byłem potrzebny do przejmowania nocnych zmian czasu, a wiązało się to np. z raportami fiskalnymi. Nowi pracownicy nie umieli tego robić, więc im pomagałem.

Ale za kasą też stałeś?

Oczywiście, zwłaszcza na stacjach autostradowych, gdzie ruch jest praktycznie przez cały czas. Nie było takich momentów, kiedy klientów jest mniej lub więcej. Nawet nocą, ludzie przecież wracali z koncertów, przyjeżdżali obcokrajowcy czy kierowcy tirów.


A jak wyglądała praca w niedziele i święta? Ludzie są podpici, bardziej awanturujący się?

"Jeśli to zmiana rozpoczynająca niedzielę, to wiadomo, że jest dużo więcej klientów kupujących alkohol. Osobiście nie miałem jakiejś przykrej sytuacji z kimś niebezpiecznym, ale wiem, że zdarzały się bójki, groźby i agresywni klienci. Od rana jest już spokojniej."

Niedziela jest "leniwa" tak do południa. Po godzinie 13-14-tej wracają klienci, którzy myją samochody oraz kupują piwo. Ale muszę dodać, że kiedy pracowałem w Łodzi, to mieliśmy obok otwarty hipermarket, więc nie wiem jak będzie po zmianach.

Pracowałeś na rożnych stacjach, nie tylko w takich obok marketów. Jak tam wyglądały niedziele?

Generalnie na stacjach w piątek, sobotę i niedzielę wieczorem jest większy ruch. To zawsze są najgorsze zmiany. Oprócz tego, że jest dużo klientów, to ze sklepu schodzi dużo towaru jak np. napoje, więc trzeba je na bieżąco uzupełniać. Na mniejszych stacjach, gdy stoją dwie osoby, to naprawdę mają walkę z czasem i z tym, żeby to jakoś wyglądało. Z perspektywy klienta to są niewidoczne prace, ale wtedy dużo się dzieje. Plusem jest to, że szybciej leci czas – zwłaszcza gdy jest się na 12-godzinnej zmianie.

Nie za długie takie zmiany?

To jest bardzo obciążające i wiem, że nadal ludzie pracują w takim systemie, czyli 2 dni w dzień, 2 dni wolnego i 2 "nocki". Tak powinno być, ale czasem pracowaliśmy też w dzień, potem w nocy i dwa dni wolnego. Pracowałem też na stacji ze zmianą dobową, ale ze względu na niewielki ruch, mogłem się przespać te dwie-trzy godzinki na miejscu na łóżku polowym (śmiech).

To już chyba rozumiem dlaczego nieraz obsługa na stacjach jest niemiła. W ostatniego Sylwestra, gdy byłem przed północą zrobić zapasy, to pani, która mnie obsługiwała była opryskliwa i ogólnie najlepiej by było gdyby nikt nie przychodził. A przecież sam też pracuję w niedzielę i święta...

Sylwester jest bardzo smutny, jeśli ktoś musi w nocy stać i nie może świętować ze znajomymi. Miałem tak dwa razy, ale najgorzej znosiłem pracującą Wigilię. Zawsze byłem przyzwyczajony, że spędzam ten czas z rodziną. Święta za kasą to najmniej przyjemne chwile, dlatego rozumiem, że niektórzy mogą być niemili. Dużo też osób, zwłaszcza starszych, rezygnuje z powodu takich grafików, z pracy na stacji.

Ale ogólnie z tego co słyszę jakoś niespecjalnie źle mówisz o pracy na stacji benzynowej.

Ja z reguły dobrze wspominam ten czas. Nawet te zmiany mi nie przeszkadzały i teraz tęsknie za wolnymi dniami w środku tygodnia. Dużym minusem są niestety niskie zarobki, jak za pracę w świątek, piątek i niedzielę.

Ile zarabiałeś?

Początkowo dostawałem 1200 złotych na rękę. To był 2009 rok. Skończyłem w okolicach 2000 zł. To były te ostatnie zarobki. W międzyczasie, gdy miałem ten dodatek, zarabiałem ok. 2,5 tys. złotych. Czasem, jeśli stacja przekraczała planowaną sprzedaż, to zdarzały się bonusy. Nie były to jednak powalające pieniądze.

Jak widzisz niedziele na stacjach benzynowych, po tym jak nowe przepisy wejdą w życie?

To swego rodzaju wytrych pozwalający prężnie działającemu koncernowi na zarabianie jeszcze większej góry pieniędzy. Owszem, nie wszyscy chcą pracować w niedziele, ale powinny być one dobrowolne, bo np. studentom one odpowiadają, mogą sobie w ten sposób dorobić.

"Na pewno na stacjach będzie więcej ludzi, którzy będą kupować napoje i przekąski. Dużo punktów również rozszerza się o minibary, więc pewnie dużo osób właśnie tam spędzi niedziele. Są tańsze niż restauracje i łatwiej dostępne."

Chyba nie żałujesz, że ciebie to ominie?

Tęsknie za moją wesołą ekipą, ale za tym rytmem pracy już nie. Klienci są bardzo wymagający. Kiedy idą na stacje, chcą szybko coś kupić i jechać w trasę dalej. Zawsze się spieszą, zupełnie inaczej niż zwiedzający w marketach. Pomyłki są dla pracowników bardzo stresujące, bo wydłużają czas obsługi i narażają ich na gniew ze strony klienta.
Trwa ładowanie komentarzy...