"Nowe oblicze Greya" to nie wszystko. 5 wybitnych filmów erotycznych, które zachwycają

"Gorzkie gody" Romana Polańskiego to odważne kino
"Gorzkie gody" Romana Polańskiego to odważne kino Fot. mat. prasowe
Film „Nowe oblicze Greya” wchodzi dziewiątego lutego do polskich kin. Już zwiastun sugeruje, że będzie to ugrzeczniona produkcja skrojona pod potrzeby masowego odbiorcy. Wybitnego i odważnego kina erotycznego jednak nie brakuje. Oto nasze zestawienie.

„Gorzkie gody”

„Gorzkie gody” Romana Polańskiego to film wyjątkowy z jednego powodu. Emmanuelle Seigner stworzyła w nim jedną z najbardziej zmysłowych kreacji w historii kina. Aktorka emanuje seksapilem i urodą. Jej pełne, kobiece kształty podkreśla w jednej ze scen lateksowy czarny strój. Mimo to, erotyzm jest dawkowany z wyczuciem dobrego smaku – pewne rzeczy są tylko sygnalizowane, igrając z wyobraźnią widza.



Charakterystyczna jest scena, w której bohaterka pije mleko prosto z butelki, a te spływa jej po twarzy i nieco odsłoniętych piersiach. Polański, który słynie z perfekcjonizmu i pewnego despotyzmu na planie, dopiął swego, przekonując żonę, by odważyła się na ten sugestywny akt.

„Gorzkie gody” to perełka. Warto ją poznać, zwłaszcza że jest niesłusznie pomijana w zestawianiach najwybitniejszych filmów polskiego reżysera. Związki, o ile są zbyt intensywnie konsumowane, z czasem wypalają się. Mogą nawet prowadzić do groźnego atawizmu, zdaje się przekonywać dzieło.

„Nimfomanka”

Po premierze „Pięćdziesięciu twarzy Greya” fani literackiego oryginału narzekali, że w filmie brak odważnych scen erotycznych. Taki zarzut wydaje się trafiony, biorąc pod uwagę, że siłą napędową książki – jak sugerują opinie jej miłośniczek – są głównie opisy seksu z kategorii BDSM. Na ratunek zawiedzionym fankom dzieł E.L. James przychodzi „Nimfomanka”.

Bohaterka filmu Larsa von Triera lubi domieszkę przemocy podczas seksu. Szczególnie przypada jej do gustu pewien mężczyzna, który dominuje nad kobietami, stawiając siebie w roli łowcy.

W filmie nie brak tego, co kobiety preferujące ostrzejsze igraszki, lubią najbardziej: pasów i lin, które przyszpilają partnerkę do łóżka i pozwalają całkowicie oddać się mężczyźnie. Ponadto, są też „trójkąty” – przed premierą było głośno o zdjęciu, prezentującym roznegliżowaną bohaterkę w towarzystwie dwóch nagich mężczyzn.

„Wstyd”

Film Steve'a McQueena to uderzająca historia nowojorskiego seksoholika, który odnosi sukcesy zawodowe, ale nie jest w stanie stworzyć bliskiej relacji.

„Wstyd” okazuje się dziełem wybitnym. McQueen nie rozkłada seksoholizmu na czynniki pierwsze, unikając jego kompleksowej analizy. Wręcz przeciwnie, sygnalizuje tylko pewne rzeczy, tworząc przejmujący obraz samotnika.

Osamotnienie bohatera podkreśla Nowy Jork, który oglądamy zwykle nocą, kiedy uderzają puste ulice i jednolite budowle.

We „Wstydzie” nie ma wiele dialogów, a kluczową rolę odgrywa obraz. I tak na jedną z najbardziej charakterystycznych scen składa się moment, kiedy bohater jedzie metrem i spostrzega naprzeciwko siebie atrakcyjną młodą kobietę. Między obojgiem wytwarza się ogromne napięcie seksualne, które podkreśla narastająca muzyka. Pociąg widoczny jest w samych spojrzeniach i zakłopotaniu kobiety, która w pewnym momencie – niejako symbolicznie – wkłada ręce między kolana.

Nie brak jednak odważnych scen seksu, które ocierają się o pornografię. Obraz, opowiadający o seksoholizmie bez pokazywania seksu takim, jakim jest w rzeczywistości, byłby niewiele wart.

„Pianistka”

„Pianistka”, jeden z najbardziej uderzających obrazów Michaela Hanekego, opowiada o toksycznej relacji między matką, a jej dorosłą córką. Erika, dojrzała kobieta, jest nauczycielką gry na pianinie, która nie jest w stanie uwolnić się od psychicznego wpływu rodzicielki.

Matka stara się sprawować nad nią niemal pełną kontrolę, traktując Erikę jak małe dziecko, które nie ma prawa do życia intymnego. To wszystko sprawia, że nauczycielkę zaczynają pociągać relacje seksualne, w których to mężczyzna dominuje nad kobietą. Kierują nią także seksualne akty autoagresji.

Film ma głęboki wymiar psychologiczny, pokazując, jak wypaczona relacja z rodzicielką prowadzi do zaburzenia i nie pozwala na przecięcie pępowiny.

„Wenus w futrze”

Film budzi automatycznie skojarzenie z „Gorzkimi godami”. Wszystko dlatego, że po wielu latach w roli zmysłowej uwodzicielki zobaczymy Emmanuelle Seigner, a za kamerą ponownie stanął Polański.

Różnica jest jednak taka, że artystka jest w filmie starsza o 21 lat, zaś słynny filmowiec stracił już dawną ostrość. Nie przeszkadzało to jednak w stworzeniu sugestywnego portretu dojrzałej, pełnej seksapilu kobiety o niejednoznacznym charakterze.

Napięcie seksualne, które pojawia się między dwiema postaciami – jedynymi, które widzimy na ekranie – jest wyczuwalne niemal od samego początku.

Wszystko zmierza w kierunku podporządkowania się drugiemu człowiekowi – po to, by osiągnąć satysfakcję seksualną, ale i życiowe spełnienie. W fabułę wpleciono fragmenty „Wenus w futrze” Leopolda Sacher-Masocha, od którego nazwiska powstało pojęcie masochizmu. Choć samo dzieło nie pokazuje seksu, rozpala wyobraźnie.
POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...