Facebookiem rządzi PRL. Dlaczego młodzi chcą powrotu Polo-Cockty, gumy z Kaczorem Donaldem i wody z saturatora?

Czar Pewexu - choć mocno wyblakły, jest wciąż dostrzegalny
Czar Pewexu - choć mocno wyblakły, jest wciąż dostrzegalny Fot. Krzysztof Maria Różański, Wikimedia Commons
Stronę "Pewex" na Facebooku lubi 189 tys. osób, "Born in the PRL" aż 215 tys. Każda ze stron, pod zdjęciami popularnych produktów zbiera setki, jeśli nie tysiące komentarzy i "lajków". Dobrze radzą sobie też sklepy, sprzedające stylizowane na czasy PRL-u gadżety i koszulki. Skąd ta fascynacja?

Ten kto chociaż trochę przykładał się do lekcji historii, wie jak wyglądała rzeczywistość za komuny. Księżycowa, centralnie sterowana gospodarka, która skutkowała pustkami w sklepach. Poza tym cenzura i inwigilacja. Do tego wszechobecna szarzyzna i brak nadziei na poprawę sytuacji. Jednak teraz wielu ludzi, nawet tych którym ZOMO czy milicja przetrąciła kręgi, dzisiaj z rozrzewnieniem wspomina czasy lodów Bambino, wody z saturatora czy Polo–Cockty.

– Wydaje mi się, że ta fascynacja występuje na zasadzie przekory w stosunku do tego, co mamy teraz – diagnozuje Michał Ogórek, felietonista "Gazety Wyborczej". – Przecież te wszystkie produkty były polskie. Teraz importujemy wszystko z Zachodu, nawet pomysły. Młodzi wracają do tego, co starsi już porzucili, bo po przełomie zachłysnęli się tym, co im Europa zaproponowała. A przecież to wcale nie jest lepsze – ocenia.

Czytaj też: Kalina Jędrusik: Doda swoich czasów?

– Chociaż kiedyś była tylko woda z saturatora, nazywana "gruźliczką", a teraz jest 70 rodzajów, to wiele z nich jest nalewanych z kranu. Tak samo szynka. Teraz trzeba ją wyrzucać po dwóch dniach, bo zaczyna z niej wypływać coś dziwnego. Kiedyś jak już się odstało te kilka godzin, to była pewność, że warto było czekać w kolejce – wyjaśnia Ogórek.


– Te czasy są już słusznie minione, ale szkoda, że nie pamiętamy o takiej polskiej tradycji jak mleko w szklanej butelce każdego ranka. Przecież dzisiaj to wydaje się nam niemożliwe, ile coś takiego by musiało kosztować? To powinno być naczelne hasło ekologów, żeby taką dystrybucję mleka przywrócić – żartuje Michał Ogórek.


Z popularności fanpage'y takich jak "Pewex" czy "Born in the PRL" korzystają też przedsiębiorcy, którzy doskonale wyczuwają potrzeby klientów i zaspokajają je na różne sposoby. Powstały więc puby stylizowane na socrealistyczne kawiarnie, sporo jest przewodników oprowadzających po "śladach z przeszłości". Prężnie działają też sklepy z gadżetami stylizowanymi na okres PRL. Większość z nich działa w internecie, ale niektóre mają też swoje punkty w realu.

– Zaczęliśmy zdecydowanie wcześniej niż te fanpage o których pan mówi. W 2006 roku od bloga na którym z mężem opisywaliśmy przedmioty z tamtych czasów, które zbieraliśmy – opowiada naTemat Justyna Burzyńska-Lebiedowicz, właścicielka sklepu "Pan tu nie stał" w Łodzi. Jako źródło fascynacji tymi szarymi czasami podaje design, który często stał na wysokim poziomie. – Proszę sobie przypomnieć, że wtedy narodziła się polska szkoła plakatu. Może nie wszystko było wydrukowane jak trzeba, kolory były wyblakłe, ale wizualnie to stało na wysokim poziomie – ocenia.


– Podstawą naszej działalności są T-shirty stylizowane na czasy PRL-u bądź z napisami nawiązującymi do Polski Ludowej. Ale są też kubki znane ze stołówek pracowniczych czy szklanki w koszyczku – opisuje Justyna Burzyńska-Lebiedowicz. – Za stronę graficzną odpowiada mój mąż, Maciek. To on projektuje większość naszych produktów. Ale udało się nam zaprosić do współpracy grafików, którzy byli czynni w czasach PRL-u. Zaprojektowali dla naszego sklepu kilka rzeczy i jesteśmy z tego bardzo dumni – cieszy się Burzyńska-Lebiedowicz. Dodaje jednak, że większość klientów jej sklepu w Łodzi stanowią dwudziesto- i trzydziestolatkowie.

O ile młodsi przechodzą do czynów, a raczej do zakupów, to dzisiejsi czterdziesti- i pięćdziesięciolatkowie poprzestają na wspominaniu dawnych czasów. Wtedy byli młodzi, nie musieli utrzymywać rodzin, a ich największym zmartwieniem była jutrzejsza kartkówka z biologii.

– To jeden z powodów, ale nigdy nie ma powodów, ale to też podążanie za instynktem stadnym – mówi dr Joanna Heidtman, psycholog. – Bo jeden kolega się zaczął interesować tym okresem, później dołączali kolejni - na tej zasadzie kreuje się wszystkie kolejne mody, a my nawet nie zdajemy sobie sprawy z tego, że też się jej poddajemy – opisuje badaczka.

Zobacz też: Muranów pod rękę z Nową Hutą. O sojusz krakowsko-warszawski

– Wydaje mi się, że w tej modzie sentyment nie jest głównym punktem, ale odreagowanie. Wtedy nie było nam do śmiechu - było przecież szaro, biednie - nawet młodym – przypomina psycholog. – Teraz wiemy, że to nie wróci i spokojnie możemy się pośmiać z tych czasów. Przecież nie wybieramy tych smutnych i trudnych akcentów z tego okresu, ale raczej absurdy à la "Miś". PRL widzimy przez okulary w stylu komedii Barei. Z tego całego okresu robi się jeden wielki, absurdalny żart. A my przecież takowe bardzo lubimy – ocenia nasza rozmówczyni.

Według dr Heidtman dla starszych fascynacja PRL-em to także szansa na pokazanie wiedzy na temat życia codziennego w czasach Polski Ludowej. – Przecież nie wystarczy pokazać samego saturatora, by wywołać śmiech czy chociażby zainteresowanie. Ludzie muszą wiedzieć w jakim kontekście to się pojawiało, jaka jest otoczka kulturowa. Amerykanina obrazek saturatora nie rozśmieszyłby ani trochę. Dlatego to w pewnym sensie nas jednoczy, pokazuje nam, że mamy coś wspólnego ze sporą grupą ludzi – diagnozuje dr Heidtman.
Trwa ładowanie komentarzy...