To nie boty "zaatakowały" fanpage "Korony Królów", a tych kilku kolegów. "Mamy po prostu rożne głupie pomysły"

TVP twierdziła, że fan page serialu "Korona królów" zaatakował złośliwy bot. Jak się okazuje, za rzekomym atakiem stoi grupa kilku kolegów z pracy.
TVP twierdziła, że fan page serialu "Korona królów" zaatakował złośliwy bot. Jak się okazuje, za rzekomym atakiem stoi grupa kilku kolegów z pracy. Fot.Screen/TVP "Korona Królów"
To nie był ani "złośliwy atak botów", ani nieudolne próby działań agencji PR. Za pozytywnym komentarzem na temat kontrowersyjnego serialu TVP "Korona Królów", który błyskawicznie poniósł się w sieci, stoi kilku mężczyzn. Z siedmiu profili opublikowali ten sam post, który inni kopiowali. – Jeden z naszych kolegów zażartował sobie z nas i zrobił pasek TVP, na którym napisał, że prowadzone jest śledztwo w sprawie ataku hakerskiego na fanpage "Korony Królów". Wtedy przez moment mieliśmy takie myśli: "a ciekawe, czy ktoś się do nas odezwie" – opowiada nam Marcin.

Serial TVP "Korona Królów"od początku wzbudzał ogromne kontrowersje. Widzowie w sieci dawali upust swoim emocjom i wytykali np., że dialogi są kiepskie, gra aktorska słaba, że brakuje spójności historycznej. Lista zarzutów była długa, a te zamieszczano m.in. na fanpage serialu "Korona Królów" (prawie 10 tys. polubień) na Facebooku.



Wśród fali hejtu zaczęły jednak pojawiać się także pozytywne komentarze na temat produkcji Telewizji Polskiej. W jednym z nich mogliśmy przeczytać, że "serial jest fajny, ale powinien mieć przynajmniej 45 minut". Następnie autor posta zaapelował do hejterów, by przestali komentować. "Poczekajmy do końca sezonu. A tak w ogóle, krzyczycie o niespójności historycznej, ale czy ktoś z Was widział kiedykolwiek smoka? W Waszej ukochanej 'Grze o Tron' są smoki, a one nie istniały" – stwierdził dalej.

Komentarz zamieszczony na fanpage serialu, który błyskawicznie rozprzestrzenił się w sieci:

"Fajny serial, ale powinien mieć przynajmniej 45 minut. Ale to tylko moje zdanie. Każdy uważa inaczej. Osobiście apeluję do wszystkich hejterów o niekomentowanie. Poczekajmy do końca sezonu. A tak w ogóle, krzyczycie o niespójności historycznej, ale czy ktoś z Was widział kiedykolwiek smoka? W Waszej ukochanej "Grze o Tron” są smoki, a one nie istniały".

Dokładnie takie komentarze błyskawicznie rozprzestrzeniały się w sieci. Na co zareagował nawet administrator profilu "Korona Królów", który uznał, że ktoś podjął próbę sabotażu strony. A robił to za pomocą... "złośliwego bota". Niektórzy internauci, blogerzy czy dziennikarze, twierdzili, że taki licznie powielany wpis jest nieudolną próbą promocji serialu. Jak się okazuje, za całą akcją nie stoją ani boty, ani agencja PR, a siedmiu kolegów, którzy siedząc w pracy opublikowali niewinny i pozytywny post na fanpage "Korony Królów".

Jak powstał słynny już i pozytywny komentarz na temat serialu "Korona Królów", powielany przez wielu internautów, a nawet dziennikarzy czy blogerów?

Marcin: Przez kilka dni obserwowaliśmy fenomen serialu "Korona Królów”. Jeszcze uważniej się temu przyglądaliśmy, gdy administrator fanpage tego serialu na Facebooku zamieścił post, w którym poprosił o niekomentowanie. Ja z kolei pod tym wpisem zamieściłem gifa, który bardzo szybko został usunięty, podobnie zresztą, jak wiele innych komentarzy.

Chwilę później pod jednym z postów na fanpage serialu pojawiło się kilka pozytywnych komentarzy. Przewijała się w nich dokładnie ta sama retoryka: że świetny serial, że powinien być dłuższy i że powinien minimum trwać 45 minut.

Mieliśmy pewne podejrzenie, że te przychylne komentarze mogły być "kupione". Dlatego właśnie trochę przewrotnie, wykorzystując wszystkie elementy, które przewijały się w tych pozytywnych postach, stworzyliśmy jeden komentarz.

Ryś: Był to komentarz zawierający wszystkie te informacje, o których mówiły poprzednie wpisy. Był on de facto parodią tych wszystkich komentarzy.

Marcin:
Nie chciałbym, by zabrzmiało to, że mamy jakąś pewność, że te komentarze były "wykupione". Tak liczne i tak przychylne wpisy na temat tego serialu, wzbudziły naszą wątpliwość. Były one dodawane w bardzo krótkim odstępie czasu, z tą samą narracją. Poczekaliśmy na pojawienie się nowego posta na fanpage serialu. I wrzuciliśmy komentarz, który został napisany w zaczepny sposób, ale i był bardzo pozytywny.

Ryś: Wrzuciliśmy go właściwie na raz, dwa, trzy.

Rozumiem, że zrobiliście to z fejkowych, fałszywych facebookowych kont?

Ryś: Zrobiliśmy to z absolutnie prawdziwych kont.

Marcin:
Nikt tutaj nie silił się o tworzenie fejkowych kont, to były nasze profile.

Wrzuciliście więc ten sam komentarz z kilku kont – ilu konkretnie?

Ryś: Ten komentarz opublikował ten, kto akurat się nawinął. Nas w pokoju (w pracy – red.) jest sześciu. Potem dołączył jeszcze jeden kolega.

Marcin: Mniej więcej w tym samym czasie siedem osób wrzuciło ten komentarz.

Siedzieliście i obserwowaliście, co się będzie działo dalej? Spodziewaliście się, że tak się poniesie?


Maciek: Przez chwilę obserwowaliśmy fanpage "Korony Królów", ale potem wróciliśmy do pracy. I nagle się okazało, że jedna z osób publicznych zauważyła fakt, że te komentarze są identyczne.

Wiem, że na pewno Kataryna zwróciła na to uwagę.

Maciek: Tak, ale to było później.

Rys: Śmiejemy się z Kataryny. Ona powiedziała, że zrobiłaby to za połowę taniej. Więc zastanawiamy się, ile to jest połowa zera złotych? Bo nam nikt za to nie zapłacił.


Prawda jest taka, że ktoś to wychwycił, zrobił screena naszych komentarzy i napisał: "zobaczcie, jak nieudolnie ktoś próbuje promować serial, złapałam was na gorącym uczynku".

Marcin: Znajoma zobaczyła ten wpis, więc śmialiśmy się z tego, że zostaliśmy sklasyfikowani jako nieudolna agencja PR. Gdy osoba, która to opublikowała sama zorientowała się, że dała się wkręcić, też dosyć szybko zmieniła narrację, zachęcając ludzi, żeby to posyłali dalej.

Maciek:
I to wtedy zaczęło "hulać" po sieci. Ludzie zaczęli reagować na ten komentarz, wrzucali go lawinowo.

Macie dane, ile razy powielono czy udostępniono ten komentarz?

Ryś:
Własnym sumptem to robiliśmy. Nie mieliśmy technik pomiarowych, więc patrzyliśmy, jak to się rozchodzi przy pomocy hasztagów i optycznie próbowaliśmy scrollować ten fanpage. Tych komentarzy było bardzo dużo i to nie tylko na samym Facebooku, ale i na innych portalach.

Czy TVP kasowała te pozytywne komentarze? Bo przecież wreszcie zabrali głos i poinformowali, że jakiś "złośliwy bot zaatakował fanpage".

Ryś: Na tym polegała cała przewrotność sytuacji. Chcieliśmy pośmiać się z komentujących i z serialu, ale w takiej formie, żeby w żaden sposób nie mogli się do nas przyczepić.

Marcin: Jeden wpis administratora fanpage "Korony Królów" był zabawny, bo napisali, że są to pozytywne komentarze i podziękowali za nie. Ale z drugiej strony użyli hasła "złośliwy atak botów", więc to od razu podniosło rangę tego, co zrobiliśmy. Jakiś atak, sabotaż, bot który włamuje się na konta i w różnych językach wrzuca ten sam komentarz. To samo w sobie było absurdalne i śmieszne. I sądzę, że ludzie, którzy to zobaczyli dodatkowo zapalili się, by jakoś zareagować i wrzucić ten post ponownie.

To było spontaniczne czy planowana akcja?


Maciek: Absolutnie spontaniczna akcja.

Patrząc na to zupełnie pragmatycznie. Skoro posty zamieszczaliście z prywatnych facebookowych kont, to czy nie obawialiście się złości prezesa Jacka Kurskiego?


Maciek: Kiedy pojawił się jakiś odzew, że to atak, zorganizowana akcja, to był moment, gdy pomyśleliśmy "kurde, ktoś nam może za to coś zrobić". Ale z drugiej strony na to patrząc, czy zrobiliśmy coś złego? Nic, napisaliśmy kilka bardzo pozytywnych zdań. Więc bardzo trudno pociągnąć kogoś do odpowiedzialności i mieć do niego pretensje. Szczególnie, że nie była to zaplanowana akcja, a my nikogo do niczego nie namawialiśmy.

Ryś: Pisanie komentarzy w internecie nie jest karalne, szczególnie pozytywnych komentarzy.

Michał:
Jeden z naszych kolegów zażartował sobie z nas i zrobił pasek TVP, na którym napisał, że prowadzone jest śledztwo w sprawie ataku hakerskiego na fanpage "Korony Królów". Wtedy przez moment mieliśmy takie myśli: "a ciekawe, czy ktoś się do nas odezwie".

Ryś: Ale raczej uważaliśmy, że rozejdzie się po kościach.

Czyli nikt się do Was nie odezwał, komentarze usunięto i rozeszło się po kościach.


Marcin: Ale gdyby ktoś zadał sobie choć trochę trudu, to naprawdę łatwo byłoby to rozszyfrować. Nietrudno było dojść do źródła, czyli do nas. A zdaniem TVP lepiej było przekazywać dalej jakąś sensacyjną wiadomość, niż przez chwilę zastanowić się, co się wydarzyło.

Zostało to utrzymane w retoryce TVP, że to "atak".

Ryś: Tak, tak.

Marcin: Z jednej strony tak. Natomiast z drugiej, pojawiały się informacje, że to jest ogromna wpadka TVP.

Ryś: Kamil Durczok dał się nawet nabrać na Twitterze. On zapostował naszą pastę (opublikował treść komentarza – red.). Podobnie zresztą zrobił Mateusz Parys. Zamieścił komentarz w stylu: "czas na odrobinę refleksji, ta władza jest bezczelna i nie kryje się z tym, co robi".


Opowiadacie się po którejś ze stron politycznego sporu?


Marcin:
Nie, naszym celem absolutnie nie było opowiadanie się po którejś ze stron politycznego sporu. My nie chcieliśmy nikogo w nic wrabiać, nikomu niczego udowadniać.

Ryś: Mamy po prostu różne głupie pomysły. Każdy, kto z nami pracuje o tym wie.
POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...