Koniec z piwem pod chmurką? Trudniej będzie kupić alkohol nocą. Regulująca to ustawa czeka tylko na podpis prezydenta

Bulwary nad Wisłą,  miedzy mostem Świętokrzyskim a mostem Poniatowskiego.
Bulwary nad Wisłą, miedzy mostem Świętokrzyskim a mostem Poniatowskiego. For. Franciszek Mazur / Agencja Gazeta
"Wrócą meliny, wzrośnie alkoholizm i będzie nocna prohibicja" – prognozują internauci. Niektórzy piszą wprost, że nowelizacja ustawy o ograniczeniu sprzedaży alkoholu, która czeka już tylko na podpis prezydenta, "godzi w ich godność osobistą" i uderzy w małych sklepikarzy. – Nam zależy na tym, by decyzje dotyczące ilości kupowanego alkoholu były podejmowane na trzeźwo, a nie wtedy, gdy zabawa trwa i chce się wypić więcej – tłumaczy w rozmowie z naTemat Krzysztof Brzózka, dyrektor Państwowej Agencji Rozwiązywania Problemów Alkoholowych.

"Polacy piją ryzykownie”
Były minister zdrowia Konstanty Radziwiłł już 2017 rok ogłosił "rokiem troski o trzeźwość narodu". Polacy faktycznie nie wylewają za kołnierz. Jesteśmy w czołówce narodów, które najczęściej sięgają po mocne trunki. Według najnowszego raportu Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) wypijamy 12,3 litra czystego alkoholu na głowę (osoby powyżej 15. roku życia). Dane resortu zdrowia są jeszcze bardziej zatrważające. Jeszcze w zeszłym roku minister Konstanty Radziwiłł grzmiał, że aż pół miliona Polaków jest uzależnionych od alkoholu, a kolejne 12 milionów "pije ryzykownie".

I ówczesny szef resortu zdrowia wyliczał, jakie mogą być skutki nadmiernego spożywania mocnych trunków: zaburzenia psychiczne, przestępstwa, bezrobocie, bieda. Dlatego Radziwiłł prosił o poparcie ustawy wprowadzającej ograniczenia w sprzedaży alkoholu. – 14 procent dorosłych Polaków pije ryzykownie i szkodliwie – grzmiała z mównicy sejmowej posłanka Anna Sobecka z PiS. I wzywała do zwiększenia troski o trzeźwość narodu. – Polska będzie trzeźwa albo nie będzie jej wcale – wtórowała jej Krystyna Wróblewska.

"By spożycie nie rosło"
Nie trzeba było długo czekać, by ustawa o ograniczeniu spożycia alkoholu trafiła do prezydenta. W środę Sejm zaakceptował poprawki Senatu. W dużym skrócie znowelizowana ustawa daje gminom możliwość ograniczenia nocnej (w godzinach 22:00 – 6:00) sprzedaży alkoholu w sklepach i na stacjach paliw. Poza tym – co martwi szczególnie studentów – wprowadza generalny zakaz picia w miejscach publicznych z wyłączeniem tych, które są do tego przeznaczone. I tu też poczyniono ukłon w stronę samorządowców, którzy będą mogli wyznaczać takie miejsca. Poza tym, znowelizowana ustawa ma rozwiązać problem z "koncentracją liczby punktów sprzedaży alkoholu w jednym miejscu", co jest ogromnym problemem zwłaszcza w centrach dużych miast. Te zmiany najpewniej wiosną wejdą w życie, a tym samym Polska dołączy do kilkudziesięciu krajów, w których zakaz nocnej sprzedaży alkoholu już obowiązuje.


Czy ta nowelizacja pomoże w przeciwdziałaniu alkoholizmowi i sprawi, że Polacy rzadziej będą sięgać po kieliszek? – Będziemy trochę inaczej wychowywani, nie będziemy nieustająco socjalizowani z alkoholem. Łatwiej będzie tym, którzy nie piją przebywać w miejscach publicznych – uważa Krzysztof Brzózka, dyrektor Państwowej Agencji Rozwiązywania Problemów Alkoholowych.

– Ta ustawa daje większe kompetencje gminom, które na swoim terenie mają najlepsze rozeznanie i wiedzą, gdzie i co się dzieje. Samorządy będą teraz miały dodatkowe możliwości, by panować nad nadmiernym spożyciem alkoholu. Wiadomo, że wszystkim zależy na tym, by spożycie nie rosło, bo w Polsce i tak jest ono wysokie – wyjaśnia nam Andrzej Gawron, poseł PiS.

"Wrócą meliny i wzrośnie alkoholizm"

Jednak internauci nie przyjęli wprowadzonych zmian z entuzjazmem. "Dramat w tym antyludzkim państwie"; "Przecież to jest poroniony pomysł, majówka, słonecznie, wyjazd samochodem nad jezioro i co? Nawet piwa nie będę mógł wypić, bo... mam pić tam gdzie mi każą i bulić 8 zł za 0.5l?”; "Jeszcze więcej takich inicjatyw i mają jak w banku pożegnanie przy następnych wyborach" – czytamy w sieci.

Inni prognozują, że "wrócą meliny i wzrośnie alkoholizm". – Polacy i tak kupią alkohol, tyle że w szarej strefie, bez kontroli tego, co tam sprzedają i bez opodatkowania – mówił w Sejmie Mirosław Suchoń, poseł Nowoczesnej. Dodał, że nowe przepisy uderzą szczególnie w małych sklepikarzy. Bo ci – jak wielokrotnie przekonywali – najwięcej sprzedają w weekendy i to właśni w godzinach nocnych. Dzwonimy do kilku całodobowych sklepów z alkoholem, ale ich właściciele nie chcą wypowiadać się publicznie, nawet jeśli gwarantujemy im anonimowość. O ich los pytamy posła PiS.
Andrzej Gawron
poseł PiS

Szanuję ciężką pracę wszystkich polskich przedsiębiorców. Sam prowadziłem małą firmę. Zawsze jest tak, że różne strony mają różne interesy. Jeżeli chodzi o sklepiki, małych przedsiębiorców, to w ich interesie jest, by jak najwięcej sprzedawać, mieć więcej przychodów. To rada gminy, samorząd powinny rozważyć ważność tych interesów. Ale też trzeba na to spojrzeć pod kątem społecznym. Sądzę, że samorządy będą bardzo rozsądnie z tego korzystały. Przecież to ich przedsiębiorcy, którzy im płaca podatki. Uważam, że nie będzie sytuacji, gdy sprzedaż alkoholu będzie ograniczana tylko dla zasady.

Jakie konsekwencje mogłyby spotkać sprzedawcę, który nie zastosuje się do przepisów ustawy? – Najprostszą konsekwencją jest cofnięcie zezwolenia na sprzedaż alkoholu – mówi Krzysztof Brzózka. Podkreśla, że nikomu nie chodzi o nadmierne karanie sklepikarzy. Ale i dodaje: – Albo umiesz obracać towarem, który jest pod nadzorem państwa, albo nie umiesz. Jak umiesz, to masz zezwolenie. Jak nie umiesz, to: dziękuję, do widzenia – rozwija Brzózka.

Zdaniem Ryszarda Wilczyńskiego z PO znowelizowana ustawa jest mało współczesna. – A to m.in. ze względu na sposób, w jaki należy przydzielać koncesję czy zezwolenia. Ten oparty jest o przestrzeń dwuwymiarową, czyli że decydować ma odległość – mówi.
Ryszard Wilczyński
poseł PO

Kolejne problemy będą wynikały z faktu, że wprowadzono zakaz spożywania alkoholu w miejscach publicznych. A konia z rzędem temu, kto powie, czym jest miejsce publiczne. Teraz będziemy mieć generalny zakaz. Więc idąc szlakiem w Gorcach jesteśmy w przestrzeni publicznej i nie mamy prawa wypić piwa. Jak pani siądzie na skrzyżowaniu szlaku w schronie, to jest to miejsce publiczne. Popełnia pani wykroczenie. Dalej: wędkarz na brzegu rzeki, grupa młodzieży na dzikiej plaży, oni wszyscy też są w miejscu publicznym. To absurd.

– Jeżeli państwo będzie wchodziło z buciorami w każdą sferę życia, to skończy się to źle. Ale idziemy tą drogą: zakaz handlu w niedziele, zakaz antykoncepcji awaryjnej, zakaz spożywania jakichkolwiek napojów z alkoholem w miejscach publicznych – wylicza Ryszard Wilczyński.
Trwa ładowanie komentarzy...