Agnieszka Dziemianowicz-Bąk #TYLKONATEMAT: Gdy Razem wejdzie do Sejmu, zacznie od liberalizacji ustawy antyaborcyjnej

Pierwszym projektem, który nasza partia złoży po wejściu do Sejmu, będą przepisy łagodzące ustawę antyaborcyjną - mówi w rozmowie z naTemat.pl jedna z liderek Razem Agnieszka Dziemianowicz-Bąk . Fot. Kornelia Głowacka-Wolf / Agencja Gazeta
Razem ma wielu sojuszników po stronie tej nowej, autentycznej opozycji. Współpracujemy z Barbarą Nowacką, rozmawiamy z Robertem Biedroniem, działamy wspólnie ze związkami zawodowymi i ruchami miejskimi. I są sondaże, które pokazują, że nieskompromitowana opozycja, tzw. nowa lewica ma szansę na dobry wynik już teraz. Najnowsze badanie IPSOS daje nam 11 proc. poparcia. O tym warto rozmawiać. Rozmowy z podmiotami, które się skompromitowały, nie mają sensu – mówi #TYLKONATEMAT jedna z liderek Razem Agnieszka Dziemianowicz-Bąk.

Uczestniczyła pani we wczorajszym Strajku Kobiet?

Tak, oczywiście. Byłam na wrocławskiej demonstracji. Uczestnictwo w Strajku Kobiet wykracza poza jakiekolwiek interesy partyjne. Tu chodzi nie tylko o prawa kobiet, ale po prostu o prawa człowieka: wolność decydowania o swoim zdrowiu, życiu i przyszłości. Dlatego wychodzimy na ulicę, by tych praw bronić. Protestowano przeciwko kolejnym próbom zaostrzania ustawy antyaborcyjnej i odbierania nam prawa do decydowania, czy i kiedy chcemy być matkami.



Tym razem protest miał jednak też pewien wymiar polityczny. Był próbą wyrażenia tej frustracji, która w nas narosła po tym, co wydarzyło się w Sejmie podczas głosowania nad projektem "Ratujmy kobiety" i całkowitej kompromitacji opozycji parlamentarnej. Jako przedstawicielka lewicy nigdy nie miałam specjalnych złudzeń i nadmiernych oczekiwań wobec PO i Nowoczesnej, ale nawet mnie zaskoczyło to, jak można wykazać się takim lenistwem, zaniechaniem i po prostu brakiem intuicji politycznej. Zaskoczyło mnie to, w jaki sposób opozycja parlamentarna potrafiła splunąć w twarz własnym wyborczyniom i wyborcom.

Czy to na pewno dobre dla Polski zjawisko, że opozycja szuka sobie nowych wrogów na opozycji?

Kłopot polega na tym, że o tym, kto jest "opozycją", a kto "koalicją rządzącą" świadczą czyny, a nie słowa. Konkurenci Prawa i Sprawiedliwości lubią nazywać się opozycją, ale gdy przychodzi do głosowania kwestii fundamentalnych, rząd i ta opozycja tworzą wielką antykobiecą koalicję. Dlatego obowiązkiem lewicy, organizacji społecznych i wszystkich tych, którym leży na sercu dobro kobiet, jest się temu głośno sprzeciwiać. Nie możemy patrzeć na to, kto nazywa się opozycją, a kto partią rządzącą. Bo w niektórych kwestiach oni naprawdę mogliby zamieniać się miejscami na sali sejmowej i nikt nie zauważyłby różnicy.

Projekt "Ratujmy kobiety" nie był przecież pierwszą taką sprawą. Kiedy głosowano nad oddaniem kompletnej władzy nad lasami myśliwym, mieliśmy podobną sytuację. W przypadku Nowoczesnej było jeszcze to kompletnie haniebne głosowanie w sprawie Brygady Świętokrzyskiej, gdy ludzie nazywający się opozycją ramię w ramię głosowali z PiS.

Jeśli Razem kiedyś zajmie miejsca w Sejmie, nie zdarzy się wam podobny problem podczas głosowań? Jesteście w stanie zapewnić wyborców, że zawsze będzie objęci żelazną dyscypliną partyjną?

Już dziś mogę zapewnić wyborców o kilku rzeczach. Po pierwsze, zawsze będziemy czytać to, nad czym mamy głosować. Inaczej niż Nowoczesna, która w sprawie głosowania o Brygadzie Świętokrzyskiej tłumaczyła się tym, iż posłanki i posłowie tej partii nie mieli czasu na przeczytanie projektu, w sprawie którego głosowali. Mogę więc zapewnić, że nasi członkowie potrafią czytać ze zrozumieniem i nigdy nie zagłosują nad czymś, czego nie przeczytali.

Po drugie, członkowie Razem uważali na lekcjach WOS-u i znają podstawy procesu legislacyjnego. Kiedy wejdziemy do Sejmu, wszyscy nasi posłowie i posłanki wezmą udział w obowiązkowych szkoleniach. Nie dojdzie więc do sytuacji, w których nie będziemy wiedzieli, jak głosować.
Nie będziemy tłumaczyć się – jak to robiła Katarzyna Lubnauer – że po dwóch latach obecności w Sejmie niedoświadczeni posłowie nie rozróżniają pierwszego czytania i głosowania nad skierowaniem projektu do dalszych prac od ostatecznej decyzji nad jego przyjęciem lub odrzuceniem.

Po trzecie, mogę zapewnić, że zgodnie z tym, o czym mówiliśmy na ostatnich konferencjach prasowych, pierwszym projektem, który Razem złoży po wejściu do Sejmu, będą przepisy łagodzące ustawę antyaborcyjną. I wówczas wszyscy członkowie naszego klubu ten projekt poprą. Bo na tym polega różnica między nami a partiami, do których wciągani są ludzie chcący tylko spróbować zawodu posła, że w Razem wszyscy podzielają poglądy, które głosimy.

Czy liberalizacja dostępu do aborcji jako flagowy projekt to na pewno dobry pomysł na sukces w polskiej polityce?

To tylko jedna z głównych propozycji. Ostatnio ogłosiliśmy pięć takich podstawowych postulatów, które po wejściu do parlamentu chcemy zamienić w pięć pierwszych projektów ustaw. Te postulaty obejmują nie tylko prawa kobiet, ale także kwestię związków partnerskich i równości małżeńskiej.

Bardzo istotne jest też dla nas skrócenie tygodniowego wymiaru czasu pracy do 35 godzin przy zachowaniu tych samych wynagrodzeń. Bo Polska wcale nie jest biednym krajem. Polska gospodarka jest na dobrym poziomie i stać nas na to, by ludzie mogli pracować mniej i więcej czasu poświęcać rodzinie, dbaniu o zdrowie czy swoim pasjom.

Ważny będzie dla nas także projekt wiążący wynagrodzenie poselskie z wysokością płacy minimalnej. Proponujemy, by pensja posła nie przekraczała trzykrotności płacy minimalnej. Chodzi o to, by parlamentarzyści nie tracili kontaktu z rzeczywistością i rozumieli sytuację ludzi, których mają reprezentować. Jeśli nawet nie uda nam się tego projektu przeforsować i posłowie w innych klubach nie będą chcieli zrzec się swoich przywilejów finansowych, to my w klubie Razem tę nadwyżkę przekraczającą trzykrotność płacy minimalnej będziemy przekazywać na cele społeczne.

To brzmi, jak spełnienie marzeń różnego rodzaju lobbystów. Na pewno będą głosowali na Razem z nadzieją na to, iż ułatwicie im przekonywanie słabo zarabiających posłów do brania łapówek.

To dziś związki biznesu i polityki są niepokojąco silne. Fakt, że dopiero partia Razem poprzez nagłaśnianie konfliktu interesów premiera Mateusza Morawieckiego zmusiła go do sprzedaży akcji BZ WBK pokazuje obecne patologie. I potencjał korupcji w polityce. A jeśli chodzi o przyszłe powiązanie wynagrodzenia poselskiego z płacą minimalną, to zwróćmy uwagę, iż nie mówimy o małych kwotach. Posłanki i posłowie mają przecież otrzymywać trzykrotność płacy minimalnej. Nie będą więc szczególnie biedni, dostaną trzy razy więcej niż cała rzesza Polaków.

Nam chodzi przede wszystkim o to, by w ten sposób przekierować uwagę polityków na szukanie odpowiedzi na potrzeby mieszkańców Polski. Na szukanie rozwiązań podatkowych, lepszych pomysłów na redystrybucję dóbr i sprawne działanie usług publicznych. Takich jak usługi opiekuńcze. Bo kolejnym naszym flagowym postulatem jest powszechny dostęp każdego dziecka do żłobka i przedszkola. Naszym celem nie jest uwodzenie wyborców, my po prostu dostrzegamy ich problemy.

To wszystko o czym pani mówi mogłoby jednak pozwolić na łatwe "uwiedzenie wyborców". Gdyby nie fakt, iż przeciętny Polak widząc logo Razem od razu przypomina sobie o tym, że na scenę polityczną szumnie weszliście z pomysłem 75-proc. podatku dochodowego. I ludzie po prostu boją się o własne kieszenie.

Kto dobrze przyjrzy się naszym propozycjom podatkowym, ten zauważy, iż zakładają one, że zdecydowana większość Polaków zapłaciłaby niższe podatki niż obecnie. My nie chcemy zwiększać podatków wszystkim. Chodzi tylko o zwiększenie progresji podatkowej, czyli większe opodatkowanie pewnej górki dochodów. Jeśli ktoś zarabia 520 tys. zł rocznie, to najwyższym podatkiem byłoby objęte wyłącznie te 20 tys.

A to pozwoliłoby na zasilenie budżetu państwa w środki pozwalające na sfinansowanie dobrych i powszechnie dostępnych usług publicznych. Na przykład na znaczną poprawę finansowania systemu służby zdrowia. Bo w tej chwili kulejącej ochronie zdrowia potrzebna jest nie tylko wola polityczna do zmian, ale i konkretne pieniądze. I my w Razem uczciwie mówimy, że te pieniądze skądś trzeba wziąć. Podkreślam jednak jeszcze raz, że proponowany przez nas system podatkowy byłby przyjazny dla zdecydowanej większości Polek i Polaków.

Gdy wyobrażam sobie tę Polskę według Razem, mam wrażenie, iż będzie musiała się ona stać państwem policyjny. Polacy to bowiem naród skory do kombinatorstwa, którym zapewne będą popisywali się mało zarabiający posłowie biorący łapówki i bogaci prezesi zmuszani do oddawania 75 proc. z pensji. Policja, CBA i prokuratura będą u was miały pełne ręce roboty...

W Razem wierzymy, że nie jest tak, jak pan mówi, iż polskie społeczeństwo ma jakąś szczególną skłonność do kombinatorstwa. Najlepszą drogą do uszczelnienia systemu podatkowego i szerzenia pewnej mody na uczciwość wobec państwa jest budowanie do tego państwa zaufania. Takiego przekonania, że to państwo jest w stanie zadbać o nasze podstawowe potrzeby.

Takie, jak na przykład transport. Ja mieszkam w dolnośląskiej wsi, w której mieszkańcy nieposiadający auta nie są w stanie dostać się do lekarza, dalszej rodziny, biblioteki itd. Bo nie ma tu żadnego transportu publicznego. Gdybym miała więc przekonywać swoich sąsiadów i sąsiadki, że warto jest płacić podatki i ufać państwu, to najlepszą do tego drogą byłoby m.in. postawienie tutaj przystanku i doprowadzenie linii autobusowej. Albo doprowadzenie do zwiększenia dostępności do służby zdrowia i żłobków oraz przedszkoli. W dłuższej perspektywie to zdecydowanie lepsze środki zachęcające do uczciwości wobec państwa niż te, o których pan mówi.

Jakoś trudno mi sobie wyobrazić, że lepszy transport publiczny czy nawet lepsza służba zdrowia powstrzymają posła od wzięcia łapówki za odpowiednie głosowanie, a przedsiębiorcę od obchodzenia systemu podatkowego...

To oczywiście rodzaje przestępstw, które mają szczególny charakter. To nie jest tylko – nazwijmy rzeczy po imieniu – kradzież, ale i działanie niszczące zaufanie społeczne. Dlatego takie przestępstwa oczywiście trzeba tępić bezwzględnie. Nie ma co do tego żadnych wątpliwości. Nie oznacza to jednak, że konieczne będzie wzmocnienie aparatu represji. Na to decydują się bowiem tylko państwa słabe, oligarchiczne. Takie państwa, które służą zapewnieniu dobrostanu jedynie wąskiej grupie przyjaciół i znajomych królika, a których zwykli ludzie nie interesują. To przepis na pęknięcie społeczeństwa i utratę zaufania do państwa.
Może to brzmi, jak pomysł rewolucyjny, ale naprawdę uważam, że politycy i polityczki powinni w końcu dostrzec, że ludzie, którzy ich wybrali, też chcą żyć w dobrym państwie. Ludzie obecni w polityce powinni zrozumieć, że jako społeczeństwo nie jesteśmy grupą egoistycznych jednostek, a chcemy wspólnie budować dobre i stabilne państwo. Polki i Polacy są znacznie bardziej wspólnotowi, niż to się wydaje zapatrzonym w siebie politykom parlamentarnym.

Dużo powiedzieliśmy o tym, jaka ma być tak Polska według Razem, ale nim choć część waszych planów będzie miała szansę się ziścić, musicie wejść do Sejmu. Nie łatwiej byłoby to osiągnąć w koalicji? Na przykład tej, którą w pewien sposób proponuje wam SLD?

SLD ma zdecydowanie więcej wspólnego z PO i Nowoczesną niż z nową, oddolną opozycją. Nawet te głosowania w sprawie „Ratujmy kobiety” to udowadniają. Kiedy w 2005 roku w Sejmie głosowano nad podobnym projektem, przepadł on z powodu braku głosów SLD. A teraz, kiedy wielu ludzi protestuje przeciwko tej ostatniej kompromitacji opozycji parlamentarnej, Włodzimierz Czarzasty obraża protestujących i mówi, że politycy nie powinni być rozliczani z tego, jak głosują. Tym samym wykazuje się ogromną pogardą wobec kobiet domagających się tylko tego, by przestrzegane były ich podstawowe prawa. Nie ma więc tutaj przestrzeni do współpracy SLD z Razem.

Są też sprawy samorządowe. W Częstochowie, gdzie Razem broni pracownic tamtejszego domu pomocy społecznej, politycy SLD znajdują się po drugiej stronie barykady. Nie wystarczy więc jakiś gest wykonany w odpowiednim medialnie momencie. Nie wystarczy zapewnianie, że jest się gotowym i zdolnym do współpracy. Trzeba jeszcze pokazać, gdzie realnie ta płaszczyzna do współpracy istnieje. Dziś o wiele bardziej logicznym i sensownym dla SLD rozwiązaniem jest to, co zamierzają zrobić w Warszawie. Czyli iść do wyborów samorządowych wraz z PO i Nowoczesną.

A Razem ma wielu sojuszników po stronie tej nowej, autentycznej opozycji. Współpracujemy z Barbarą Nowacką, rozmawiamy z Robertem Biedroniem, działamy wspólnie ze związkami zawodowymi i ruchami miejskimi. I są sondaże, które pokazują, że nieskompromitowana opozycja, czyli Razem z sojusznikami, tzw. nowa lewica, ma szansę na dobry wynik już teraz. Najnowsze badanie IPSOS daje nam 11 proc. poparcia. O tym warto rozmawiać. Rozmowy z podmiotami, które się skompromitowały, nie mają sensu.

Przyjmijmy hipotetyczny scenariusz, w którym po wyborach parlamentarnych Razem jest języczkiem u wagi, od którego zależy utworzenie nowej większości sejmowej. Zabiegają o was zarówno Kaczyński, Gowin i Ziobro, jak i Schetyna, Lubnauer, a może i Czarzasty. Kogo wybieracie?

Na współpracę z partią, która podeptała fundamenty porządku demokratycznego nie ma żadnych szans. Oczywiście dopuszczam sytuację, w której Razem popierałoby pewne rozwiązania proponowane przez PiS. Bo od początku zdarzają się takie projekty, jak na przykład program Rodzina 500+, który jesteśmy w stanie ocenić pozytywnie. Jeśli jednak chodzi o długofalową współpracę, nie widzę możliwości, by Razem kiedykolwiek żyrowała pozycję polityków o zapędach autorytarnych, antydemokratycznych i współpracujących ze środowiskami neofaszystowskimi - a to właśnie PiS. To jest mur, którego nie da się przekroczyć.

A ministrowie z Razem w rządzie Schetyny to realna wizja?

Myślę, że to zdecydowanie political fiction. Nie sądzą, by osoba pokroju Grzegorza Schetyny była skłonna choć o krok przejść w naszym kierunku w tak fundamentalnych sprawach, jak prawa kobiet, służba zdrowia, czy usługi publiczne. Po prostu nic nas nie łączy...

Czyli odpowiedź na to moje pytanie dotyczące hipotetycznych koalicji jest taka, że po wejściu do Sejmu nadal stalibyście z boku?

To nie jest tak, że my stoimy z boku i tylko patrzymy. Już dziś, gdy nawet jeszcze nie ma nas w Sejmie, pokazaliśmy, że jesteśmy skuteczni. Tak było choćby we wspomnianej już przeze mnie sprawie akcji premiera Morawieckiego. I przypomnijmy o Czarnym Proteście rozpoczętym właśnie przez Razem, który zablokował próbę zaostrzenia ustawy antyaborcyjnej w 2016 roku. Patrząc na to, jak bardzo skuteczni potrafimy być poza parlamentem, jestem przekonana, iż w Sejmie również będziemy potrafili wykazać się skutecznością. Niezależnie od tego, czy będziemy w opozycji, czy też będziemy rządzić
POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...