Patryk Vega miał rację: ta książka jest chora. To "50 twarzy Greya" dla Sebixów

"Toksyna" to książka autorstwa naczelnego "Super Expressu" Sławomira Jastrzębowskiego. Patryk Vega powiedział, że "Na polskim rynku nie znajdziesz nic równie chorego. I ma rację.
"Toksyna" to książka autorstwa naczelnego "Super Expressu" Sławomira Jastrzębowskiego. Patryk Vega powiedział, że "Na polskim rynku nie znajdziesz nic równie chorego. I ma rację. Fot. naTemat
"Ona mówi do mnie tak: – Pierdolnij mnie, proszę, pierdolnij" – jeśli tak zaczyna się książka pióra naczelnego tabloidu, którą poleca sam Patryk Vega, to wiem, że będę się dobrze bawić. "Toksyna" to patolektura gwarantująca zryw w statystykach poziomu czytelnictwa w Polsce. I to koniec jej zalet.

Patryk Vega stwierdził: "Na polskim rynku nie znajdziesz nic równie chorego. Kręcę z tego serial". Ten ciąg przyczynowo-skutkowy nie jest przesadzony. "Pitbull" czy "Botoks" to przy "Toksynie" filmy dla całej rodziny. Książka naczelnego "Super Expressu" jest mocno inspirowana kinem Vegi. Czytając ją, widzimy kolejne sceny w tym kiczowato-gangsterskim stylu. Tylko że jest jeszcze bardziej chaotyczna, a wulgaryzmy występują tu tak często, jak psie odchody na trawnikach blokowisk.
"Toksyna"
Sławomir Jastrzębowski

"– Ty kurwo bita, ty lamo osrana. Do kogo pyszczysz? Ci zaraz wyjebię w te ząbki, to się złożysz jak domino. Wypierdalaj i mi tu żadnych fiku-miku nie rób, bo poznasz zaraz gniew mocarstwa studni."

Człowiek-śmieć
Narratorem i głównym bohaterem książki jest Sławciu - warszawski koks do zadań specjalnych, który sam nazywa się "śmieciem". Jest takim twardzielem, że katuje kobiety, Arabów, a nawet dziecko na wózku inwalidzkim (które zresztą dostaje cudownego ozdrowienia). Tak jak nerdy mają swoich komiksowych superbohaterów w pelerynach, tak niektóre typy spod ciemnej gwiazdy pewnie marzą o tym, by być jak on. Sławcia wyobrażam sobie z wyglądu i sposobu mówienia jak Artura Szpilkę, ale jego "złote myśli", które poznaje czytelnik, przywodzą na myśl porady samozwańczego "kołcza" z internetu - Jakuba Czarodzieja.
"Toksyna"
Sławomir Jastrzębowski

”I czysta wściekłość, nienawiść, kiedy kopałem jakiegoś Araba, który zaczepił mnie kiedyś z dwoma innymi też chudymi Arabami i chcieli mnie bić na Mokotowie; jak ja nienawidzę tych brudasów walących łbami w podłogę pięc razy dziennie i ich prymitywnej agresji. Dlaczego myśleli, że ich trzech wystarczy na warszawskiego koksa?”

Stanisław Wokulski z "Lalki" był pozytywistą-romantykiem - kimś z pogranicza dwóch epok. Sławciu jest bandytą-romantykiem - kimś z pogranicza dwóch światów. Z jednej strony pomaga politykom (pojawia się np. premier Mareczek - brzmi znajomo, prawda?) i jest obrzydliwie bogaty. Szpanuje tym co chwilę i podaje pełne nazwy marek: garniak Ermegildo Zegny, zegarek Rolex Daytona Cosmograph, whisky Glenfiddich, wozi się oczywiście BMW 750 ("BMW to gówno drogie, więc pasuje do mnie, gdyż jestem śmieciem"). Choć to nie product placement, lecz wyraz snobizmu, to i tak to żenuje bardziej, niż reklamy w polskich serialach.
"Toksyna"
Sławomir Jastrzębowski

"To była rasowa klacz. Lekko narowista. Silna i wybiegana. Spragniona wielce trudnej gonitwy. Wkładająca w nowy bieg całe serce i całą dupę. Świadoma swoich walorów i świadomie ich używająca. Z dobrym twardym cycem, z dobrym umięśnionym pośladem. Bóg by mi nie wybaczył, gdybym narzekał na to właśnie pierdolenie. Kiedy brałem ją od tyłu i z całej siły swoją wielką łapą złapałem i ścisnąłem za kark, tak że ślady będzie nosiła jeszcze kilka dni, zaczęła szczytować i drzeć mordę."

Z drugiej strony Sławciu jest obrzydliwym maczo-mizoginem, który nie szanuje kobiet, ale nie może bez nich żyć - taki typowy Seba. Te, z którymi się zadaje (gównie w sprawach natury seksualnej), nazywa "korpokurwami", a do jednej pyskatej blondynki na rolkach zagaduje od razu wprost: "Ty, ruchasz się?". Okazuje się później, że trafiła mu się miłość życia, a opisy tego niespodziewanego uczucia przyprawiają o wymioty. "50 twarzy Greya" było książką dla wypalonych w małżeństwie, ale napalonych w sypialni kobiet. "Toksyna" również zawiera wiele scen seksów, ale ich opisy są o wiele gorsze, prymitywne, grożą rychłą impotencją. Panowie, nie traktujcie tego jako podręcznika podrywu. Już Conan Barbarzyńca był bardziej szarmancki.
"Toksyna"
Sławomir Jastrzębowski

"I Kasia podeszła do mnie, a ja się ze śmiechu już skręcałem, a obserwował nas cały McDonald przy ulicy Wałbrzyskiej przez szybę i zaczęła się ze mną całować, a ja złapałem za dupę i tą dupą oparłem o szybę. (...) A tę jej śliczną dupę, a była w krótkiej spódniczce i stringach, rozmaśliłem na szybie, żeby publiczność tłumnie zgromadzona skonstatowała, jak bardzo w życiu mieszają się style i mieszają gatunki, jak na imprezie trunki. Co było nazbyt chyba efekciarskie, dziecinne wręcz, może tandetą jechało, kiczem takim z "Dziewięć i pół tygodnia". Lecz nie mogłem się powstrzymać."

Toksyczne cytaty
Książka przypomina strumień świadomości , a narracja jest bardzo dynamiczna. Wciąga, bo ciekawi nas, co za kolejną chorą wizję autor nam teraz przedstawi. Nie jest źle napisana, choć występują powtórzenia wyrazów nieraz w kilku zdaniach z rzędu. Po prostu epatuje pretensjonalnymi wulgaryzmami oraz patologicznymi scenami. Próżno tu szukać głębszych przemyśleń czy innych wątków, które wyjaśnią sens powstania tej powieści - no chyba, że to non-fiction. W sumie nie wiadomo, o co w niej chodzi, bo skaczemy miedzy różnymi epizodami z barwnego życia Sławcia. Bohater bierze sterydy i narkotyki (nazywa je "Proszkiem nieśmiertelności"), jednak myśli, które kołaczą mu się w głowie, porównania, metafory, kolejne zdania i historie są podawane tak bez ładu i składu, że raczej nie bierze kokainy, lecz mefedron z serwisu ogloszenia24.pl.
"Toksyna"
Sławomir Jastrzębowski

”Naprawdę ją zraniłem, tę samą kobietę, która dopiero co mówiła, śmiejąc się o ruchaniu w dupę. Naprawdę żałowałem, że zraniłem jakąś dziewczyną z jakichś blokowisk grochowskich, którą poznałem parę minut temu. Kobietę, która wkrótce wkrótce okaże się moim prywatnym kurwoaniołem. Kobietę, która wiele mnie nauczy. Kobietę, która będzie umierała na moich rękach. A ja będę krzyczał, żeby nie. Żeby nie. Żeby, kurwa, nie ważyła się umierać. I nagi, ze sterczącym chujem, będę biegał po hotelu i krzyczał. Ale to jeszcze nie teraz, jeszcze nie teraz.”

"Toksyna" to ogólnie zbiór tekstów i cytatów, które mają szokować brutalizmem i przekleństwami, ale nie niosą ze sobą nic więcej, prócz ukazaniem beznadziejności głównego bohatera. Poniżej publikuje jeden z moich ulubionych fragmentów. Zajmuje całą stronę i wizualizuję go w stylu słynnej sceny tańca naćpanej Umy Thurman w "Pulp Fiction" przy piosence "Girl You'll Be a Woman Soon". Sławciu słucha na high-endowym sprzęcie przebój The Prodigy, nuci piosenkę, chleje wódę i wciąga amfetaminę. Czysta poezja.
Jest jedna zaleta "Toksyny"
Filmy Patryka Vegi przyciągnęły przed srebrne ekrany miliony widzów, a od kilku lat kina zaliczają ciągły wzrost frekwencji, zwłaszcza jeśli chodzi o polskie filmy. Za to kontrowersyjnemu reżyserowi i innym twórcom komedii romantycznych należy się szacunek. Podobnie ma się sprawa "Toksyny", która przyczyni się do tego, że czytelnicy, normalnie stroniący od książek, przysiądą do lektury. Takie "dzieła" z pewnością są potrzebne, bo choć same w sobie reprezentują wartość zerową, to przyczyniają się do rozwoju kultury w szerszym kontekście. Paradoksalnie nie odstraszają, ale zachęcają do sięgnięcia po coś więcej.
Trwa ładowanie komentarzy...