Dramatyczna sytuacja na Ukrainie w związku z gruźlicą. Czy Polsce grozi epidemia?

W Polsce problem gruźlicy nie jest tak poważny jak na Ukrainie
W Polsce problem gruźlicy nie jest tak poważny jak na Ukrainie Fot. Tomasz Kamiński / Agencja Gazeta
Polski Zespół Humanitarny, który działa na Ukrainie w obrębie terenów konfliktu, mówi, że słowo "tragedia” nie oddaje tego, co tam się dzieje. Przynajmniej 35 tys. osób jest chorych na gruźlicę. Nieoficjalne dane mówią aż o 600 tys. chorujących na Ukrainie. To z kolei zrodziło obawy, że choroba może przenieść się do Polski, która jest ulubionych kierunkiem migracyjnym naszych wschodnich sąsiadów. O tym, czy to prawda i na ile możemy czuć się zagrożeni, rozmawiamy z Janem Bondarem, reprezentującym Główny Inspektorat Sanitarny.

Gruźlica to infekcja bakteryjna, która zwykle atakuje płuca i rozprzestrzenia się w wyniku kontaktu z zakażonymi ludźmi.

Na Ukrainie problem gruźlicy jest o wiele większy niż w Polsce. Czy migracja ludzi z tamtego kraju do Polski może stanowić dla nas zagrożenie?

W Polsce mieszkają setki tysięcy Ukraińców. Nie wpłynęło to jednak dotychczas na poziom zachorowań w naszym kraju. Jak wskazują oficjalne statystyki, brak tendencji wzrostowej. Odnosi się to też do gruźlicy, która jest oporna na leki. W Polsce poziom zachorowań na nią jest niższy niż w krajach wschodnich. Dla przykładu, na Litwie okazuje się on wyższy. Pamiętajmy bowiem, że problem gruźlicy dotyka nie tylko Ukrainy, ale i naszych pozostałych towarzyszy ze wschodu. Natomiast liczba zachorowań w Polsce jest wyższa niż np. w Niemczech czy we Francji.

Czy aby na pewno można powiedzieć o braku zagrożenia?

Cały czas przyglądamy się gruźlicy. Nie wykluczamy potencjalnego zagrożenia, które zawsze istnieje. Ono jest monitorowane, ale na tę chwilę nie ma żadnego sygnału, który mówiłby, że dzieje się coś złego. Nie widać wzrostu zachorowań spowodowanego migracjami. Trzeba też pamiętać, że znacząca część populacji Polski jest zaszczepiona. I nawet biorąc pod uwagę niską skuteczność tego szczepienia, stanowi ono pewne zabezpieczenie. Gruźlica lekooporna występuje w znacznie wyższym stopniu u naszych sąsiadów. Prątki gruźlicy, które są lekooporne, biorą się wówczas ze złego lub przerwanego leczenia. Dla naszego kraju jest zagrożeniem, że ludzie z takimi prątkami mogę do nas przyjeżdżać. Ale trzeba także pamiętać, że przyjeżdżają do nas obywatele z całego świata.

W Polsce od kilku lat poziom gruźlicy utrzymuje się na podobnym poziomie, który wynosi około siedmiu tysięcy zachorowań rocznie. Nic nie wskazuje, że istnieje większe niż zwykle zagrożenie dla naszego kraju. Mamy dwie sfery. Pierwsza odnosi się do wiedzy medycznej, a druga to tzw. fake newsy. Wiedza medyczna wskazuje, że – choć istnieje pewne zagrożenie – nie ma stanu alarmowego związanego z gruźlicą. Z kolei wszelkiego rodzaju informacje, które biją na alarm, mogą być klasycznymi niesprawdzonymi newsami.


Co w wypadku gruźlicy stanowi największe wyzwanie?

Klasyczna gruźlica jest chorobą wyleczalną. Lekarze dają sobie z nią bez problemu radę. Od kilkunastu lat mówi się jednak, że w wyniku złego leczenia czy jego przerwania, część prątków gruźlicy (bakterie, które prowadzą do zachorowania na gruźlicę – przyp. red.) staje się w pełni lub częściowa oporna na leki. Przy takiej gruźlicy leczenie jest dużo trudniejsze. To, że znajdujemy się w takim, a nie innym miejscu geograficznym, sprawia, że – przy obecnym poziomie migracji – jest to argument za utrzymaniem szczepień dzieci w pierwszej dobie życia. Jeśli liczba przypadków gruźlicy nadal spadałavy, to prawdopodobnie odeszlibyśmy od obowiązkowych szczepień zaraz po narodzinach pociechy.

A na ile dobrze sprawdza się takie szczepienie?

Szczepionka przeciwko gruźlicy ma ponad 100 lat i jej skuteczność jest ograniczona. Chroni co prawda przed ciężkimi objawami, ale generalnie działanie szczepionki jest przez niektórych oceniane dość słabo. Nasze sąsiedztwo jest argumentem za utrzymaniem szczepień. Gdyby spojrzeć na sprawę historycznie, to w Polsce od czasów II Wojny Światowej liczba przypadków gruźlicy na przestrzeni dziesięcioleci spada, a nie rośnie. Skala problemu jest jednak nieco większa niż w krajach Europy Zachodniej.

Ukraina ma kłopot związany z systemem szczepień ochronnych. Wiadomo też, że gruźlica jest w pewnym stopniu chorobą skorelowaną z poziomem życia. Powiększenie sfery ubóstwa sprzyja przypadkom zachorowań. Ponadto, człowiek, który pracuje legalnie w Polsce, przechodzi badania profilaktyczne przed przyjęciem do pracy. Jest to sito, które wyłapuje osoby chore. Co więcej, każdy, kto przebywa na terytorium Polski, podlega przepisom związanym z zabezpieczeniem przed chorobami zakaźnymi. Dlatego np. dana osoba musi poddać się leczeniu, jeżeli wykryje się u niej gruźlicę czy inną chorobę zakaźną. Podam przykład. Na Mazurach u pracowników z Ukrainy pojawiła się odra, dlatego zostali zaszczepieni. Polskie prawo jest pod tym względem bezwzględne.
Kto jest najbardziej podatny na zachorowanie?

Choć może zachorować każdy, to – patrząc statystycznie – zachorowanie na gruźlicę jest bardzo związane ze stanem zdrowia. Kiedyś gruźlicę określano chorobą biednych – i jest to ciągle aktualne. Nie jest tak, że młody, piękny i bogaty nie może zachorować, ale statystyki wskazują, że jest to choroba, która dotyka grupy, będące materialnie i zdrowotnie upośledzonymi. Jeśli ktoś ma osłabiony organizm, bo regularnie nadużywa alkoholu, a przy tym źle się odżywia i żyje w nieodpowiednich warunkach, to oczywiście wtedy jest bardziej narażony na zachorowanie niż osoba zdrowa i silna. Pamiętajmy jednak, że prątki gruźlicy tak łatwo się nie przenoszą. Nie widzę powodu, żeby bić na alarm. Różne doniesienia, sugerujące, że zniesienie wiz do strefy Schengen, spowoduje w Europie epidemię gruźlicy, nie mają uzasadnienia merytorycznego.

Chcę jednak powiedzieć, że nikt nie bagatelizuje zagrożenia. Ono istnieje, ale trzeba rozumieć skalę problemu. Póki co, w Polsce nie dzieje się nic złego.

Jak powinniśmy chronić się przed gruźlicą?

Przede wszystkim, konieczne jest szczepienie dzieci. Jest to ochrona nie tylko dla naszego dziecka, ale i poniekąd dla wszystkich, bo utrudnia krążenie chorobotwórczych bakterii. Nie ulegajmy propagandzie antyszczepionkowej, bo to jest dopiero wielkie ryzyko. Musimy również pamiętać, że trzeba o siebie dbać. Prowadźmy zdrowy styl życia – aktywny fizycznie i z odpowiednią dietą. To nam się przydaje nie tylko w zabezpieczeniu przed gruźlicą, ale i jeszcze przynajmniej kilkudziesięcioma innymi chorobami. Kluczowe są też zasady higieny. Mycie rąk po pobycie w dużym skupisku ludzi to podstawowa zasada. Jeśli byliśmy w markecie, to pierwszą rzeczą po powrocie do domu, którą powinniśmy zrobić, jest umycie rąk. Bo na pewno na naszych dłoniach są wirusy grypy, a być może także jakieś inne czynniki chorobotwórcze. Każda osoba w Polsce, która pracuje, powinna poddawać się regularnie badaniom profilaktycznym.

Czy choroba stała się w ostatnich latach groźniejsza?

Gruźlica nie stała się w ostatnich latach groźniejsza, ale jest coraz więcej przypadków gruźlicy lekoopornej, zwłaszcza za wschodnimi granicami. Dlatego mamy większy poziom zachorowań na gruźlicę, którą leczy się bardzo trudno. I to jest wyzwanie dla medycyny. Gdyby nie gruźlica oporna na stosowane leki, to mielibyśmy do czynienia z chorobą całkowicie wyleczalną. Liczba lekoopornych odmian gruźlicy wzrasta i istnieje ryzyko jej przeniesienia z zagranicy.
Trwa ładowanie komentarzy...