Dlaczego nie lubimy własnych zdjęć? Odpowiedź znajduje się w naszym mózgu

Nie lubimy własnych zdjęć?
Nie lubimy własnych zdjęć? Fot. Shutterstock
W dobie coraz lepszych aparatów i programów do obróbki zdjęć wydawać by się mogło, że każdy z nas powinien swoje fotografie lubić. Okazuje się, że nie do końca. Mnóstwo osób swoich zdjęć wręcz nie cierpi. Dlaczego? Chodzi tylko o naszą próżność?

"Usuń to zdjęcie, bo źle na nim wyglądam". Tego rodzaju stwierdzenia słyszy się bardzo często. Skąd zatem takie zjawisko? Upowszechnienie fotografii, portali społecznościowych, publikowania w nich swoich zdjęć powinno pokonać naszą "urazę".

Uncanny valley - to hipoteza w dziedzinie robotyki i animacji komputerowych wymyślona przez japońskiego uczonego Masahiro Mori. Mówi o tym, że gdy ludzkie repliki tworzone na użytek filmu, gry itp. wyglądają prawie "jak żywe", ale nie do końca, to włącza się w nas odraza. Czujemy niechęć do takiej repliki. CZYTAJ WIĘCEJ

Ciekawą teorię prezentuje Duncan Davidson, główny fotograf najważniejszych imprez TED (Technology Entertainment and Design) czyli cyklu konferencji naukowych, które popularyzują naukę.

Niedawno zrobiłem zdjęcie swojej przyjaciółce. Gdy je zobaczyła, stwierdziła, że wygląda okropnie i kazała mi je usunąć. Czemu? Źle postrzegamy samych siebie, jako fotograf spotykam się z taką reakcją bardzo często – mówi Duncan Davidson.

Zobacz też: Wyciągnij telefon, zrób zdjęcie, sprzedaj za 10 dolarów. Wszystko w kilka sekund dzięki Foap

Wszystko przez nasz mózg
Duncan Davidson przeprowadził swoje prywatne dochodzenie by wyjaśnić tę kwestię. Doszedł do wniosku, że wszystko siedzi w naszych głowach. Dodatkowo ważna jest znana w środowisku robotyki i animacji komputerowej teoria uncanny valley (osobliwej doliny).
Duncan Davidson
główny fotograf TED

To, jak postrzegamy świat wynika z naszej pamięci. To co zapamiętamy, rzutuje na nasz odbiór rzeczywistości. A jak widzimy samych siebie? Czym się kierujemy? Za pomocą lustra w naszych łazienkach. To widok zarezerwowany tylko dla naszych oczu. Odbija to, jacy jesteśmy. Gdy ktoś zrobi nam zdjęcie, nie pasuje do widoku jaki prezentuje nam lustro. Fotografia jest lepsza. Pójdę dalej i powiem, że wpadamy do "osobliwej doliny" (uncanny valley). To coś, co ludzie z Hollywood na pewno znają. Jak oglądacie "Toy Story", jest tam postać Woody. Jest "człowiekopodobny", ale nie jest zbyt ludzki. Akceptujemy go jako bohatera, jest zabawny, fajny, mówi głosem Toma Hanksa. Ale ten aktor użyczył głosu także innej postaci - gościowi z filmu "Polarny Ekspres". Ta postać jest z kolei tak bardzo przypomina człowieka, że coś w naszym mózgu ją neguje. Patrzymy na niego z większą ostrożnością niż na Woody'ego, dyskryminujemy go trochę. Nagle okazuje się, że on nie jest do końca ludzki, nie jest w porządku, dla niektórych ludzi wygląda nawet na trochę martwego. Stąd moja teoria. Widzimy zdjęcie, jest fajne, ale nie do końca, dlatego to negujemy. Moja rada brzmi następująco: gdy ktoś zrobi nam zdjęcie i nie do końca nam się podoba, a przyjaciele mówią nam, że jest fajne, zaufajmy im. Oni lepiej wiedzą jak wyglądamy niż my sami. CZYTAJ WIĘCEJ



Sweet focie
Podobnego zdania jest fotograf Kamil Stępień. – Coś w tym jest. Ludzi mają nie tyle kompleksy, co problemy z odbiorem swoich osobowości. Jesteśmy bombardowani idealnymi typami urody. Szczególnie gazety to robią. Zdjęcia tych pięknych ludzi są maksymalnie podkręcone. My się z nimi mimowolnie porównujemy - mówi w rozmowie z naTemat Kamil Stępień. Zaznacza też, że mało kto wie, jak te "idealne" zdjęcia powstają. Rozbiera się je bowiem na czynniki pierwsze, każdą partię ciała modeluje się osobno, dobiera tło. – Przez to wiele kobiet ma problem z dostrzeganiem swojej atrakcyjności.

Przekonuje też, że technologia ułatwiła fotografię, poprawia też trochę nasz "auto-odbiór" zdjęć. – Ale to i tak sprowadza się do tych narzucanych nam wzorców. Zdjęcia wykonane aparatem cyfrowym czy na kliszę nie są od siebie aż tak różne. Teraz każdy kto kupi sprzęt do 2 tys. złotych uchodzi za "fotografa" – dodaje.

Tłumaczy też, że ludzie robią sobie krzywdę podkręcając swoje zdjęcia wrzucane na Facebooka czy inne portale społecznościowe. – Często powiększamy lub pomniejszamy na swoim zdjęciu to i tamto żeby lepiej wyglądać, a wychodzi totalna amatorszczyzna. Ktoś, kto się zna na obróbce zdjęć od razu to wychwyci. W ten sposób karykaturujemy własną sylwetkę – dodaje.

Podkreśla, że można trenować odpowiedni uśmiech i pozę przed lustrem, żeby lepiej wychodzić na zdjęciach. – Jak najbardziej można ćwiczyć, ale nie robić wtedy zdjęć. Nie wpadajmy w absurdalny nurt "sweet foci" – śmieje się.

Samokrytycyzm
inferno
internauta

Nie lubię oglądać się na zdjęciach. Dzisiaj byłem u fotografa. Facet kazał mi sobie wybrać jedno z czterech zdjęć. Gdy siebie zobaczyłem to normalnie masakra. Nie lubię też się oglądać w witrynach sklepowych. CZYTAJ WIĘCEJ

Psycholog przekonuje, że hipoteza o naszej niechęci do zdjęć nie jest do końca prawdziwa. – Gdybyśmy nie lubili zdjęć, to nie robilibyśmy ich sobie. Chcemy utrwalić różne ważne dla nas chwile. Ale jesteśmy w stosunku do siebie bardzo krytyczni. A to złe ujęcie, a to krzywy uśmiech albo grubo wyszliśmy – wymienia Barbara Stawarz, psycholog. Dodaje też, że pomimo tego przy następnej okazji znów pozujemy. – Mało znam osób, które uciekają od aparatu. Ja sama nie lubię robić zdjęć, ale nie mam nic przeciwko temu, by ktoś uwieczniał mnie – twierdzi.

Przyznaje, że zdjęcie wykonane "samemu sobie" daje większą satysfakcję i bardziej się podoba. – Jesteśmy zadowoleni z wykonania zleconego sobie zadania – mówi. Zapytana, czy podobają jej się jej zdjęcia, odpowiada ze śmiechem, że te aktualne nie do końca. – Ale te sprzed kilku lat bardzo lubię. Na nich się sobie podobam – żartuje.

Przeczytaj też: "Polaroid to analogowy rarytas". Firma wraca z nowym aparatem wywołującym zdjęcia
Trwa ładowanie komentarzy...