Przez pierwsze 3 minuty była nadzieja na normalną debatę o nazizmie. Potem wszyscy poszli na całego

W Sejmie trwa debata o tym, co w swoim reportażu pokazali dziennikarze "Superwizjera" TVN. Momentami jest gorąco.
W Sejmie trwa debata o tym, co w swoim reportażu pokazali dziennikarze "Superwizjera" TVN. Momentami jest gorąco. Fot. Sławomir Kamiński/Agencja Gazeta
Po reportażu dziennikarzy "Superwizjera" TVN i kilkudniowej polityczno-medialnej burzy, przyszedł czas na sejmową debatę polityków nad tym, co działo się w lesie pod Wodzisławiem Śląskim i Radomiem. Informacje na temat działań swojego ministerstwa przekazał Joachim Brudziński. Potem zaczęła się ostra wymiana zdań między posłami Zjednoczonej Prawicy i opozycją.

Wszystko wskazuje na to, że nawet w takiej sprawie, w polskim parlamencie nie może odbyć się rzeczowa, merytoryczna i na tyle, na ile to możliwe spokojna debata. Posłanki i posłowie wysłuchali najpierw informacji rządu, którą przedstawił szef MSWiA Joachim Brudziński. Na samym początku była nadzieja na to, że będzie szansa na dane o problemie i tym, co w związku z tym robią służby za to odpowiedzialne. Niestety, obiecujący był tylko początek. Potem było gorzej.

Dobry początek...
– Trzeba być naprawdę skończonym idiotą, żeby przebierać się w mundury SS i w lesie jeść tort ze swastyką z wafelków. Policja będzie reagowała na każde takie zachowanie w przestrzeni publicznej – mówił Brudziński. Wyraził także nadzieję na ponadpartyjne porozumienie i zgodę co do wspólnego potępienia nazizmu i faszyzmu. Szef MSWiA wyraził także nadzieję na wspólne prace w parlamencie nad zmianą i zaostrzeniem prawa dotyczącego karania za propagowanie ustrojów totalitarnych.
...potem było gorzej...
I na tym dobre wieści się kończą. Tuż po tym Joachim Brudziński zaczął mówić o Niemczech, gdzie marsze nazistów odbywają się na ulicach Berlina i szkalowaniu Polski, "marginesie marginesów" jakimi są w Polsce wydarzenia o charakterze nazistowskim. – W Polsce to margines i jest to powód do dumy dla nas wszystkich. W Niemczech maszerują po ulicach Berlina. Opozycja i brukselska elita próbują wmówić nam, że mamy problem – mówił z mównicy sejmowej szef MSWiA.

Potem przeszedł do ataku na opozycję, oskarżając ją o "romans z organizacjami narodowościowymi". – Oskarżacie rząd o flirt z organizacjami narodowościowymi. Jeśli to jest flirt, to wy mieliście romans – takie oskarżenie szczególnie pod adresem Platformy Obywatelskiej padło z ust ministra. PO dostało się także za rejestrację Dumy i Nowoczesności oraz za brak działania w sprawie delegalizacji takich środowisk. Z świętowania urodzin Adolfa Hitlera, Joachim Brudziński gładko przeszedł do ataków na biura poselskie. Okazuje się, że w tym kontekście, wydarzenia ze Śląska to tylko... incydent z tortem z wafelkami. – Incydent z tortem wafelkowym to problem wizerunkowy. Tu zagrożone jest życie ludzkie – mówił. Brudziński zapewnił też o szybkim działaniu służb w sprawie ujawnionych przypadków i bezpieczeństwie jakie mogą odczuwać Polacy.
...i jeszcze gorzej
Po zakończeniu wystąpienia szefa MSWiA, rozpoczęła się debata posłów. Był to jednocześnie definitywny koniec jakiejkolwiek sensownej dyskusji. Poseł Czartoryski, który reprezentował stanowisku klubu PiS stwierdził, że to nikt inny jak jego partia jest zbudowana na odrzucenia nazizmu i faszyzmu. Hajlujący neonaziści z reportażu TVN to "kompletnie zmarginalizowani idioci, którzy musieli chować się po lasach, bo nikt nie chciał upiec im tortu i musieli ułożyć swastykę z wafelków".
Według posła Sławomira Nitrasa z PO, dzisiejsza debata powinna być o politykach, którzy "wpuszczają takich ludzi na salony". Poseł Marek Jakubiak stwierdził, że to "Niemcy powinni się wstydzić, a nie my. Potem wybuchła pyskówka między posłanką Nowoczesnej Pauliną Hennig-Kloską a Robertem Winnicki z Ruchu Narodowego i wiceministrem spraw wewnętrznych i administracji Jarosławem Zielińskim a posłami Platformy Obywatelskiej. "Debata" wciąż trwa, jednak szanse na merytoryczną dyskusję zostały pogrzebane. Jak zwykle.
Trwa ładowanie komentarzy...