Muzyka otwartych głów. Nową płytą hip-hopowcy zrywają się ze smyczy Internetu

Nowa płyta Pokahontaz, REset. Od lewej - DJ West, Rahim i Fokus. Za nimi Bartosz Kasowski. Fot. Lukasz Kaminski - LeNarth Photography
Nowa płyta Pokahontaz, REset. Od lewej - DJ West, Rahim i Fokus. Za nimi Bartosz Kasowski. Fot. Lukasz Kaminski - LeNarth Photography Legalna Kultura
Polski hip-hop to niezwykłe zjawisko. Z jednej strony miliony fanów, z drugiej słaba obecność w mainstreamie. Najpopularniejsi twórcy gatunku notują dziesiątki milionów odsłon na YouTubie, a równocześnie rap jest postrzegany jako muzyka offowa dla „blokersów”. Tymczasem polski hip-hop ma już prawie trzydzieści lat, bardzo dojrzałych twórców i fanów w różnym wieku. O hip-hopie, najnowszej płycie „Reset” i książkach rozmawiamy z Rahimem i Fokusem z „Pokahontaz”.


Legalna Kultura: Polski hip-hop to europejski fenomen. Dlaczego właśnie w Polsce tak ciekawie się rozwinął?
Wojciech Alszer (Fokus): Na pewno polski hip-hop to była reakcja na mejdżersów. Hip-hop jest buntem przeciw systemowi, dużym pieniądzom i muzyce osłuchanej, bezpiecznej. Muzyce, która była tworzona dla pieniędzy i z którą nie można się było utożsamić. Na początku polski hip-hop to był autentyczny krzyk blokowisk.

Sebastian Salbert (Rahim): Kiedy chodziłem do technikum, muzyką buntu był punk. Z nim ludzie się utożsamiali, bo artyści przeżywali te same rozterki, mieli podobne doświadczenia, mówili językiem słuchaczy. Mam wrażenie, że hip-hop zajął to miejsce, stał się muzyką buntu numer jeden. Mając 17 czy 18 lat też chcieliśmy ten bunt wyrażać przez swoją twórczość, pisać o tym, co nas wkurza, co nas cieszy, co nas chilluje. Ta muzyka też jest przyjemna w odbiorze. U nas hip-hop nie jest muzą, która mówi o drogich furach, pałacach i złotych górach. Opowiadamy o smutkach i radościach ludzi, którzy stąpają po ziemi.

Fokus: Do tego doszły możliwości, które dają komputery. Wystarczyła kartka papieru, mikrofon i komputer, by nagrać kawałek. To było już w zasięgu przeciętnego zioma z osiedla. Dziś polska scena hip-hopowa jest jedną z najciekawszych na świecie, a na pewno w Europie. Hip-hop to zresztą cała kultura, nie tylko muzyka, ale również taniec i graffiti.

LK: A jak hip-hop zmienił się od czasów kiedy zaczynaliście?
Rahim: W ogóle zmienia się z wykonawcami, z każdym nowym innowacyjnym twórcą. Na przykład Timbaland wiele wniósł do gatunku, a West Coast to wejście do hip-hopu funku i g-funku. Teraz jest kolejna ewolucja, czyli łączenie z muzyką elektroniczną i trapem.


Fokus: Polska była o tyle ciekawa, że u nas wykształciły się sceny oscylujące wokół miast – Warszawy, Katowic, Poznania, Szczecina. Z zamkniętymi oczami można było zgadnąć, skąd pochodzi dany MC. Teraz już nie ma to większego znaczenia, zmienił się świat, hip-hop też nie opowiada tyle o sprawach lokalnych.

Rahim: Dziś hip-hop bardziej definiuje styl uprawiany przez danych raperów. New school, true school, klasyczny hip-hop, trapowy hip-hop. Wszystko się wymieszało. Dziś też jest znacznie większa tolerancja wśród odbiorców, teraz nikogo nie dziwi, że twórcy chcą żyć z muzyki, którą tworzą, a jeszcze kilka lat temu było to nie do pomyślenia. Znacznie większa jest też tolerancja na różne eksperymenty i kooperacje z artystami spoza gatunku. Dziś publika tak nie odrzuca, jak kiedyś Liroya za kawałek „Scoobiedoo ya”. Po tym utworze on już nie mógł wrócić do świata hip-hopu, mimo że robił rapowe płyty, ale tego numeru mu nie wybaczono. Mimo, że pozostałe teksty były o czymś.

LK: Jakiej muzyki słuchacie poza hip-hopem?
Fokus: Ja głównie elektroniki, dubstepu, EDM-u, trapów i gatunków pokrewnych.

Rahim: Ja słuchałem przede wszystkim hip-hopu i byłem dość radykalny w tym temacie, ale zmądrzałem trochę i teraz słucham różnych gatunków. Nie słucham tylko disco polo i ciężkiej muzyki gitarowej. Sięgam po klasyków – rock’n’rolla, swing jazz, który był drogą do zrozumienia jazzu. Wszystko zależy od nastroju. Lubię odkrywać klasyków i próbuję zrozumieć ich fenomen.

Fokus: Mamy otwarte umysły i inspirujemy się różnymi gatunkami, bo w każdym z nich są wirtuozi, którzy potrafią robić rzeczy niesamowite. Często jest też tak, że podobają mi się utwory, które na YT mają zaledwie po tysiąc wyświetleń.

LK: Dlaczego w albumie „REset” postanowiliście wrócić do lat 90.?
Fokus: A widzisz, czas zatoczył koło. Każdą płytą staraliśmy się uciec od brzmień Paktofoniki, eksperymentowaliśmy. A teraz chcieliśmy się znów zbuntować i w momencie, kiedy wszyscy idą naprzód, postanowiliśmy wrócić do muzyki i brzmień, od których zaczynaliśmy. Powrót do korzeni okazał się bardzo przyjemnym doświadczeniem. Why not? Wolno nam.

LK: Internet pozwolił rozwinąć się hip-hopowi, dzięki niemu tworzyliście muzykę, ale równocześnie Internet był sposobem komunikacji tej muzyki, bo media zawsze patrzyły na gatunek podejrzliwie.
Fokus: Telewizory interesował hip-hop jako dziwaczne zjawisko, blokersi, którzy biją staruszki i kradną. A z drugiej strony media chciały wziąć hip-hop pod swoje skrzydła i stworzyć z niego własną muzykę – do promocji i zarabiania. Duże struktury i korporacje reagują na wiele spraw z dużym opóźnieniem, a my już w Internecie stworzyliśmy swój obieg, nie chcieliśmy się im podporządkować. Byli źli.

Rahim: Media są zainteresowane gorącymi tematami. Nami zainteresowali się, gdy był boom na hip-hop. Zawsze nas traktują zjawiskowo, nie chcą zrozumieć, że ten gatunek jest częścią sceny muzycznej w tym kraju, traktują nas stereotypowo.

LK: Co Was dziś w Internecie drażni?
Rahim: Dużo o tym powiedzieliśmy w numerze „Czarne lustra”, czy to nas wkurza? To tak po prostu już jest…

Fokus: To już jest nowa rzeczywistość.

Rahim: To jest czasem wkurzające, irytujące, zatrważające. Z racji tego, że jesteśmy trochę starsi, mamy więcej dystansu do Internetu, jednak macki sieci i social mediów wychodzą z każdej strony. Staramy się zdroworozsądkowo podchodzić do Internetu, stąd też tytuł płyty – „REset” czyli ucieczka, zerwanie się ze smyczy, odbicie od kompa. Wyjeżdżamy w góry, tam robimy album. Jesteśmy ze sobą i swoimi myślami. Potrafimy docenić rzeczywistość nie wirtualną, potrafimy w niej funkcjonować, a nawet przywieźć nowe kawałki. Każdy kij ma dwa końce, Internet to jest dobre narzędzie i udogodnienie, ale nie można popadać w skrajności i dać się zniewolić.

LK: Też pośpiech jest chyba negatywnym bohaterem „REsetu”?
Rahim: No tak, ale to też wynika z natłoku informacji, które pojawiają się w social mediach. Wszystko przyspieszyło, ludzie nie chcą już czytać tekstów, chcą czytać leady. Nie oglądają wywiadów, tylko shorty, zamiast filmów – filmiki. Ktoś nawet zapytał, dlaczego na naszej płycie kawałki mają około trzech minut. A po co mają być dłuższe, skoro wszystko pędzi?

LK: A czy w tym zabieganiu i natłoku informacji macie czas, żeby poczytać książki?
Fokus: Bardzo staramy się mieć czas i to trochę zależy od planu dnia. Wszyscy mamy te same 24 godziny na dobę.

Rahim: Staramy się, natomiast ja się przyznam bez bicia, że w czasie natłoku przedpremierowego, potrzebuję raczej odmóżdżenia (na przykład przy grze FIFA), ale poza takim czasem staram się czytać. Teraz czytam powoli „Przebudzenie” De Mello. Powoli, bo to książka warta przemyślenia. Na półce czeka „Mitologia nordycka”. Zainspirował mnie do niej zresztą Fokus swoim solowym kawałkiem „Niflheim”. Nie znałem wcześniej tego słowa (w mitologii nordyckiej oznacza królestwo lodu i zimna, którym rządzi bogini Hel – przyp. Legalna Kultura). Znam mitologię grecką i rzymską ze szkoły, lubię fantasy (na przykład Tolkiena, który też inspirował się tą mitologią). Pomyślałem: „znam odnogi, a nie znam źródła”, więc jestem tej książki bardzo ciekawy.

Fokus: Ja teraz kupiłem Jacka Bartosiaka „Pacyfik i Eurazja. O wojnie”. Tak trochę podchodzę do niej jak pies do jeża, bo przed chwilą skończyłem inną książkę poświęconą geopolityce. Autor mnie zaciekawił, bo w klarowny sposób tłumaczy, co się dzieje na świecie, a tego bardzo mi brakowało w natłoku informacji. Książka jest pokaźna, muszę znaleźć sobie czas, strasznie się jaram, bo długo na nią czekałem.

LK: Z badań wynika, że ponad 60% Polaków nie czyta. Co Wy na to?
Fokus: Współczujemy.

Rahim: Może niedługo od książek będą popularniejsze komiksy.

Fokus: Ja mam taką teorię, a być może powtarzam czyjąś teorię, ale kiedyś było tak, że przy rodzinnym stole dwóch wujków o coś się kłóciło – jakąś datę, wydarzenie historyczne czy słowo. Dzisiaj trudno sobie taką sytuację wyobrazić, bo wyciągasz smartfona i sprawdzasz daną rzecz w Wikipedii. Ludzie przyzwyczaili się już, że wiedzę mają na wyciągnięcie ręki. Co niestety zwalnia nas trochę z samodzielnego myślenia, a po drugie, daje poczucie bezpieczeństwa.

LK: Czy dotyka Was piractwo?
Rahim: Odpowiem na to pytanie jako artysta i wydawca. Mam wrażenie, że w ostatnich latach dziura między muzyką z legalnych i nielegalnych źródeł została trochę zasypana przez YouTube, który jest rodzajem telewizji dla młodych ludzi i różnego rodzaju serwisy streamingowe. I to przekłada się na jakieś dochody, choć nie są to jeszcze ilości, które byłyby zadowalające, ale wytwarza się u młodych kulturę korzystania z muzyki i dokładania swojej cegiełki do naszej twórczości.

LK: No właśnie, a jaki jest Wasz stosunek do serwisów streamingowych?
Rahim: Z naszą muzyką trafiamy też do trochę starszego grona, ludzi, którzy mają odtwarzacze CD w domach, samochodach, laptopach. Oni jeszcze kupują płyty. Natomiast ludzie młodzi nie mają często gdzie płyty posłuchać, dlatego portale streamingowe to sposób na dotarcie do nich.

Fokus: Dziś płyta stała się trochę przedmiotem do postawienia na półce, dlatego staramy się, by nasze albumy były również atrakcyjne wizualnie. Myślę, że tu jest klucz, pomysł na wydawanie płyt. Nośnik dziś nie jest tak istotny, bo wszystko mamy w chmurze, w kieszeni, w telefonie. Nośnik jest za to dowodem szacunku dla artysty.

Rahim: Ja korzystam z serwisów streamingowych, ale kupuję płyty ulubionych artystów i odtwarzam je w aucie do znudzenia.

LK: Gdzie zobaczymy Was na koncertach?
Fokus: Trasa koncertowa jest w budowie, wszystkiego dowiedzieć się można z naszego fanpejdża na Facebooku.

Rahim: Zaczynamy 27 stycznia koncertem we Wrocławiu. Zapraszamy.

Rozmawiał Szymon Majewski (Legalna Kultura).

Trwa ładowanie komentarzy...