Piotr Kadlčik #TYLKONATEMAT o sporze z Izraelem: Chodzi o to, żeby ludzie bali się mówić o Polakach w czasie Holokaustu

W rozmowie z naTemat.pl Piotr Kadlčik ze Związku Gmin Wyznaniowych Żydowskich komentuje konflikt Polski i Izraela o nową ustawę o IPN. Fot. Franciszek Mazur / Agencja Gazeta
Czy mówienie o współodpowiedzialności Polaków za Holokaust powinno być zakazane? Po czyjej stronie jest racja w gorącym sporze Izraela z Polską? I czy kolejny konflikt z dawnym sojusznikiem jest dla rządzących równie użyteczny politycznie, co afery z Niemcami i Francją? O wszystkie te sprawy w #TYLKONATEMAT pytamy Piotra Kadlčika ze Związku Gmin Wyznaniowych Żydowskich w RP. – Stosunki z Izraelem był dotąd na bardzo dobrym poziomie. Nie chcę więc wierzyć, że to wszystko mogło być rozmyślnym działaniem – mówi nasz rozmówca.

Po której stronie nowego polsko-izraelskiego sporu jest racja?

Piotr Kadlčik: Na początku powinniśmy zdefiniować, co to znaczy "racja". A nie jest to takie łatwe, bo ta nowelizowana ustawa o IPN dotyczy dwóch kwestii. Po pierwsze, chodzi o sprawę dość jasną, w której rządy Polski i Izraela porozumiały się już w 2016 roku, czyli o to, iż mówienie o "polskich obozach koncentracyjnych" jest bzdurą. Na porozumienie w tej sprawie wskazywała też ostatnio ambasador Anna Azari podczas obchodów 73. rocznicy wyzwolenia Auschwitz . Tu nie ma więc o co się spierać.



Problem bierze się jednak z tego, że teraz ktoś wpadł na pomysł, aby ten termin surowo penalizować. A to przede wszystkim może prowadzić do sytuacji absurdalnych, bo nie za bardzo sobie wyobrażam, jak dziennikarz z Berlina, Nowego Jorku czy Tel Awiwu miał być ścigany przez polskie organy. Pewnie pojawią się i tacy, którzy napiszą o "polskich obozach" głównie po to, by móc potem stworzyć historię o wiele ciekawszą. O tym, jak Polska ścigała zachodniego dziennikarza...
To tak, jakby Izrael chciał penalizować na przykład pisanie o "okupowanych terytoriach palestyńskich", bo przecież ani one takie palestyńskie, ani okupowane. Jednak – niezależnie od poziomu pomysłów w Knesecie – nikomu nie przyszedł tam do głowy taki pomysł, bo on jest bez sensu. Ważniejsza zdaje się jednak druga kwestia, związana z penalizowaniem opinii o działaniach narodu polskiego.

No właśnie, nowa ustawa o IPN zakazuje nawet "przypisywania narodowi polskiemu współodpowiedzialności za zbrodnie popełnione przez III Rzeszę Niemiecką lub inne zbrodnie przeciwko ludzkości, pokojowi i zbrodnie wojenne".

Tak, z pewnością to jest ta sprawa, która w Izraelu wzbudza największe kontrowersje. Bo co treść tego przepisu oznacza? Czy jeśli Daniel Passent powiedział, że Polacy wydali jego rodziców hitlerowcom, to już jest przypisywanie narodowi polskiemu współodpowiedzialności za zbrodnie III Rzeszy...?

Jeśli literalnie czytać tę nową ustawę, to chyba tak...

Jeśli to prawo wejdzie w życie, każdą taką wypowiedzią będą musiały zajmować się prokuratura i sądy. A co, jeżeli Centrum Badań nad Zagładą Żydów napisze o udziale polskiej przedwojennej policji, a nawet straży pożarnej w obławach na Żydów? Za napisanie tej prawdy historycznej również będą musieli stanąć przed wymiarem sprawiedliwości, który będzie sprawdzał, czy współodpowiedzialność za zbrodnie przypisano poszczególnym osobom, czy jednak narodowi?

Izraelczycy zareagowali tak ostro, bo problem z tą drugą częścią kontrowersyjnego przepisu polega na tym, iż jej interpretacja może być bardzo szeroka i elastyczna. Czyli mówiąc wprost, będzie nią można zagrozić każdemu. Choć raczej nie tym piszącym o "polskich obozach" dziennikarzach z Zachodu.
To prawo o wiele łatwiej pozwala zabrać się za tych, którzy działają w Polsce. Za edukatorów społecznych, nauczycieli i naukowców, którzy mają odwagę trudny temat Holokaustu poruszać. I nawet nie chodzi o to, że ktoś pójdzie siedzieć na te trzy lata, bo pewnie tak surowych wyroków nie będzie. Takie prawo sprawi po prostu, iż ludzie będą bali się, że za mówienie pewnych rzeczy grozi im stanięcie przed prokuraturą, sądem i wszystkie wynikające z tego problemy z prawem.

W Izraelu niektórzy mówią dziś, że to wszystko ma służyć ustawowemu wybieleniu historii Polski. Pan też odnosi takie wrażenie?

Oględnie mówiąc, sprawy stosunków polsko-żydowskich mamy nad Wisłą wciąż nieprzepracowane. Myśmy się tym nigdy dobrze nie zajęli. W Polsce staraliśmy się raczej wszelkie dyskusje na ten temat ucinać...

Konflikty z Niemcami i Francuzami przez rządzących były rozniecane w ewidentnie rozmyślny sposób. Czy tak samo jest z tą sprawą? Czy konflikt z Izraelem też może być użyteczny politycznie, czy to po prostu jednak wielka wpadka?

Chcę wierzyć, że w tej sprawie po prostu nie było żadnych konsultacji. A przecież powinny zostać zorganizowane, bo sprawa dotyczy naszej wspólnej i trudnej historii. Mam też nadzieję, że pomysł, by tę ustawę procedować w Sejmie tuż przed Dniem Zagłady był "wypadkiem przy pracy". Jednak – czego by nie powiedzieć o obecnej sytuacji politycznej – stosunki z Izraelem był dotąd na bardzo dobrym poziomie. Nie chcę więc wierzyć, że to wszystko mogło być rozmyślnym działaniem.
Kolejny raz, gdy mówimy o sprawach polsko-żydowskich, dyskusja jest zdominowana przez przeszłość. A co z teraźniejszością? Jak dziś żyje się Żydom w Polsce?

Porównując to, jak żyje się aktualnie Żydom we Francji i jak żyje się niektórym Żydom w Niemczech, odnoszę wrażenie, iż mimo wszystko my w Polsce jesteśmy w dużo lepszej sytuacji.
POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...