Bezdomni z Warszawy o samochodach dla Rydzyka. "To on powinien rozdawać nam rzeczy, a nie my jemu"

Bezdomny Andrzej, ale wszyscy nazywają go Angelo Fot. Piotr Burakowski / naTemat
Czy bezdomny może nie tylko mieć, ale i oddać za darmo dwa samochody? Owszem. Tak przynajmniej stwierdził ojciec Tadeusz Rydzyk. Odgrzebane nagranie stało się hitem internetu. No to poszliśmy na warszawskie ulice, by spytać tutejszych bezdomnych, jak ta karkołomna deklaracja wygląda z ich punktu widzenia. Śmiechom i wulgaryzmom nie było końca.

Długo szukać nie trzeba było. Dostrzegam w centrum pierwszego bezdomnego z siatką w jednej ręce i kijem w drugiej. Chodzi ze spuszczoną głową od jednego kosza do drugiego. Wyciąga kijem puszkę, rozgniata ją pod butem i chowa do torby. Przerywam mu na chwilę jego codzienną rutynę i pytam, co sądzi na temat rzekomego "prezentu od pana Stanisława". – Dla mnie to, co powiedział Rydzyk, jest bajerem – odpowiada. – Jak to bezdomny ma dwa samochody? Ja jestem człowiekiem bezdomnym. To ja bym dał księdzu samochód? – odpowiada, nie kryjąc irytacji.

Wyjaśniam, że wielu wierzy założycielowi Telewizji Trwam, który nakłania do wspierania swojej fundacji czy Radia Maryja, a pan Stefan podobno wygrał pieniądze w Lotto. – Ja mu nie wierzę, bo dla mnie to jest stary oszust – kwituje. Proponuję coś do jedzenia, ale niczego nie chce. Pytam go jeszcze tylko o imię, ale wymiguje się i znika mi sprzed oczu, wchodząc do przejścia podziemnego.

Idę dalej i trafiam na Chmielną. Ulica kojarzy mi się z ulicznym sprzedawcą książek, lamentującym, że Empik zniszczył rynek księgarski, i naganiaczkami z klubu ze striptizem. Dziewczyny o mało nie połamią sobie szpilek, goniąc za samotnymi mężczyznami. Ale o dziesiątej rano nie napotykam żadnej z nich. Dostrzegam za to kolejnego bezdomnego. Nosi czarną rozpiętą kurtkę, a pod spodem ma drugą – odblaskową marki Rebook. Zagląda do kosza w poszukiwaniu puszek. Wtedy do niego podchodzę.


Na schronisko
Przedstawia się jako Andrzej. Od innego bezdomnego dowiaduję się jednak, że wszyscy nazywają go Angelo. Mówi trochę niewyraźnie i niezbyt składnie, ale udaje mi się wyciągnąć od niego kilka zdań. Nie jest pijany, w przeciwieństwie do paru innych bezdomnych, których dziś widziałem. Jeden zataczał się, jakby dopiero co wrócił z suto zakrapianego wesela.
Angelo, zapytany o pana Stefana, podaje przykład innego "obrotnego" księdza. – Ja słyszałem, że młode kobiety dały kiedyś jakiemuś księdzu pieniądze. Co z tymi pieniędzmi zrobił i skąd były? Nie wiadomo. Sprawą zainteresowała się policja – rzuca. Dodaje, że nie rozumie, dlaczego Rydzyk przyjął samochody od kogokolwiek i rusza przed siebie.

Podążając za Angelo, pytam, co sądzi o postawie samego bezdomnego, bo zawsze istnieje szansa, że historia założyciela Telewizji Trwam jest prawdziwa. – Bezdomny powinien oddać samochody potrzebującym, a nie księdzu. On i tak ma pieniądze – przekonuje, poprawiając cyklistówkę. – Ale bezdomny sam z własnej nieprzymuszonej woli oddał auta. Nie można powiedzieć, że został wykorzystany. Powinien oddać je schronisku, a nie bogatemu księdzu – odrzeka.

Moją uwagę zwraca pewien człowiek. Mężczyzna około trzydziestki-czterdziestki. Siedzi przy wejściu do podziemia i rozmawia z ulotkarzem. Trudno powiedzieć, czy rzeczywiście jest bezdomnym. W miarę schludne ubranie, czyste paznokcie. Rozmawia o swoim synu. Po paru chwilach zbieram się na odwagę i delikatnie pytam, czy nie ma dachu nad głową. Okazuje się, że jest bezdomnym pół na pół – załatwił sobie nocleg do lutego. Co będzie potem, nie wiadomo. Nieraz wylądował już na ulicy.

"Ja bym mu zabrał samochody"
Szybko przechodzimy do rzeczy. Pytam o ojca Rydzyka i jego dwa samochody od bezdomnego. – Ja bym mu zabrał dwa samochody, a nie mu je dawał. Jak jemu? On ma wszystko. To on powinien rozdawać rzeczy bezdomnym, a nie bezdomni jemu – punktuje. – Ja siedzę na schodach, mam zakrzepicę żył głębokich, trzy dziury w nogach – przekonuje i podwija nogawkę spodni, dając do zrozumienia, że gdyby stać go było chociaż na jedno auto, to by w takim stanie nie siedział.
Jego los widocznie kontrastuje z pełnym luksusu życiem duchownego. – Siedzę w tym miejscu już od prawie trzech lat i ludzie nie są chętni do pomagania. Naprawdę. Zdarza się, że ktoś pomoże, ale ostatnio jest tragedia. I Rydzykowi dać jeszcze samochody? Ma wszystko. Willę z kamerami. Wszystko. A ja nie mam nieraz na leki. Muszę prosić ludzi, żeby wykupili mi receptę. To jest dla mnie chore – mówi, nie kryjąc emocji.

A co sądzi o "zaskakującym zachowaniu bezdomnego"? – Był to miły gest z jego strony, ale byłoby lepiej, gdyby pomógł bezdomnym. Ja dostaję na przykład nieraz dwa kubełki KFC i rozdaję je innym bezdomnym, bo wiem, że sam tego nie zjem. Daję tym, którzy potrzebują. A znam takich, bo kręcę się w centrum. Tutaj zna mnie bardzo dużo ludzi. Ulotkarze to mnie wszyscy prawie znają – opowiada.

Na koniec zostawiam mu bułkę "na później", bo teraz nie chce. Rozmawiamy jeszcze chwilę i żartujemy, że jak się kiedyś odkuje, w zamian odda mi dwa samochody. Albo chociaż jeden.
Trwa ładowanie komentarzy...