Na uniwersytecie medycznym we Wrocławiu kontrolują obcokrajowców. Sprawdzają, czy ktoś nie robi bomby

Na Uniwersytecie Medycznym we Wrocławiu władze uczelni nakazały ścisłą kontrolę tego, co w laboratoriach robią studenci obcokrajowcy.
Na Uniwersytecie Medycznym we Wrocławiu władze uczelni nakazały ścisłą kontrolę tego, co w laboratoriach robią studenci obcokrajowcy. Fot. Wojciech Nakeda Trepka / Agencja Gazeta
Polska krajem tolerancyjnym i otwartym? Tak, ale pod warunkiem, że rzecz nie dotyczy obcokrajowców. A już z pewnością tych z krajów arabskich i z Nigerii. Na Uniwersytecie Medycznym we Wrocławiu mają zakaz przebywania samodzielnie w pomieszczeniach laboratorium. Chodzi o to, żeby nie wynosili materiałów pomocnych przy produkcji bomb.

Zapobiegliwość, dmuchanie na zimno, czy może wstyd na całe miasto i okolice? Trudno ocenić, co stało za tą decyzją władz uczelni medycznej we Wrocławiu, ale już jest o niej głośno. Chodzi o zakaz przebywania samych studentów w laboratorium, prowadzenie ścisłej kontroli potencjalnie niebezpiecznych odczynników i kontrolowanie studentów. Wszystkich? Nie, tylko tych anglojęzycznych, zagranicznych. Nowe zarządzenie dotyczy przede wszystkim Nigeryjczyków i studentów z krajów arabskich.
Przepis budzi różne emocje, od wściekłości po rozbawienie. Rzecznik uczelni w rozmowie z TVN24 tłumaczy, że za wydaniem zarządzenia stoją obserwacje tego, jak eskaluje przemoc w Polsce i na świecie, a władze uczelni odpowiedzialne są za swoich studentów. Czy to znaczy, że w każdym z żaków należy upatrywać terrorysty? Ktoś najwyraźniej uznał, że tak.

Jednocześnie zapewnia, że choć sam przepis jest słuszny i procedury bezpieczeństwa w przyszłości być może zostaną jeszcze bardziej zaostrzone, to dotyczyć mają wszystkich studentów, a nie tylko zagranicznych. Zdaniem rzecznik uwaga o Nigeryjczykach i studentach pochodzących z krajów arabskich była nie na miejscu i zostaną oficjalnie przeproszeni.

źródło: TVN24
Trwa ładowanie komentarzy...