Trudno uwierzyć, o co pytają nauczyciele na Facebooku. Nie potrafią rozwiązać zadań dla dzieci

Problemy, jakie czasami mają nauczyciele wczesnoszkolni, mogą niektórych co najmniej zaskoczyć.
Problemy, jakie czasami mają nauczyciele wczesnoszkolni, mogą niektórych co najmniej zaskoczyć. Fot. Jakub Orzechowski / Agencja Gazeta
Pamiętacie ten czas, kiedy nauczyciel był nieomylny? Kiedy mieliście po osiem, dziewięć lat, nauczyciel był człowiekiem instytucją. Uczył wszystkiego – od matematyki przez wychowanie fizyczne po język polski, a dla młodego człowieka był drogowskazem. Po latach spojrzenie jest inne. Każdy dorosły wie, że nauczyciel to też człowiek i zdarzają mu się błędy. W naTemat dotarliśmy jednak do grupy skupiającej nauczycieli wczesnoszkolnych – i nawet sobie nie wyobrażacie, jakie zadania czasami sprawiają im trudność.

Moja nauczycielka wczesnoszkolna to był ktoś. Doskonale pamiętam, jaka była dla mnie ważna. Uważałam, że jest najmądrzejszą osobą na ziemi. Bo jak można było myśleć inaczej o kimś, kto znał odpowiedź na każde zadanie, niezależnie od tego, czy to była matematyka czy język polski? Albo oceniała moje malunki na plastyce? Tylko "pani od religii" była inna.

Z wiekiem pogląd się zmienia. Nagle sama dorosłam do wieku, w którym – choć moja kariera zawodowa potoczyła się w innym kierunku – sama mogłabym już być nauczycielką, gdybym chciała, bo mam odpowiednie wykształcenie, ale bez specjalizacji. Wiem, jakie popełniam błędy w pracy. Wiem, że popełniają je moi znajomi. I wiem, że popełniają je też nauczyciele, bo są tylko ludźmi. Choć kiedyś w moim odczuciu byli nieomylni.

Nie tego oczekujecie po nauczycielach
Sprawa wróciła w krąg moich zainteresowań niedawno, kiedy w redakcji udało nam się przejrzeć posty w jednej z facebookowych grup poświęconych nauczaniu wczesnoszkolnemu. Grupa jest zamknięta – aby się do niej dostać, trzeba zostać zweryfikowanym, czyli udowodnić, gdzie się pracuje.


Nam udało się przejrzeć tę grupę – i po lekturze niektórych postów włos jeży się na głowie. Bo generalnie grupa – tak jak wiele innych grup na Facebooku poświęconych konkretnym profesjom czy zainteresowaniom – służy do wymiany poglądów, myśli. Pytania są najróżniejsze. Jedni pytają, czy ktoś może podzielić się wzorem sprawdziany z jakiegoś przedmiotu albo czy ktoś ma gotowy scenariusz np. na akademię z okazji dnia babci. Słowem – codzienna rutyna.

Ale niektóre pytania po prostu są rozbrajające. Nie tego byście się spodziewali po ludziach, którzy rozpoczną kształcenie waszych dzieci.

Ile dni Ania była w uzdrowisku?
Jak się okazuje, to naprawdę trudne pytanie. Jedna z nauczycielek zapytała koleżanki po fachu, ile dni niejaka Ania spędziła w uzdrowisku. Cała zadanie na poniższym zdjęciu:
Sprawdźmy to. Ania była w uzdrowisku od 9 stycznia do 22 stycznia. Jak (chyba) łatwo policzyć, spędziła w nim 13 dni. Skoro przyjechała dziewiątego, to 10 stycznia zakończył się pierwszy dzień pobytu. I tak rozumując łatwo doliczyć się dokładnie 13 dni. A teraz zobaczcie odpowiedzi nauczycielek:
14 dni – tak bez wahania odpowiedziały trzy z nich. Wtedy znowu odezwała się autorka pierwotnego posta. "Też tak uważam. Natomiast w przewodniku jest napisane, że 13 i stąd moja wątpliwość. Myślałam, że ja coś robię nie tak" – skomentowała. Ale po chwili okazało się, że rzeczywiście robiła nie tak. Kolejni nauczyciele dobitnie wytłumaczyli jej, że jednak 13.

Niektórzy jednak nie odpuścili. Dowodzili, że zadanie jest źle skonstruowane. "Ale ja też na początku bym wpisała 14 dni – wliczając 9 stycznia, skoro jest napisane 'włącznie'" – stwierdziła kolejna nauczycielka. W końcu następna wyjaśniła: "13 dni, bo dziewiątego nie minął jeszcze ani jeden dzień, więc go nie liczymy. Pierwszy dzień minął dopiero po upływie pewnego czasu (doby), czyli dziesiątego".

Jasne? No nie – bo odpowiedzi "14" dalej się pojawiały.
Ile było śniegu na górze
Zadanie dla narciarzy albo dla... dzieci z trzeciej klasy podstawówki. Znalazła się jednak nauczycielka, która miała z tym potężny problem. "Dziewczyny ktoś pomoże bo nie (pisownia oryginalna – red.) jestem pewna odpowiedzi?" – zaapelowała jedna z członkiń grupy. Abstrahując od fatalnej interpunkcji i znaku zapytania na końcu zdania oznajmującego.
Teoretycznie łatwizna. Nie trzeba nawet robić równania z "iksem". Do 82 cm z górnego wyciągu trzeba dodać 10 cm, śniegu, a następnie odjąć 35 cm. Wtedy mamy wynik z dolnej stacji. A potem wystarczy odjąć i mamy wynik. Na szczęście tym razem komentującym liczenie poszło łatwiej niż twórczyni posta.
Kolejni użytkownicy grupy podawali dobrą odpowiedź, niektórzy nawet pokazywali swój sposób rozwiązania zadania. Z drugiej strony znowu się znalazł ktoś, kto się przyznał, że się "zaciął" przy tym wyzwaniu. Spytałam paru redakcyjnych kolegów. Tutaj poprawne rozwiązanie też nie było oczywistością.

"Najpierw dodawanie, potem odejmowanie"
Absolutna perełka. Jedna z nauczycielek wrzuciła na grupę... mema. Z podobno dość podchwytliwym równaniem, co nie zmienia faktu, że to zadanie dla ucznia z podstawówki. "Obliczycie? A jak wasi uczniowie?" – zapytała nauczycielka.
I jest szansa, że uczniowie poradziliby sobie z tym zadaniem lepiej niż niektórzy nauczyciele. Z początku wszyscy radzili sobie dobrze. Wiadomo, najpierw dzielimy. 3 podzielone przez ułamek 1/3 daje 9. A potem już łatwo. 9 – 9 + 1 = 1. Łatwizna. I takie odpowiedzi pojawiały się. 1, 1, 1, 1… Ktoś nawet zapytał, gdzie tu haczyk. "Przypuszczam, że nie wszyscy pamiętają o kolejności wykonywania działań" – wytłumaczyła nauczycielka.
I rzeczywiście, była tu jakaś trudność, bo po chwili zaczęły się cuda. Członkowie grupy pokłócili się o... kolejność wykonywania działań. Przypomnijmy: mówimy o grupie dla nauczycieli wczesnoszkolnych. Jednej z nauczycielek wyszło bowiem, że prawidłowy wynik to minus jeden. Dlaczego? Bo najpierw się dodaje, a potem odejmuje (!). Po wykonaniu mnożenia zostało jej równanie 9 – 9 + 1 (z tego zrobiła 9 – 10 = –1) Dodała, a potem odjęła i zrobiło się minus jeden. Jedna z nauczycielek zareagowała od razu. "Od kiedy, to są podstawy matematyki" – napisała.
Swojego zaskoczenia nie ukrywała także inna komentująca. Bo kiedy ktoś zapytał, jaka jest w końcu prawidłowa odpowiedź, nie wytrzymała i wypaliła: "Taka jaką wszyscy tu podają. Brawo, nauczyciele! Nie do wiary, ale widziałam już wyniki -1, 9… Wśród całkiem dobrze wykształconych osób. Zapomnieli, czego byli nauczeni?"
Może i zapomnieli. Bo dalej czytelnicy są świadkami dyskusji z gatunku "tego nie da się odzobaczyć". "Nie rozumiem, dlaczego najpierw odejmujecie, a nie dodajecie" – napisała internautka, prawdopobnie nauczycielka. "Kolejność wykonywania działań!" – poirytowała się inna członkini grupy.

"A możesz mi wytłumaczyć, czemu to są równorzędne" – padło dalej. "Proszę wybacz, ale to są podstawy" – usłyszała w odpowiedzi. I na koniec absolutny hit: "No bez przesady – nie każdy musi to wiedzieć – zwracam się jak człowiek do człowieka a nie prymusa". Oby to był tylko bardzo zaawansowany trolling…
A taka była pewna siebie...
Kolejna perełka. Nauczycielka zadała proste pytanie: ile jest 10 – 10 x 10 + 10. Szybkie obliczenia: 10 x 10 = 100, 10 – 100 + 10 daje nam z kolei –80. Proste jak konstrukcja cepa.
I taka też padła szybko odpowiedź. Ale po chwili pojawiła się obruszona internautka, która bardzo chciała udowodnić, że wie lepiej.
No, to udowodniła… Żeby było zabawniej, zarzuciła innym dokładnie to, czym się nie popisała. "Sporo osób pisze tu o kolejności wykonywania działań i nawet poprawnie ją wymienia, chociaż jej nie stosuje. Jak już było wspomniane kolejność działań to mnożenie, dzielenie, dodawanie i odejmowanie" – stwierdziła. I w myśl tej zasady policzyła, że wychodzi 100. "Nic prostszego" – podsumowała na pewniaka.

Rezolutna nauczycielka oczywiście popełniła gigantyczny błąd. Dodawanie i odejmowanie traktuje się równorzędnie i wykonuje się od lewej do prawej. Dlatego wychodzi minus 80. Tylko dlaczego to trzeba tłumaczyć osobie, która uczy dzieci? Jak zauważyła ironicznie kolejna nauczycielka, "skoro tak nie jest, to ja nie wiem jakim cudem skończyłam liceum".

Kolejność wykonywania działań

Ogólną wytyczną jest to, że gdy nie ma nawiasów lub wewnątrz nawiasów w których nie ma już nawiasów, to działania wykonuje się w kolejności:

potęgowanie wraz z pierwiastkowaniem,
mnożenie wraz z dzieleniem,
dodawanie wraz z odejmowaniem.

(...)

Dodawanie i odejmowanie traktuje się równorzędnie i wykonuje się od lewej do prawej. Czytaj więcej

Polska język trudna
Ale oczywiście nie samą matematyką człowiek żyje. Ważna jest też nasza ojczysta wymowa, a krzewienie pięknej polszczyzny to ważne zadanie każdego nauczyciela. Nie tylko w mowie, ale i w piśmie, dodajmy. W rzeczonej grupie oczywiście nie brakuje wpadek. Źle postawionych przecinków – a mówię to z pozycji polonistki z wykształcenia – czy drobnych braków typu "ę", "ą". Ale to wszystko można zrzucić na internet, choć z badań wynika, że dzieci właśnie przez to, jak piszą w sieci, później przenoszą swoje błędy do klasówek, wypracowań i dyktand.

Gorzej, jeśli trafiają się naprawdę poważne błędy. A najgorzej, kiedy próbujemy kogoś pouczać, a sami sadzimy nieprawdopodobne byki.
Zachowajmy pisownię oryginalną. "Bardzo was przepraszam za ten offtopic ale gorąco proszę koleżanki o staranną pisownię. Ten zawód do czegoś zobowiązuje. Dlatego apeluję: nie wiesz jakie 'ó' czy 'ż' to lepiej nie pisz w ogóle" – stwierdziła wyraźnie oburzona nauczycielka. Ale po chwili robi coś, za co będzie niemiłosiernie besztana przez inne nauczycielki. "I proszę nie zasłaniać się pisaniem na telefonie czy dyslekcją (!!!!!). Sądzę, że wszyscy jesteśmy w tym gronie dorośli i takie tłumaczenia rodem z podstawówki, obraża naszą inteligencję" – dodała.

Na reakcję długo nie trzeba było czekać. "Pani zapomniała o przecinku", "A nawet czterech", "Pani Marto, błagam, DYSLEKSJA". "Czyżby Pani Marta pisała na telefonie?", "O błędy gramatyczne też zadbajmy" – posypały się komentarze.
Nauczycielka potwierdza: jest problem
– Wielokrotnie widziałam, nad czym zastanawiają się moje koleżanki przy różnych zadaniach, albo jak one tworzą je dla dzieci. Naprawdę widać ich braki w edukacji – mówi w rozmowie z naTemat Ewa, nauczycielka wczesnoszkolna z kilkuletnim stażem i dodaje: – Nie raz było wstyd za innych. Byłam skrępowana tłumacząc coś swojej koleżance-nauczycielce. Dosłownie "dlaczego w tym zadaniu jest tak, a nie inaczej". Mam wrażenie, że nauczycielom edukacji wczesnoszkolnej brakuje elementarnej wiedzy z podstaw języka polskiego, matematyki, wiedzy ogólnej. Po prostu brakuje wiedzy o świecie.

W ocenie naszej rozmówczyni problem stanowi przede wszystkim system, który skupia się na kształceniu nauczycieli od strony dydaktycznej i metodycznej. Ich wiedza w ciągu studiów nie jest w żaden sposób weryfikowana. – Jestem po UW i wprawdzie są przedmioty takie jak metodyka nauczania języka polskiego czy metodyka nauczania matematyki, ale nie ma czegoś takiego jak podstawy języka polskiego czy matematyki. Zakłada się, że ta wiedza jest na tak elementarnym poziomie, że nauczyciel ją posiada. I teraz wystarczy go tylko "nauczyć, jak uczyć". A nie zawsze tak jest – podkreśla Ewa.
Ewa

Nauczyciele często mają problemy z prostymi zadaniami, nie mówiąc już o zadaniach konkursowych. Mi byłoby wstyd. Z ortografią można sobie poradzić szybko choćby dzięki internetowi. Gorzej jest z matematyką. Mam wrażenie, że 90 proc. Nauczycieli nie rozumie, co to jest system dziesiątkowy. A to absolutna podstawa.

Ona sama podkreśla również, że także ma braki. – Uczę dzieci muzyki, a przez całe studia nikt ani razu nie sprawdził, czy ja w ogóle mam słuch muzyczny – zauważa.

Śliwki "węgielki"
Ewa podkreśla także, że sama wielokrotnie była świadkiem sytuacji, w której nauczyciel wczesnoszkolny zwyczajnie źle uczył dzieci. – Obserwowałam lekcję koleżanki, która mówiła o śliwkach węgielkach. I tłumaczyła, że dlatego są ciemne. Bo węgielki. A potem dzieci idą w świat i głoszą takie prawdy – wspomina nasza rozmówczyni.

Oczywiście takich krępujących sytuacji było więcej. – Nie raz wchodziłam do klasy na zastępstwo i widziałam temat lekcji zapisany z błędem ortograficznym. A inna koleżanka kiedyś tłumaczyła dzieciom, że przyjdzie pani dyrektor na hospitalizację. A przychodzi na hospitację, bo przecież hospitalizacja jest w szpitalu – podkreśla.

I na koniec coś dla uczniów. Nie tylko wy czytacie popularne "bryki".
Trwa ładowanie komentarzy...