Chaos w grupach rekonstruktorów historycznych. Boją się, że władze będą ich brały za neonazistów

Rekonstruktorzy historyczni mają w szafie zwykle kilka mundurów, najczęściej niemieckie, polskie, radzieckie lub amerykańskie.
Rekonstruktorzy historyczni mają w szafie zwykle kilka mundurów, najczęściej niemieckie, polskie, radzieckie lub amerykańskie. Wojciech Olkuśnik / Agencja Gazeta
Władze oficjalnie ścigają neonazistów. Choć na każdym kroku politycy PiS podkreślają, że to margines marginesu, to jednak telewizyjny materiał o neonazistach sławiących Hitlera i czczących rocznicę jego urodzin zrobił wrażenie także na rządzącej partii, która od paru lat flirtowała ze środowiskami skrajnej prawicy. Tymczasem blady strach padł na członków grup rekonstrukcyjnych, którzy boją się, że hobby ściągnie im na głowy policję i prokuratora.

Oficjalnie członkiem grupy historycznej może zostać każdy. Wystarczy zdecydować się na konkretny okres historyczny, stronę konfliktu i znaleźć grupę, której członkowie odtwarzają realia wybranej przez nas formacji i epoki. Potem to juz z górki, trzeba złożyć deklarację, wydać worek pieniędzy na mundur, wyposażenie i replikę broni, przeczytać pół biblioteki książek historycznych i gotowe – raz na jakiś czas można się wcielić w wojownika, budząc strach pośród "wrogów" i entuzjazm wśród zgromadzonej publiczności na pokazie.

– Większość profesjonalnych grup wprowadza jeszcze cenzus wieku i przyjmuje wyłącznie osoby pełnoletnie. Wynika to z faktu, że na pokazach jest często pirotechnika i pojazdy. Kto będzie odpowiadał, jak takiemu młodziakowi czołg zmiażdży nogę czy petarda urwie rękę? – tłumaczy nasz rozmówca, Ajzeman. To nie nazwisko tylko pseudonim, którym posługuje się na jednym z forów dyskusyjnych poświęconych rekonstrukcjom. Znamienne jest to, ze rekonstruktorzy z którymi rozmawiamy nie chcą podawać prawdziwych nazwisk. Z dwóch powodów.
Pierwszy wydaje się oczywisty: wielu z nich posiada w szafie mundur niemieckiego żołnierza z okresu drugiej wojny światowej i podawanie personaliów wydaje się niepotrzebnym wystawianiem na strzał. Ostracyzm w pracy to tylko początek problemów, jaki może ich spotkać. – Nie chcę, żeby moje nazwisko pojawiało się przy temacie o naziolach. Ktoś potem coś źle skojarzy i problem gotowy – tłumaczy Ajzeman. Z samego hobby jest jednak dumny. – To połączenie militariów, które lubię i aktorstwa, a wszystko oparte na moim zamiłowaniu do historii.

Poruszenie w środowisku
Materiał "Superwizjera" o neonazistach wywołał spore poruszenie w kręgu rekonstruktorów. Wielu z nich zastanawia się wręcz, czy nie zejść do podziemia. Nie chcą rozmawiać z prasą, wręcz ostrzegają się przed dziennikarzami wietrząc podstęp i pogoń za sensacją. Znalezienie tych, którzy mają w szafie niemiecki mundur i chcieli się wypowiedzieć nie było łatwe. – W tym środowisku są dwa typy ludzkie – tłumaczy jeden z naszych rozmówców. Ci, co nie wystąpili w "Superwizjerze" tylko dlatego, że mieli za daleko i ci, którym było nie po drodze. Problem w tym, że teraz większość z nich zostanie pewnie wrzucona do jednego worka.


– Większość z rekonstruktorów ze stażem dłuższym niż 5-10 lat ma w szafie mundury różnych armii. Zrobisz tak zwaną sylwetkę Wehrmacht 1939, to robisz Wehrmacht 1944. Potem chcesz czegoś nowego i robisz sowieta. Później zamarzy ci się oficer Wojska Polskiego z 1939 – opowiada Ajzeman o nieustającej pogoni za czymś nowym. On sam też ma w szafie kilka mundurów. – Munduru SS w szafie nie posiadam. Nie mam nic przeciwko temu, jeśli ktoś odtwarza takie jednostki, ale nie wyobrażam sobie pasjonować się ideologią lub mieć znajomych zaczadzonych nazizmem – zaznacza bardzo wyraźnie.

Art. 256 § 3 Kodeksu Karnego
Nie popełnia przestępstwa sprawca czynu zabronionego określonego w § 2, jeżeli dopuścił się tego czynu w ramach działalności artystycznej, edukacyjnej, kolekcjonerskiej lub naukowej.

W "poważnych" grupach rekonstrukcyjnych proces weryfikacji nowego członka nie ogranicza się wyłącznie do podsunięcia pod nos deklaracji członkowskiej. – U nas nikt się nie modli do obrazu Hitlera. Jak ktoś dla żartu wykonuje salut hitlerowski to najpierw dostanie srogi opieprz, a potem wylatuje – twierdzi Ajzeman. Nasz rozmówca opowiada o tym, jak nowy członek dostaje do przeczytania listę lektur. Chodzi o to, żeby nie tylko wiedzieć, jak wyglądała sprzączka do pasa, ale też znać historię odtwarzanej jednostki i czasów, w których przyszło jej walczyć. – Każdego nowego członka obowiązuje roczny staż rekruta. Paru osobom podziękowaliśmy, nie nadawały się.

Bo nie ważne, czy ktoś wciela się w dzielnego żołnierza Armii Czerwonej, znienawidzonego żołnierza Wehrmachtu czy dajmy na to towarzysza pancernego z okresu powstań Chmielnickiego, znajomość historii to podstawa. – U nas nie ma takich, co by negowali Holokaust. To są normalni ludzie zafascynowani historią. Mają rodziny, pracę i pasję, której poświęcają wiele czasu i pieniędzy – twierdzi nasz rozmówca. Są wśród nich lekarze, prawnicy i policjanci. Prawdziwy rekonstruktor opowie o ruchach wojsk pod Kurskiem i o splocie tkaniny, o tym czy dratwa ładownic jest bielona czy naturalnego koloru. Może godzinami rozprawiać na temat kształtu gwoździ do butów. – Wiele rzeczy sami robimy, paru kaletników na tym hobby wyrosło, jeszcze więcej krawców czy ślusarzy – tłumaczy Ajzeman.

Ale jest i druga liga rekonstruktorów. Oraz trzecia, tych, których spotkali dziennikarze TVN24 w lesie w okolicach Wodzisławia Śląskiego. – Ten program dotknął tylko czubka góry lodowej – twierdzi pan Marcin. On sam także od lat jest rekonstruktorem i niejedno już widział. Też woli nie podawać nazwiska, by nie narazić się na ostracyzm ze strony kolegów rekonstruktorów. – Są grupy, w których członkowie hajlują sobie po godzinach i ekscytują się wszystkim, co ma jakikolwiek związek z SS. Wielu z nich podkreśla, że miało w rodzinie żołnierza Wehrmachtu, chwalą się żelaznymi krzyżami czy innymi dokonaniami bohaterskich przodków – dodaje pan Marcin. Wiele z tych osób pochodzi z terenów Śląska czy Pomorza Zachodniego, gdzie rzeczywiście mieszały się narodowości i nie jest trudno pośród rodzinnych pamiątek znaleźć zdjęcie dziadka w niemieckim mundurze.
– Moja rodzina wiele wycierpiała w trakcie wojny i nie rozumiem, jak może kogoś w Polsce pociągać idea nazizmu – zarzeka się Ajzeman. Nasz rozmówca przekonuje, że pośród "pierwszoligowych" rekonstruktorów nie ma dla takich osób miejsca. Dlaczego w takim razie ma niemieckie mundury w szafie? – Bo operowali na terenach Polski. Traktuję to jako działalność edukacyjną i kolekcjonerską. Mikulskiego w mundurze Abwehry czy Karewicza w mundurze SS nikt się nie czepiał bo było wiadomo, że wkładają je tylko do zdjęć. U nas każdy po zakończeniu inscenizacji się przebiera, nikt w mundurze nie wraca samochodem do domu – śmieje się nasz rozmówca.

Do filmu z lasu nie biorą
Bycie rekonstruktorem to nie tylko hobby i wydatki. Można także zarobić. Rekonstruktorzy wynajmowani są na plany filmowe, grali w wielu filmach i serialach, między innymi Czas Honoru. – Stawki nie są duże, ale zawsze można trochę dorobić – twierdzą nasi rozmówcy. Takie rozwiązanie jest wygodne zarówno dla odtwórców, ale też scenarzystów i producentów. – TVP pewnie dałaby radę zlecić uszycie kilkudziesięciu mundurów i przebrać w nie kilkudziesięciu statystów. Można, tylko po co? Lepiej zapłacić rekonstruktorom, którzy strój mają własny i kompletny, w dodatku zgodny z realiami historycznymi, musztrę też znają i komendę. To tańsze i w efekcie wygodniejsze rozwiązanie – przekonują nasi rozmówcy.
– Ale nikt nie zatrudni gościa, którzy bawi się w obchody urodzin Hitlera w środku lasu. To druga liga, albo trzecia, ale psują nam opinię – mówi Ajzeman. Nasi rozmówcy przekonują, że środowisko samo czyści się z neonówek (tak nazywają neonazistów), ale boją się, że na fali pokazowych porządków, jakie zapowiada Joachim Brudziński i Zbigniew Ziobro sami będą zbierać cięgi za ludzi, których wcześniej sami napiętnowali i wyrzucili na margines.
Trwa ładowanie komentarzy...