"Nam wszystko wolno”. Oto 6 szczytów, z gorzkich dowcipów, na które wspiął się ostatnio PiS

Prezes PiS Jarosław Kaczyński razem ze współpracownikami zdobył w ubiegłym roku szczyt Koziarz w Beskidzie Sądeckim
Prezes PiS Jarosław Kaczyński razem ze współpracownikami zdobył w ubiegłym roku szczyt Koziarz w Beskidzie Sądeckim Fot: Joachim Brudziński/twitter
Prawo i Sprawiedliwość przekracza kolejne polityczne granice i wspina się na kolejne szczyty partyjnego cynizmu. Odbywa się to już nawet nie w myśl zasady, że "nam więcej wolno”, ale że "nam wszystko wolno”. Bo nawet najbardziej szkodliwe albo kompromitujące decyzje i postawy nie wywołują u rządzących poczucia wstydu, albo choćby zakłopotania.

A skoro PiS jest przekonane, że już żadne polityczne standardy go nie obowiązują, to przestało sobie zawracać głowę hamulcami czy samoograniczaniem się. Oto 6 szczytów wynikających z takiego aroganckiego myślenia, które "zdobyło” ostatnio PiS.

1. Szczyt głupoty, czyli o "polskich obozach zagłady” dowiedział się cały świat

Dyplomatyczny konflikt z Izraelem, który zapoczątkowało przegłosowanie w Sejmie kontrowersyjnej nowelizacji ustawy o IPN (na domiar złego w przededniu kolejnej rocznicy wyzwolenia Auschwitz-Birkenau) spowodował, że pierwszy raz w historii miliony osób na całym świecie usłyszało o "polskich obozach zagłady”. Na dodatek to nieszczęsne i nieprawdziwe określenie - wbrew woli rządu i Polaków - zaczęło "żyć swoim własnym życiem”. Podobnie pół globu dowiedziało się "o udziale Polaków w Holokauście", a dzięki odwołanemu wiceszefowi PE Ryszardowi Czarneckiemu utrwaliło się także określenie "szmalcownik”, czyli Polak który wydawał Żydów. Na gruncie dbania o dobry wizerunek kraju polegliśmy na całej linii, przegrywamy wojnę informacyjną i trudno to będzie "odkręcić", gdy przeciwko organizacjom w rodzaju Polskiej Fundacji Narodowej stanęło potężne lobby amerykańsko-izraelskie. Doszło już nawet do protestów ocalałych z Holokaustu pod polskimi ambasadami.

2. Szczyt "docenienia", czyli awans Bugały z TVP na dyrektora w Orlenie

Awans bliskiego współpracownika premiera Donalda Tuska Igora Ostachowicza na wysokopłatną posadę w paliwowym gigancie Orlen wywołał niegdyś zrozumianą krytykę, bo wyglądał jak "nagroda za zasługi” w kształtowaniu pozytywnego wizerunku byłego szefa rządu. Okazuje się, że niedawny awans Ewy Bugały, byłej dziennikarki TVP, która zasłynęła propagandowymi materiałami wychwalającymi PiS, mało kogo wzrusza. A już szczególnie w PiS i na jego zapleczu. W informacji portalu wpolityce.pl, pod którą nikt się nie podpisał, możemy za to m.in. przeczytać, że, "(...) Nie jest tajemnicą, że Daniel Obajtek nowy prezes Orlenu stawia na młodych, sprawdzonych ale zarazem doświadczonych menedżerów, którzy nie boją się podejmować ważnych i odpowiedzialnych decyzji”. A Sama Bugała grozi pozwami za "działania mające służyć podważeniu jej kompetencji i wizerunku”.

3. Szczyt bezwstydu, albo żenady, czyli transfer trolla z Twittera do TVP Info

Zanim Radosław Poszwiński, znany w sieci jako bogdan607, rozpoczął pracę w TVP Info gdzie odpowiada za media społecznościowe, wykasował prawie 200 tysięcy swoich tweetów. Na szczęście internauci zrobili screeny wielu z nich. Zachowane wpisy wiele mówią o nowym nabytku TVP, który zasłynął wcześniej z upowszechnienia zdjęcia z podróży Ryszarda Petru i Joanny Schmidt do Portugalii w środku ubiegłorocznego kryzysu sejmowego. Jego internetowa aktywność jest wulgarna i przypomina trolling. Natomiast samo ztrudnienie bogdana607 jest przedstawiane jako "dobry transfer z Twittera". "Transfer roku” – żartują internauci. I wymieniają się kompromitującymi wpisami i nagraniami bohatera transferu.

4. Szczyt megalomanii, czyli "jak Czarnecki dla ojczyzny ratowania" stracił stołek

Po odwołaniu Ryszarda Czarneckiego z funkcji wiceszefa Parlamentu Europejskiego ktoś mógłby pomyśleć, że to nowy polski Reytan, bohater narodowy, bo na takiego kreuje się sam Czarnecki. Jeszcze przed głosowaniem europoseł PiS w swojej megalomanii mówił, m.in. że "Atak na mnie to atak na Polskę” i że "ci sami ludzie, którzy chcieli uruchomienia sankcji wobec Polski, domagają się uruchomienia sankcji wobec mnie”. Dodawał też, że "emaili w mojej obronie (było) więcej niż w sprawie ACTA!”. I tłumaczył: „Nie będę się wycofywać, przepraszać. Mając do wyboru przepraszanie wbrew sobie i próby pozostania za wszelką cenę na stanowisku, albo trwanie przy swoich, uważam, że polskich racjach, nawet za cenę straty stanowiska, wolę to drugie”. Już po swoim odwołaniu oświadczył: "Dalej aktualna jest dewiza żołnierzy 27 Wołyńskiej Dywizji AK: 'Nic nam nie zabrano, skoro mamy Ojczyznę'. Co ciekawe, Czarnecki nadyma swoje ego przy wtórze wielu potakiwaczy.

5. Szczyt cwaniactwa, czyli "podwójne pensje” dla ministrów

Poseł Platformy Krzysztof Brejza wystąpił do premiera z interpelacją, w której zapytał o konkretne sumy nagród i premii, jakie w 2017 roku dostali poszczególni ministrowie rządu PiS. "Oni stworzyli sobie system dodatkowych pensji. Skok na kasę Polaków” – napisał Brejza na Twitterze, gdy dostał już odpowiedź i opublikował odpowiednią tabelkę. Największą łączną premię w zeszłym roku zgarnął ówczesny minister spraw wewnętrznych i administracji, a teraz obrony narodowej Mariusz Błaszczak. Wzbogacił się o 82 100 złotych. W dalszej kolejności są ministrowie Anna Zalewska i Mateusz Morawiecki – ci dostali po 75 100 złotych. Dalej jest Piotr Gliński, Witold Bańka, Anna Streżyńska, Witold Waszczykowski i Zbigniew Ziobro. Najmniejsza kwota premii za 2017 rok to "tylko" 65 tysięcy złotych. Otrzymało je dokładnie siedmiu ministrów. Innym szczytem było zorganizowanie niedawnej gali niszowej "Gazety Polskiej” za pieniądze największych spółek skarbu państwa, czyli za publiczne pieniądze.

6. Szczyt zakłamania, czyli pomnik smoleński jednak stanie na Placu Piłsudskiego

"Niczego nie będziemy budować na Placu Piłsudskiego. Przejmujemy go tylko z uwagi na bezpieczeństwo” – tłumaczył niedawno wojewoda mazowiecki Zdzisław Sipiera. Właśnie okazało się, że Pomnik Ofiar Tragedii Smoleńskiej 2010 stanie na "obszarze zielonym” między placem Józefa Marszałka Piłsudskiego a ulicą Królewską w Warszawie, o czym poinformował w środę "Komitet Społeczny Budowy Pomników śp. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego oraz Ofiar Tragedii Smoleńskiej 2010 roku". Oba pomniki mają powstać do 10 kwietnia 2018 roku. Rada Warszawy nie wyraziła zgody na budowę przy pl. Piłsudskiego pomnika upamiętniającego ofiary katastrofy smoleńskiej. Według przewodniczącego klubu PO Jarosława Szostakowskiego, jeżeli pomnik zostanie wybudowany w obecnym trybie, "dla warszawiaków będzie to pomnik PiS-u, pomnik arogancji władzy”.
Trwa ładowanie komentarzy...