Jacek Dubois: Czyn Władysława Frasyniuka to modelowy przykład obywatelskiego nieposłuszeństwa

Mecenas Jacek Dubois wyjaśnia skąd wzięło się obywatelskie nieposłuszeństwo i na czym ono tak naprawdę polega.
Mecenas Jacek Dubois wyjaśnia skąd wzięło się obywatelskie nieposłuszeństwo i na czym ono tak naprawdę polega. Fot. Agata Grzybowska/Agencja Gazeta
Obywatelskie nieposłuszeństwo pojawia się wszędzie tam, gdzie władza postanawia nagiąć ogólnie przyjęte normy demokracji. Coraz częściej powołanie się na ten sposób sprzeciwu wobec państwa pojawia się w Polsce, a ostatnim najbardziej jaskrawym przykładem jest postawa Władysława Frasyniuka wobec postępowania prowadzonego przez prokuraturę. Jednak czy można to zaliczyć do obywatelskiego nieposłuszeństwa?

Przypomnijmy, dziś kilka minut po godzinie 6 rano, wrocławska policja zatrzymała Władysława Frasyniuka. Był to sposób na doprowadzenie go do prokuratury, która prowadzi przeciwko niemu postępowanie. Dotyczy ono podejrzenia naruszenia nietykalności cielesnej funkcjonariusza (za co grozi mu do 3 lat więzienia) podczas przepychanek z policją, które miały miejsce w czasie jednej z miesięcznic smoleńskich na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie. Były opozycjonista został przesłuchany i wypuszczony do domu. Przez cały czas, legenda "Solidarności" zaznacza, że jest to przejaw obywatelskiego nieposłuszeństwa wobec opresyjnej władzy. Jednak czy taka postawa ma jakiekolwiek podstawy i rację bytu w Polsce 2018 roku – o tym rozmawiamy z mecenasem Jackiem Dubois.
Jak zaczęła się historia obywatelskiego nieposłuszeństwa? Skąd się ono wzięło i komu je zawdzięczamy?

Nieposłuszeństwo obywatelskie jest instytucją, która ma już ponad 100 lat. Za jej twórcę uznaje się H. D. Thoreau, który stanął przed dylematem, jak się zachować w przypadku, gdy legalnie wybrana władza zaczyna naruszać prawo. Wtedy chodziło o sprzeciw wobec wojny, do której prowadziła amerykańska władza oraz o niewolnictwo, któremu się sprzeciwiał. Przejawem postawieniu się władzy był jednej strony słynny esej "Obywatelskie nieposłuszeństwo", z drugiej świadome niepłacenie podatków. Oczywiście, z tym łączyło się także dobrowolne poniesienie konsekwencji jakie za taki czyn groziły.

Następnie, już w czasach nie tak nam odległych, bo w latach 70. XX wieku, John Rawls nieposłuszeństwo obywatelskie jasno zdefiniował. Określił je jako akt publiczny, który bez użycia przemocy, jest świadomym naruszeniem prawa i sprzeciwia się legalnej, demokratycznej władzy, która narusza ustalone prawa. I na tej definicji nieposłuszeństwa obywatelskiego się opieramy. Oczywiście, w pewnym momencie pojawił się spór prawniczy, czy protest przeciwko naruszaniu prawa powinien skutkować odpowiedzialnością prawną. Pojawiły się wtedy głosy, że można stworzyć pewne wyłączenie takiego zachowania spod odpowiedzialności karnej i w określonych wypadkach dopuszczać do takiej formy protestu obywatela.


A jak ta kwestia wygląda w polskim prawie i praktyce stosowanej w sądach?

Kwestia wprowadzenia takiej instytucji pojawiła się także w polskiej myśli prawniczej. I co zabawniejsze, za takim rozwiązaniem i wprowadzeniem go do konstytucji opowiadał się Janusz Kochanowski, czyli rzecznik praw obywatelskich wybrany przez większość Prawa i Sprawiedliwości w 2006 roku . W wielu swoich pracach pisał, że obywatel powinien mieć możliwość sprzeciwu wobec władzy i uniknięcia w takim przypadku odpowiedzialności. Gdy po przemianie w 1989 roku, polskie sądy stanęły przed wyzwaniem wyjaśniania spraw z okresu PRL, kiedy to wiele osób stosowało taki sprzeciw i było za to karane, ten problem się pojawił.

Decydujący był jeden z wyroków Sądu Najwyższego z 2006 roku. Co prawda nie wypracowano stałego sposobu orzekania w takich sprawach, ale SN uznał, że w przypadku działania bez użycia przemocy, które ma na celu obronę prawa i wartości demokratycznych, sądy muszą się zastanowić, czy rozpatrywany przypadek był społecznie niebezpieczny. Pamiętajmy, że definicja przestępstwa jest oparta na właśnie takim warunku. Przestępstwem jest czyn, który jest społecznie niebezpieczny. W działaniu społecznego nieposłuszeństwa go jednak nie ma. Obywatele go stosujący nie powinni być zatem skazywani za takie czyny.

Jak stosowanie prawa do obywatelskiego nieposłuszeństwa ma w się w obecnej polskiej rzeczywistości politycznej, prawnej i społecznej?

Naruszanie prawa powinno odbywać się w odczuciu społecznym, a nie w subiektywnym odczuci osoby, która prawo narusza. Można powiedzieć, że warunkiem zaistnienia nieposłuszeństwa jest to, jak nasze działania oceniają inni. Organem do interpretacji i kontroli stanowionego w Polsce prawa jest Trybunał Konstytucyjny. Od jakiegoś czasu jednak mamy w kraju sytuację patową, gdy ten Trybunał praktycznie nie działa, gdzie ludzie w nim zasiadający nie są sędziami, a przewodniczy im osoba, która została wybrana na to stanowisko w sposób sprzeczny z konstytucją. TK utracił praktycznie społeczną legitymację i zaufanie. Teraz nie mamy w Polsce organu, który mógłby stwierdzić czy stanowione prawo jest zgodne z konstytucją czy nie. Z tego powodu, jak powiedział prof. Strzembosz, sądy muszą stosować rozproszoną kontrolę konstytucyjną. I tylko na nich możemy w tej chwili polegać. Ważna jest ich ocena społecznej szkodliwości danego czynu. Jeżeli sąd uzna nasze działania za nieszkodliwe, ale ważne ze względu na obronę prawa, to nie zostaniemy ukarani. Jeśli jednak uzna odwrotnie, zostaniemy ukarani.

Czy to co zrobił Władysław Frasyniuk, czyli niestawienie się do prokuratury mimo kilkukrotnych wezwań, można nazwać obywatelskim nieposłuszeństwem?

Ten przypadek to najbardziej typowe zachowanie obywatelskiego nieposłuszeństwa. Jest to czyn publiczny, bez użycia przemocy, w obronie zasad konstytucyjnych. Pan Władysław Frasyniuk wraz z wieloma obywatelami poszedł protestować przeciwko niekonstytucyjnemu prawu ograniczającego wolność zgromadzeń. To na nich użyto przemocy i ograniczono ich wolność. Czyn pana Frasyniuka to jak najbardziej przykład obywatelskiego nieposłuszeństwa. Miał obowiązek stawić się na wezwanie prokuratury, oraz odmówił stosowania prawa, które narusza konstytucję.
Czy dzisiejsze poranne zatrzymanie byłego opozycjonisty to kolejny element sprzeciwu wobec władzy i konsekwencji jakie trzeba ponieść?

W tym przypadku trzeba spojrzeć na efekt współmierności. Państwo ma prawo doprowadzić obywatela który się nie stawia do organów ścigania. Ale czy państwo musi robić to o 6 rano? Czy państwo musi stosować środki przymusu czyli w tym przypadku kajdanki? Czy państwo musi angażować do tego aż czterech funkcjonariuszy? Wydaje mi się, że o ile można usprawiedliwić działanie państwa, które egzekwuje zasady, o tyle cała forma tego co się stało jest typowym "efektem mrożącym". Ma to być jasny przekaz dla innych obywateli: "Zobacz co cię spotka, jeżeli będziesz protestował przeciwko temu, że my naruszamy prawo". To jest próba publicznego zastraszenia obywateli, którzy próbowaliby bronić zasad wolności i demokracji.

Postępowanie Władysława Frasyniuka i jego siłowe doprowadzenie do prokuratury ma niewątpliwie wydźwięk symboliczny. Czy oprócz niego, można spodziewać się czegoś więcej? Reakcji ludzi? Władz?

Stawianie publiczne pewnych problemów skutkuje tym, że zaczynamy się nad nimi publicznie zastanawiać, szukamy przyczyn i patrzymy na wszystkie strony konfliktu. Istota nieposłuszeństwa obywatelskiego polega na akcie publicznym, czyli zrobienie czegoś co dotrze do wszystkich i wskazanie pewnego problemu. To było intencją pana Frasyniuka – pokazać, ze żyjemy w kraju, gdzie prawo narusza konstytucję i przyjęte zasady. Jeśli tak jest, to nie zamykajmy na to oczu, nie udawajmy, że tego nie ma, tylko dyskutujmy o tym publicznie. To był akt desperacji i protestu z jednej strony, a z drugiej pokazanie milionom Polaków, którzy przed laty protestowali przeciwko władzy komunistycznej, że podobne zagrożenie jak wtedy występuje teraz. Po 30 latach od obalenia komunizmu.
Trwa ładowanie komentarzy...