Dlaczego zatrzymano Frasyniuka? "Metoda Ziobry" znów w użyciu – przekonamy się o 19:30

Prokurator generalny i minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro jest znany z robienia show wokół zatrzymań przeciwników politycznych
Prokurator generalny i minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro jest znany z robienia show wokół zatrzymań przeciwników politycznych Fot:Slawomir Kaminski/AG
Zatrzymanie o 6 rano i wyprowadzenie w kajdankach to stara metoda walki z przeciwnikami politycznymi praktykowana intensywnie w czasie pierwszych rządów PiS. O co w niej chodzi? O formę, czyli związane z tym show, obrazki w "Wiadomościach" oraz zastraszenie innych manifestujących albo zamierzających protestować przeciwko władzy. Medialne relacje z takich spektakularnych zatrzymań mają wywołać określony efekt. Narracja Zbigniewa Ziobry i PiS jest jedna: wszyscy są równi wobec prawa. Ale liczy się przede wszystkim przekaz podprogowy.

Bo w sprawie zatrzymania Władysława Frasyniuka nie chodziło o samo zatrzymanie, ale o jego formę, a przy okazji o polityczny skutek prewencyjny.

Sprawdzony mechanizm
Cały mechanizm przypomina trochę pas transmisyjny, w którym znaczącą rolę odrywają media i narzucona albo suflowana przez PiS narracja. Praktyki zatrzymywania o godz. 6 rano w czasie pierwszych rządów PiS były często uzupełniane o przesłuchania w tzw. aresztach wydobywczych. Zatrzymywani i przesłuchiwani okazywali się często kompletnie niewinni.



Żona Władysława Frasyniuka, Magdalena Dobrzańska-Frasyniuk za pośrednictwem Facebooka poinformowała, że jej mąż został wyprowadzony o 6.10 rano w kajdankach. Widać to zresztą na filmiku, który nakręciła komórką. Swój materiał z zatrzymania rejestrował też zamaskowany funkcjonariusz. Po dwóch godzinach Frasyniuk został zwolniony przez policję. W prokuraturze usłyszał zarzuty. 
 
W komentarzach, które szybko pojawiły się w sieci, wiele osób zwraca uwagę, że zatrzymanie było do przewidzenia, bo Frasyniuk nie stawiał się na wezwania prokuratury. Sam zresztą przekonywał, że obywatelskie nieposłuszeństwo jest jego metodą walki politycznej, a więc musiał się liczyć z konsekwencjami.
"Frasyniuk się nie stawiał w wyznaczonym terminie, więc został doprowadzony. Dla mnie jasna sprawa. Ale po co 6 rano i kajdanki? Ci, którzy mówią, że tak się robi z przeciętnym Iksińskim, piszą nieprawdę. Tak się robi z bandziorami albo gdy służby chcą się czymś medialnie popisać” – zwrócił uwagę na Twitterze Patryk Słowik, dziennikarz "Dziennika Gazety Prawnej”.
Sprawa Blidy
Za pierwszych rządów PiS cynk o planowanym zatrzymaniu jakiegoś polityka opozycji dostawali zazwyczaj zaufani dziennikarze IV RP. Potem oglądaliśmy spektakularnie zatrzymywanych (często przeciwników politycznych) skutych i leżących na podłodze niczym pospolici bandyci albo wyprowadzanych w kajdankach, co maiło sugerować ich nadzwyczajne przewiny.

Relacje w mediach z odpowiednimi tezami reporterów miały działać na wyborców jak przekaz podprogowy: wyprowadzili kogoś w kajdankach więc zapewne ma coś na sumieniu. Było to uzasadniane walką z "układem".

Szczytowym osiągnięciem Ziobry w ściganiu "układu" była sprawa domniemanej korupcji Barbary Blidy, wieloletniej posłanki SLD, b. minister budownictwa. Gdy Ziobro został prokuratorem generalnym, śledztwo w sprawie Blidy zostało odebrane prokuratorom, którzy z braku dowodów winy nie chcieli stawiać jej zarzutów. Przekazano je specjalnej grupie młodych asesorów, bardziej skłonnych do podporządkowania się poleceniom z góry.
Przed domem Blidów o 6 rano stała kamera ABW, która film z wyprowadzenia zatrzymanej miała przekazać TVP. A Ziobro szykował się do triumfalnej konferencji, na której miał ogłosić swój pierwszy sukces. Wszystko pokrzyżowała śmierć Blidy, która po wejściu do jej domu ABW zginęła od strzału z własnej broni. Okoliczności do dziś nie są w pełni wyjaśnione.

Wykorzystanie zatrzymań do celów politycznych przez Ziobrę i jego współpracowników w sposób charakterystyczny oddaje też choćby aresztowanie prof. Mirosława Garlickiego, oczywiście w obecności kamer. Skutego kajdankami kardiochirurga wyprowadzono ze szpitala.

Na konferencji prasowej Ziobro wypowiedział słynne słowa: "już nikt nigdy przez tego pana życia pozbawiony nie będzie”. Wypowiedź Ziobry stała się przyczyną wytoczenia mu przez zatrzymanego procesu cywilnego, który lekarz wygrał w obu instancjach.

"Już nikt nigdy przez tego pana..."
"Gazeta Wyborcza" ujawniła, że tajny kryptonim akcji CBA, w ramach której ujęto m.in. Mirosława Garlickiego, brzmiał "Mengele 5”, od nazwiska zbrodniarza wojennego. Głośno było także o zatrzymaniu przez CBA pani anestezjolog z Suwałk podczas wykonywania czynności reanimacji pacjentki.

Organizowanie przez Ziobrę konferencji prasowych miało na celu stygmatyzowanie i przesądzenie o winie, zanim jeszcze wypowiedział się sąd.

– Do mnie o 6 rano weszli za czasów Ziobry ludzie, wywalili drzwi mieszkania syna, do mnie weszli z karabinami, położyli całą moją rodzinę na podłodze i wie pan, że nikt na ten temat do dziś słowa nie powiedział? – relacjonował w TOK FM Włodzimierz Czarzasty z SLD. – To, co proponowała IV RP było miałkie, prymitywne. Jak ktoś dostanie po łbie karabinem, inaczej na to patrzy – komentował.

Ziobro przegrał wiele innych spraw cywilnych związanych z wykorzystywaniem głośnych zatrzymań do celów politycznych. Za rządów PO-PSL pojawił się wniosek o postawienie go przed Trybunalem Stanu, ale cześć posłów koalicji rządzącej uchyliło się od głosowania w tej sprawie.
Zresztą metody Ziobry (choć na zdecydowanie mniejszą skalę) stosowane były też za rządów Platformy.

– Uzbrojeni  funkcjonariusze ABW i policji weszli o 6 rano do studenta anglistyki, który prowadził satyryczną stronę internetową "Antykomor.pl", który żartował z obecnej władzy. Pamiętamy brutalność wobec kupców z hali KDT w Warszawie. Wyrzucano ich z budynku w centrum miasta używając gazu, choć w środku znajdowały się kobiety z malutkimi dziećmi – grzmiał w wywiadzie dla portalu wPolityce.pl sam Ziobro gdy zasiadał w ławach opozycji.

Historia się powtarza
– Za naszych czasów o 6 rano policja udawała się do mieszkań mafijnych gangsterów, niebezpiecznych przestępców i osoby podejrzane o wielką korupcję – przekonywał wówczas Ziobro.

W ostatnich miesiącach służby podległe PiS są jednak znowu bardzo aktywne w zatrzymywaniu polityków i formułowaniu zarzutów wobec parlamentarzystów albo byłych ministrów, choć trzeba przyznać, że nie tylko tych z opozycji.
POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...