"Przyjaciel Polski" trafił do nas jak uchodźca. To bomba, która może wysadzić relacje z sąsiadem

Michaił Saakaszwili, były prezydent Gruzji, wydalony z Ukrainy, znów trafił do Polski. Stąd chce udać się do Holandii.
Michaił Saakaszwili, były prezydent Gruzji, wydalony z Ukrainy, znów trafił do Polski. Stąd chce udać się do Holandii. Fot. Robert Kowalewski / Agencja Gazeta
Były prezydent Gruzji, którego wyrzuciła Ukraina, z którą z kolei nasz kraj ma najtrudniejsze od lat relacje, trafił do Polski niczym uchodźca. Bez dwóch zdań nie jest to sytuacja komfortowa dla Polski, choć Michaił Saakaszwili znalazł się u nas mocą prawa miedzynarodowego o readmisji. Skoro nielegalnie wjechał z Polski na Ukrainę, to powinien tam wrócić – tak uznano. Choć Saakaszwiili opuścił już Polskę i pojechał do rodziny w Holandii, problem, jak go traktować, nie zniknął. – Faktycznie, sytuacja jest dość niezręczna – przyznają w rozmowie z naTemat politycy PiS.

Jeden z ukraińskich dziennikarzy mówi nam wprost, że przez Saakaszwilego Polska może przysporzyć sobie kłopotów. Tak to wygląda z jego strony. – Uważam, że polskie władze nie powinny się angażować w wielkie wsparcie dla niego. Po co jeszcze bardziej psuć napięte relacje z Ukrainą? Saakaszwili jest zasłużony dla Polski i miał dobre relacje z prezydentem Kaczyńskim, ale teraz to zupełnie inna bajka – mówi.

Kłopot miał polegać na tym, że Saakaszwili mógłby chcieć pozostać w Polsce dłużej i np. założyć tu jakieś stowarzyszenie, a potem za jego pośrednictwem prowadzić jakieś działania na Ukrainie. – Warszawa może się wtedy nieźle podłożyć. Uważam, że Polska w ogóle nie powinna teraz reagować – ocenia dziennikarz. Po przyjeździe do Polski były prezydent Gruzji natychmiast zapowiedział, że nie zamierza prosić w Polsce o azyl, oświadczył, że wybiera się do Holandii, skąd pochodzi jego żona, i faktycznie tam się udał. Ale to Polska wciąż pozostaje krajem, do którego został deportowany.

Odwet za ustawę o IPN?
A jego dwudniowy pobyt w Polsce wywołał wystarczający popłoch, nie mówiąc o lawinie komentarzy. – Dla mnie to jest polityczny cyrk. Przez półtora roku toczył się on z udziałem Saakaszwilego na Ukrainie, a teraz kontynuowany jest w Polsce – ocenia nam nasz rozmówca z Ukrainy.
Niektórzy uważają, że deportacja byłego prezydenta Gruzji do Polski to odwet Ukrainy za ustawę o IPN, bo wszyscy wiedzą, jaką wywołała tam wściekłość (nasz rozmówca słyszał takie opinie, ale uważa je za żart). Jeszcze inni wieszczą konflikt PiS z kolejnymi państwami, tym razem z Gruzją i Azerbejdżanem – Gruzja, której był prezydentem, ściga go przecież listem gończym. A jeszcze inni zwyczajnie pytają, po co Polsce kolejny, międzynarodowy, kłopot na głowie, skoro ma ich już tyle.


Choć w tym przypadku "kłopot" niejako został narzucony przez Ukrainę, nikt z polskich władz oficjalnie nie deklarował mu również żadnego wsparcia, ani się w tej sprawie nie wypowiadał.
Sprawa jest tak delikatna, że wielu polityków Prawa i Sprawiedliwości w ogóle nie chce o tym rozmawiać. – Temat jest trudny. Może lepiej w MSZ pytać? – sugeruje jeden z posłów. – O nie! Przepraszam! To delikatna kwestia – reaguje inny.

– Mamy świadomość, że to sytuacja rzadko spotykana w relacjach międzynarodowych – przyznaje w rozmowie z naTemat Przemysław Czarnecki, wiceszef sejmowej komisji spraw zagranicznych z PiS.

Przyjaciel Polski
Wiadomo, jakie w ostatnim czasie są relacje z Ukrainą i nikomu nie zależy na tym, by były jeszcze gorsze. A po przylocie do Warszawy Saakaszwili zapewnił, jak bardzo kocha Polskę i jest jej bardzo wdzięczny. – Powinniśmy dbać o dobre relacje z Ukrainą, ale nie możemy też zapominać, że Michaił Saakaszwili wielokrotnie miał okazję pokazać się jako przyjaciel Polski. I nie możemy odwracać się od osób, które w ostatnich latach były bardzo zasłużone dla dialogu polsko-ukraińskiego i polsko-gruzińskiego – przyznaje Przemysław Czarnecki.

Nie widzi nic złego w tym, gdyby polscy politycy mieli się z nim spotykać i rozmawiać, gdyż – jak podkreśla – jest wielu takich, i to z różnych ugrupowań politycznych, którzy są z nim zaprzyjaźnieni. Poza tym Saakaszwili pojawił się w Polsce jako osoba prywatna. – Ale na pewno nie będziemy mediować między nim a prezydentem Poroszenką – zastrzega.

– Były prezydent Gruzji zapisał się w naszej historii bardzo pozytywnie – wtóruje Michał Wojtkiewicz, również członek sejmowej komisji spraw zagranicznych z PiS. On nie miałby nic przeciwko, gdyby Saakaszwili chciał zatrzymać się w Polsce dłużej. – Jesteśmy krajem otwartym. To dopiero byłby skandal, gdybyśmy wydalili prezydenta Gruzji! – mówi naTemat. Jego zdaniem żadnego wpływu na relacje z Ukrainą mieć to nie będzie.

Pytam innego ukraińskiego dziennikarza, tym razem korespondenta w Polsce. Denys Sadokha, korespondent Media Flow: - Nie mogę dawać rady polskiemu rządowi, ani oceniać, czy to kłopot dla Polski, czy nie. Ale niedobrze jest dla wizerunku Ukrainy za granicą, że deportuje polityka, w dodatku takiego, który kiedyś był przyjacielem prezydenta, a teraz uważany jest za jego wroga. Myślę, że ta sprawa nie wpłynie na stosunki Polska-Ukraina.

Krytykował korupcję i oligarchów
Chyba ze świecą szukać w Europie polityka, który miałby tak "pokręcony" politycznie życiorys jak Saakaszwili. Był prezydentem Gruzji, za którym potem jego własny kraj wysłał międzynarodowy list gończy. Znalazł przyjaciela w postaci prezydenta Ukrainy, który go przyjął, nadał obywatelstwo i Saakaszwili nawet został gubernatorem Odessy. A potem obaj stali się największymi wrogami. Saakaszwili, który krytykował korupcję, wytykał układy oligarchów, organizował Majdan, został oskarżony o próbę zamachu stanu, pozbawiony obywatelstwa. Już pół roku temu, gdy pojawił się w Polsce i udzielał wywiadów, uznano go za "kłopotliwego przyjaciela" Jarosława Kaczyńskiego.
– W Gruzji nastąpiła jego pełna dyskredytacja. A jeśli chodzi o Ukrainę, to wszyscy wiemy jakie są stosunki oligarchów i jak się robi pieniądze. Chciał walczyć z korupcją, to go zwalczyli. Taki człowiek bardzo szybko znajduje się na marginesie. Oligarchowie mają bardzo duży wpływ na to, co dzieje się na całej Ukrainie. Ich interesy były zagrożone, więc się go pozbyli – mówi poseł Wojtkiewicz.
Nie dać się wciągnąć w żadną grę
– Wykonał tam parę takich ruchów, że może być traktowany jako konkurent do różnych stanowisk na Ukrainie. W ciągu niecałych, 4 lat na Ukrainie nabrał ambicji i przez wielu polityków jest postrzegany jako ktoś, kto może wprowadzić polityczne zamieszanie. Wyraźnie demonstrował, że miał ambicje polityczne, a nie doradcze i to definiuje dziś jego sytuację – tłumaczy naTemat Paweł Kowal, były wiceszef MSZ, od lat mocno zaangażowany w sprawy Ukrainy.

On w krótkiej perspektywie nie widzi problemu z Saakaszwilim. – Krótkofalowo to nie musi być kłopot dla Polski. Ale źle by było, gdyby prezydent Gruzji wykorzystał to jako okazję, by urządzić w Polsce ośrodek polityczny opozycyjny wobec Kijowa – mówi.

Jak powinna zachować się Polska? Paweł Kowal: – Maksymalnie neutralnie. A także humanitarnie, respektować prawo międzynarodowe i w żaden sposób nie dawać się wciągać w żadną polityczną grę. Szczególnie, gdyby miała się toczyć z terytorium Polski.
Trwa ładowanie komentarzy...