Służyli w GROM i BOR. Ruszają w morderczą trasę, by pomóc niepełnosprawnemu Jakubowi

Rafał, Magda, Robert i Piotr będą reprezentowali Polskę w morderczym wyścigu.
Rafał, Magda, Robert i Piotr będą reprezentowali Polskę w morderczym wyścigu. Galeria patagonia2018.pl
Długie dni zmagań z przyrodą w terenie, który do tej pory nie został skalany działalnością człowieka. Prawie żadne wsparcie ze strony służb ratowniczych i opieki medycznej. Ciężki, surowy klimat bezludnych pustkowi. Nie, to nie będzie tekst o pierwszych kolonizatorach Marsa. Poznajcie śmiałków, którzy w listopadzie wyruszą do Chile na Patagonian Expedition Race.

Spirit of Poland to przede wszystkim czwórka tytanów: Rafał, Magdalena, Robert i Piotr. Wszyscy twardsi niż skały, z ryzykiem zapisanym w kodzie DNA wielkimi literami. W większości mają za sobą doświadczenie w pracy w elitarnych jednostkach specjalnych takich jak GROM lub BOR.

Z niebezpieczeństwem żyją "za pan brat" i często nasycają swój głód adrenaliny ekstremalnymi wyczynami. Rafał był już kapitanem polskiej ekipy na Patagonian Expedition Race w 2016. Magda to 6. kobieta Europy 2017 roku w wykańczającym, ośmiogodzinnym biegu przeszkodowym Europe Toughest Mudder. Robert jest zdobywcą Mount Blanc, skoczkiem spadochronowym i wieloletnim nurkiem. Natomiast Piotr na co dzień służy w wymagającej wojskowej jednostce, w wolnych chwilach biorąc udział w ultratriatlonach.

Czym jest Patagonian Expedition Race?

Patagonian Expedition Race to ekstremalna wyprawa. Biorące w niej udział drużyny przemierzają krainy i lądy, dotąd nie zbadane przez człowieka. Uczestnicy wyścigu otrzymują minimalne wsparcie podczas przemierzania nieodkrytych terenów południowej Patagonii. Sposoby na przemieszczanie się są bardzo różne: trekking, wspinaczka górska, pływanie kajakiem, jazda rowerami. Prawdziwym wyzwaniem jest jednak nawigacja i odnalezienie się w terenie i na pustkowiach. Drużyny często przemierzają setki kilometrów nie spotykając na swojej drodze żadnych oznak życia. Każda edycja wyścigu ma wyznaczoną niepowtarzalną trasę. 13. edycja Patagonian Expedition Race odbędzie się w dniach 17-30 listopada 2018 w południowej chilijskiej Patagonii, której stolicą jest Punta Arenas. Wyścig odbywa się w formacie wyprawy, gdzie zespoły złożone z czterech zawodników (przynajmniej jeden mężczyzna i jedna kobieta) muszą korzystając z własnych umiejętności nawigacyjnych wyznaczyć trasę wyścigu, która jest prezentowana 24 godziny przed zawodami. Trasę drużyny pokonają na różne sposoby (kajak, trekking, rower górski i/lub inne), w taki sposób aby dotrzeć do mety w maksymalnym terminie 10 dni. Strategia wyścigu, praca zespołowa i umiejętności nawigacyjne są kluczowymi czynnikami do ukończenia Patagonian Expedition Race. Czytaj więcej

Porozmawialiśmy z kapitanem polskiej ekipy - Rafałem Nowakowskim, o tym jakie trudy czyhają na niezmordowanych zawodników i jaki cel przyświeca ich nadludzkiemu wysiłkowi.

Czy waszej wędrówce towarzyszy jakiś konkretny cel?

Rafał Nowakowski, kapitan polskiej drużyny na Patagonian Expedition Race: Tak naprawdę przyświeca nam podwójny cel. Po pierwsze, chcemy jak najlepiej zaprezentować Polskę na arenie międzynarodowej. Przede wszystkim jednak chcemy pomóc Jakubowi – synowi naszego zmarłego kolegi z jednostki. Chłopiec nie ma nogi, korzysta z protezy, a jest jeszcze bardzo młody. Dlatego strasznie zależy mi na tym, żeby mu pomóc. Współpracuję z fundacją "Sprzymierzeni z GROM". To fundacja wspierająca byłych żołnierzy i funkcjonariuszy i właśnie dzięki niej chciałbym wesprzeć Jakuba. Robię to po raz pierwszy i sam jestem ciekaw jak zareagują ludzie. Będziemy jeszcze myśleli nad formą, ale na razie myślę o zbieraniu kilometrów podczas treningów.

By pomóc Kubie

"Poza satysfakcją i ukończeniem wyprawy postanowiliśmy zrobić coś dla innych - pomóc dzieciom weteranów. Nasz wysiłek i pokonane kilometry chcemy zamienić na środki finansowe dla 12 – letniego Jakuba, który w wieku 7 miesięcy w wyniku komplikacji pooperacyjnych na otwartym sercu przeszedł amputacje kończyny dolnej. Od 2 roku Jakub porusza się o protezie. Jego organizm ciągle rośnie a to wymaga ciągłej i systematycznej rehabilitacji. Jakub również wymaga kontroli w wielu poradniach: kardiologicznej, ortopedycznej,okulistycznej i neurologicznej. Obecnie największym jego problemem jest częsta zmiana protez lub ich części, które wpływają na prawidłowy rozwój i naukę chodzenia". Czytaj więcej

Znajdziemy w sporcie większych kozaków od uczestników Patagonian Expedition Race?


Użyłbym innego stwierdzenia. Można być niezłym kozakiem w sporcie, ale Patagonian Expedition Race to przede wszystkim wyścig charakterów. Tu dużą rolę odgrywają warunki pogodowe - silne wiatry i zmienna temperatura. Kiedy byłem na wcześniejszej edycji wyścigu, w 2016 roku, zawody odbywały się w lutym, kiedy w Patagonii jest akurat środek lata. W tym roku organizator zmienił termin na listopad, czyli tamtejszą końcówkę wiosny, a co za tym idzie pogoda pewnie będzie mniej przyjazna. Patagonia charakteryzuje się bardzo silnymi wiatrami. Od nazwy 40 równoleżnika, gdzie leży ta kraina geograficzna, wzięły swoją nazwę wiatry, tzw. "ryczące czterdziestki", które wdzierają się na ląd i są naprawdę nieprzyjemne. Potrafi tam rownież spaść dużo deszczu, często maszeruje się po terenie podmokłym. Znoszenie kilkugodzinnych marszy w mokrych butach to prawdziwa próba charakteru. Kondycja jest oczywiście bardzo ważna, ale co mi po człowieku, który przebiegnie maraton, a kiedy trochę zmarznie mu tyłek, najzwyczajniej stchórzy.
Jakie trudności czyhają na uczestników wyścigu?

Po pierwsze fakt, że trasę rajdu poznajemy niecałe 24 h przed jego rozpoczęciem. Wtedy dowiadujemy się którędy będziemy maszerowali, gdzie znajdują się punkty przepakunkowe. Wystarczy mały błąd, źle wyliczymy ilość jedzenia potrzebnego w danym punkcie, a może się okazać, że przez niedopatrzenie poważnie opóźnimy swoją wędrówkę. Odpowiednie zaplanowanie wyścigu to pierwsza z trudności. Po drugie, warunki terenowe. Na filmach udostępnionych przez organizatorach nie widać w pełni, przez jakie lasy musimy się przedzierać. Co prawda nie jest to dżungla, wszak jesteśmy w innej strefie klimatycznej, niemniej gęstwina jest niezła. Dodatkowo jest to bardzo podmokły teren, gdzie idąc dziesiątki kilometrów przez torfowiska nie widzimy nawet swoich butów – jest tak grząsko. Kolejnym czynnikiem jest nawigacja, ponieważ maszerujemy wyłącznie przy pomocy kompasu i mapy. Nie możemy używać GPS-ów. Dodatkowo w Patagonii nie ma szlaków turystycznych. Nie ma ścieżek. Często jedynym sposobem przedostania się z miejsca na miejsce jest lot śmigłowcem lub przepłynięcie okrętem. Jeśli przyjdzie zamglenie, przez co na przykład nie widać szczytów gór, wychodzi cały kunszt nawigacyjny. Co prawda drużyny mają do dyspozycji telefon satelitarny i urządzenie GPS, ale zaplombowane, do użycia w naprawdę ciężkich przypadkach. Korzystanie z nich oznacza dyskwalifikację.

Jak wyglądał dobór członków ekipy?

Piotra znam już kupę lat, razem startujemy w triatlonach. Stąd wiem, co potrafi i co sobą reprezentuje. Robert również jest moim bardzo dobrym kolegą, byliśmy wspólnie na Mount Blanc. Znam jego charakter. Dodatkowo to ekspert jeśli chodzi o nurkowanie i skoki spadochronowe. Mogę na niego liczyć i wiem, że nie poddaje się w trudnych chwilach. Najmniej znałem Magdę, jednak już po pierwszych treningach udowodniła, iż jest silna. Ma za sobą spore doświadczenie w biegach przeszkodowych.
Jak trenuje się przed tak nadludzkim wysiłkiem?

Na pierwszym treningu, który organizowałem, porwaliśmy się na spływ kajakowych na dystansie 180 km. Udało nam się zrobić 120. Co ciekawe, dla Roberta i Magdy był to pierwszy kontakt z kajakiem. To była dla nich trudna próba charakteru, zwłaszcza że sam nie ułatwiałem im sprawy, celowo sprawdzając ich wytrzymałość. Mogę powiedzieć, że egzamin zdali na piątkę. Na razie nie skupialiśmy się na odtwarzaniu patagońskich warunków. Na tym etapie zależało mi na tym, żebyśmy jak najlepiej się poznali. By każdy mógł się sprawdzić przy okazji wysiłku większego niż średni maraton. 

Kajaki trenowaliśmy na Wiśle. Nawigację, jazdę na rowerze i trekking można świetnie przećwiczyć w Puszczy Kampinoskiej. Biegamy również w górskich biegach w Falenicy na dystansie 10 km. Przygotowania pod kątem samego Patagonian Expedition Race zaczynamy w zasadzie teraz. Na marzec mamy zaplanowany taki dłuższy, kilkudniowy trening, żebyśmy mogli popracować w całym teamie. Od marca do samego listopada będziemy zatem budowali wspólną kondycję. Jest to o tyle utrudnione, że każdy z nas pracuje, posiada jakieś własne sprawy prywatne. Dlatego na razie kładliśmy nacisk na trening indywidualny. To jednak wkrótce się zmieni.
 Finansujecie wszystko z własnych kieszeni, czy możecie liczyć na wsparcie sponsorów?

Kompletując team powiedziałem każdemu, że musi liczyć się z tym, iż ponosimy koszty z własnych kieszeni. Dlatego, że to ja jestem osobą, która ściąga resztę składu, jako punkt honoru postawiłem sobie minimalizację kosztów pozostałych członków ekipy. Po ich deklaracji chęci udziału zacząłem szukać wsparcia finansowego. Na dzień dzisiejszy od strony sprzętowej i finansowej wspiera nas firma kurierska AGAP, Mondial Assistance, Allianze Worldwide Partners. "Polska Zbrojna" oraz "Public Relations" pomaga nam w sprawach związanych z PR-em. Oczywiście nadal szukam dodatkowego wsparcia, ale w zasadzie większość rzeczy zdążyliśmy już zakupić. Sporym wydatkiem będzie jedzenie, ponieważ na wyścig musimy przygotować co najmniej 80 posiłków dla samej drużyny. Musimy jednak pamiętać o dwójce towarzyszących nam ludzi, oni też muszą coś jeść. Myślę, że powoli udaje nam się dopiąć wszystko na ostatni guzik.

Śledźcie dalsze poczynania polskiej ekipy Patagonian Expedition Team na patagonia2018.pl oraz na fanpage'u drużyny.
Trwa ładowanie komentarzy...