To on pokazuje, jak dziś się robi polityczne kariery. Oto poseł od oburzającego tweeta o Tusku

Marcin Horała w ogólnopolskiej polityce zaistniał zaledwie dwa lata temu. Od tego czasu kontrowersyjnymi wypowiedziami pilnie pracuje na to, by jego nazwisko było rozpoznawalne.
Marcin Horała w ogólnopolskiej polityce zaistniał zaledwie dwa lata temu. Od tego czasu kontrowersyjnymi wypowiedziami pilnie pracuje na to, by jego nazwisko było rozpoznawalne. Fot. Jan Rusek / Agencja Gazeta
Według gdyńskiego posła PO Tadeusza Aziewicza, poseł PiS Marcin Horała to smutny przykład tego, jak wygląda dziś polityka w wykonaniu młodego pokolenia. Właściwie – postpolityka. Celem jest szybka kariera, której najlepiej służą agresywne działania o charakterze public relations, czyli forma nie treść. Horała zaś o ten PR bardzo dba. Raz po raz robi coś, by było o nim głośno. Że dominują negatywne komentarze? To nieważne.

"Smutny Tusk" był w weekend niechlubnym hitem internetu. Poseł PiS Marcin Horała w sobotę, tuż po zwycięstwie Kamila Stocha w Pjongczangu, zamieścił na Twitterze zdjęcie Donalda Tuska odwiedzającego poszkodowanych przez trąbę powietrzną. Podpis głosił: "Wellinger przegrał". Były premier miałby się smucić z porażki Niemca – no, bo jakże miałby się cieszyć z sukcesu Polaka, nie?
Tweet polubiło ponad 2 tys. osób, co oznacza, że wielu było takich, którym "żart" pana posła się spodobał. I to mimo tego, że bardzo szybko przypomniano, w jakim kontekście wykonano to zdjęcie.

"Motyw samoistny żartów"
Stowarzyszenie Fotoreporterów odpisało politykowi: "Szanowny Panie, to jest zdjęcie reporterskie przedstawiające Donalda Tuska i ofiary trąby powietrznej pod Opolem. Użył go pan niezgodnie z kontekstem. Wykorzystywanie ofiar, do złych żartów, jest ohydne". Pojawiło się przy tym wiele komentarzy (bardziej lub mniej kulturalnych), że parlamentarzyście nie wypada zachowywać się jak internetowy troll. I początkowo chyba poseł Horała nie zrozumiał, jak bardzo przesadził.
Brnął, nadal naigrywając się z Donalda Tuska i nawiązując do jego tweeta z czasu, gdy wybuchła afera taśmowa.
Horała nie czekał jednak do poniedziałku. W sobotę napisał przeprosiny. Ale przeprosił tak, by czasem nie wyszło, że jego słowa są skierowane do obecnego szefa Rady Europejskiej – co to, to nie. Przeprosił za to, że na opublikowanym przez niego zdjęciu znalazły się inne osoby, poszkodowanych w wyniku kataklizmu. W niedzielę zaś dopisał, że dla niego Tusk i kwestia niemiecka są jak... Kwaśniewski i pociąg do alkoholu.
– Obrzydliwy – tak jednym słowem "żart" posła Horały ocenia w rozmowie z naTemat gdyński parlamentarzysta PO Tadeusz Aziewicz. Jego zdaniem polityk PiS-u stosuje takie metody, aby zwiększyć rozpoznawalność, wywołać wokół siebie szum.
Tadeusz Aziewicz
poseł PO z Gdyni

Mam wrażenie, że poseł Horała robi to z premedytacją i jeżeli o nim rozmawiamy to już osiągnął swój cel. Parę lat temu nazwisko "Horała" było praktycznie nierozpoznawalne. Dzisiaj natomiast jest odmieniane we wszystkich mediach.

"Nierówne standardy"
Gdyńska posłanka PiS-u Dorota Arciszewska-Mielewczyk w rozmowie z naTemat z kolei tłumaczy, że jej zdaniem po tweecie Marcina Horały część mediów potraktowała go niesprawiedliwie. Przypomina, że poseł PiS-u przeprosił na ten wpis i wyjaśnił, iż nie był świadomy, kiedy i w jakich okolicznościach fotografia została wykonana. – Czy państwo interesowali się tą sprawą wtedy, gdy to samo zdjęcie ze swoimi komentarzami zamieszczali inni użytkownicy mediów społecznościowych? Wcześniej państwa to nie bolało? – zapytała posłanka Arciszewska - Mielewczyk, gdy poprosiłem ją o opinię w sprawie tweeta ze "smutnym Tuskiem".
Dorota Arciszewska - Mielewczyk
posłanka PiS z Gdyni

To zdjęcie od lat funkcjonuje w internecie. Wiele osób je udostępniało. Nikt wcześniej nie reagował. Dlaczego akurat teraz państwo się interesują tą sprawą, dlaczego wobec posła PiS-u stosują państwo inne standardy niż wobec pozostałych użytkowników? W mediach społecznościowych tak to jest - otwiera się galerię, wybiera się zdjęcie i można nie wiedzieć, w jakich okolicznościach to zdjęcie powstało. Poseł Horała przeprosił, gdy sprawdził, skąd pochodzi to zdjęcie.

Arciszewska-Mielewczyk podkreśla, że jej zdaniem nie ma się co dopatrywać jakichkolwiek złych intencji Marcina Horały.

"Nazwisko krąży"
Tadeusz Aziewicz z kolei działania Marcina Horały nazywa postpolityką. Tu już nie liczy się ani człowiek, ani program polityczny. – Ważna jest liczba kliknięć, ważne jest to, że w sieci jego nazwisko krąży. Ulegamy temu, skoro o nim rozmawiamy – mówi, dodając, iż wolałby rozmawiać o pozytywnych działaniach młodszego polityka, ale ich nie dostrzega. – Psucie kodeksu wyborczego i "lex Horała" - takie mam skojarzenia – stwierdza.


Pojęcia "lex Horała" po raz pierwszy użył wicemarszałek Senatu Bogdan Borusewicz. W ten sposób opisał zmianę, jaką przeforsował gdyński poseł PiS-u. W ustawie o działach o działach administracji rządowej w części dotyczącej zarządzania i nadzoru nad spółkami z udziałem Skarbu Państwa zmieniono kryteria obowiązujące członków Rad Nadzorczych w spółkach portowych. Dzięki temu do rad w spółkach podległych Portowi Gdańskiemu w 2016 r. trafili choćby działacze trójmiejskiej młodzieżówki PiS-u, radni z tej partii czy wręcz asystenci posła Horały.
Jak pisała trójmiejska "Gazeta Wyborcza", Horała wówczas zapewniał, iż nie chodziło mu o przywileje dla znajomych, lecz o uporządkowanie przepisów. Po co zaś łagodzić wymogi dotyczące rad nadzorczych w portowych spółkach? Bo i w wielu większych firmach takich obostrzeń nie ma – wyjaśniał. Politycy obecnej opozycji uważają jednak, że nowe przepisy zostały dopasowane do kompetencji współpracowników Horały. Gdyńscy radni PiS-u związani z parlamentarzystą obsadzają dziś stanowiska w ważnych spółkach Skarbu Państwa (m.in. Przedsiębiorstwa Usług Portowych czy spółki Energa Oświetlenie). Samego Horały od ponad dwóch lat w gdyńskiej Radzie Miasta już nie ma, ale pozostawił po sobie raczej dobre wspomnienia.

"Człowiek roztropny"
Tadeusz Szemiot, szef klubu radnych PO w Gdyni, w rozmowie z naTemat przyznaje, że nie śledził Twittera i nie wie nic o wpisie ze "smutnym Tuskiem". Wie natomiast, jak Marcin Horała działał, zanim przeniósł się na Wiejską. – Wiele razy z Marcinem współpracowaliśmy przy różnych inicjatywach ważnych dla Gdyni bez względu na polityczne różnice – mówi radny Szemiot w rozmowie z naTemat. Na pytania dotyczące aktualnej działalności politycznej Horały odpowiadać nie chce, bo - jak tłumaczy - jej nie śledzi i bardziej go interesuje polityka lokalna.

O działalności samorządowej posła Horały pamięta też Tadeusz Aziewicz. Z relacji kolegów wie, iż polityk PiS-u uchodził raczej za "człowieka roztropnego, który przygotowywał się do poszczególnych sesji Rady Miasta". Dziś poseł PO przyznaje, że obserwując działalność parlamentarną Marcina Horały, mocno zmienił postrzeganie tego polityka.
Tadeusz Aziewicz
poseł PO z Gdyni

Dziś postrzegam go jako klasycznego przedstawiciela młodego pokolenia, któremu chodzi właściwie wyłącznie o prywatne cele. Moje pokolenie wchodziło w politykę przede wszystkim z powodów etycznych. Oczywiście - zderzenia wartości z rzeczywistością bywały i konieczne były kompromisy, ale zawsze powodowało to etyczne napięcie. On natomiast jest w pełni sfokusowany na realizację osobistego interesu - dziś może mówić to, jutro coś zupełnie innego, jeśli taka będzie koniunktura.

Jeżeli takie postawy w młodym pokoleniu staną się powszechne, będzie z tego duży kłopot dla naszego państwa. Polityk może popełniać błędy, jego poglądy mogą ewoluować, ale kompasem dla polityka nie może być wyłącznie jego osobisty interes. Nie musimy mieć tożsamych poglądów, ale dla wzajemnego szacunku kluczowa jest wiara w dobre intencje. Autopromocja poprzez obrażanie innych na pewno temu nie służy.

Od przedszkola do Sejmu
Bo droga Horały do wielkiej polityki faktycznie była nieco kręta. Zaczęła się... już w przedszkolu. Rok temu w rozmowie z trójmiejską "Wyborczą" wspominał, że jako kilkulatek zakładał partię. Nazywała się Partia Wolności. Potrafił już pisać i na zajęciach w przedszkolu koleżankom i kolegom własnoręcznie wypisał partyjne legitymacje.
Marcin Horała
poseł PiS z Gdyni

Jako dziecko oglądałem dziennik telewizyjny i monitor rządowy, który prowadził Jerzy Urban. Wydaje mi się, że w pierwszej fazie wierzyłem w to co mówią i byłem prorządowy. Ale już na końcu przedszkola zdecydowanie popierałem opozycję.

cytat za trojmiasto.wyborcza.pl "Pełnomocnik Horała. Cel: odbić Gdynię i Pomorze"
Mając 18 lat zapisał się do Unii Polityki Realnej i bardzo szybko awansował - w wieku 21 lat był już członkiem rady głównej UPR. Rok później, w 2004, wystartował w wyborach do Parlamentu Europejskiego. Uzyskany przez niego wynik - niecałe 500 głosów - był bardziej niż skromny.
Niedługo po tej porażce Horała postanowił zmienić polityczne barwy, przenosząc się do PiS, gdzie szanse na karierę ocenił wyżej. "Trwanie w UPR byłoby jak gonienie rowerem za samochodem, którym przemieszczały się inne partie" – wyjaśnił w "Wyborczej". I zaczęła się typowa partyjna wspinaczka - pomoc w kampanii posła Zbigniewa Kozaka (który przebył jeszcze ciekawszą drogę - z UPR przez PO do PiS, dziś zaś jest wiceprezesem spółki Energa Operator), potem asystentura u posła i mandat radnego Gdyni. Przełomem zaś był start w wyborach na prezydenta miasta. Od początku wiadomo było, że Horała nie pokona Wojciecha Szczurka, który Gdynią rządzi od 1998 r.
Ugrał niewiele - 12 proc. głosów. Ale - po pierwsze - to i tak więcej, niż przed laty zdobywali konkurenci Szczurka, a po drugie - przebił się do szerszej świadomości gdynian. W wyborach parlamentarnych rok później zdobył nieco ponad 10 tys. głosów, co pozwoliło mu z 6. miejsca na liście PiS dostać się na Wiejską. Wtedy udało mu się przebić bez zachowań typowych dla internetowych trolli. Dziś widać trudniej jest się przebić – w parlamencie konkurencja duża i żeby zaistnieć, trzeba bardziej błysnąć.
Trwa ładowanie komentarzy...