Polscy Żydzi opowiadają, jak wygląda ich życie w Polsce. Znowu się boją – tak jak przed laty

Polscy Żydzi opowiedzieli o swoim życiu w Polsce.
Polscy Żydzi opowiedzieli o swoim życiu w Polsce. Fot. Dawid Żuchowicz / Agencja Gazeta
W lutym zapachniało marcem. Żydzi zaczęli się bać. Zastanawiają się, co dalej. Czy bezpiecznie słać dziecko do żydowskiej szkoły? A chodzić w kipie? A może najrozsądniej się spakować? – pyta Paweł Reszka w swoim tekście w najnowszym "Newsweeku" o polskich Żydach. Rozmówcy dziennikarza przedstawiają swoje historie – zarówno współczesne, jak i z minionych lat. Przedstawiamy część z nich.

Biblioteka Narodowa. Barek obok czytelni humanistycznej. Katarzyna, lat około 20. Filozofka, po naukowemu roztargniona.

– Nie mogę nic sensownego napisać od wielu dni.

– To przez sytuację?

– Albo przez sytuację, albo znalazłam sobie usprawiedliwienie (śmiech).

– Opowie mi pani o rodzinie?

– "O tym" nie wiedział nikt. Babcia o to zadbała. Stworzyła precyzyjną legendę tradycyjnej katolickiej rodziny.

Legenda zaczęła się sypać z wiekiem babci. Zaczynała mówić w dziwnym, jakby niemieckim języku, a na marginesach gazety, gdzie rozwiązywała krzyżówki, kreśliła dziwne znaki.

Kasia: – Okazało się, że litery są hebrajskie, a ten niby niemiecki to jidysz. Ale prawda wyszła inaczej. Miałam 11 lat. Zadałam babci niewinne dziecięce pytanie:

– Babciu, a jak się nazywali twoi rodzice?

– No jak? Izrael i Rajzel Lea.

Nagle moja matka podbiegła do niej: – O co chodzi? Co ty powiedziałaś o dziadkach?
Babcia: – Że mieli na imię Ignacy i Rozalia! Wiesz dobrze.

Po latach Katarzyna odtwarzała historię rodziny z okruchów opowieści i z dokumentów, jakie znalazła w Żydowskim Instytucie Historycznym: – Dziś wiem, że babcia przeżyła wojnę na fałszywych papierach. Ukrywała się różnie, nawet w lasach. Matka urodziła się w ziemiance. Z czasem zorientowałam się, że babcia dawała nam rady, które miały nam pomóc przetrwać złe czasy.

– Jakie?

– Po pierwsze, wykształcenie. Bo tego nie można odebrać. I oszczędzanie – że zawsze trzeba mieć schowane pieniądze. Bank to bank, ale trzeba mieć coś w szafie na wszelki wypadek. No i że trzeba się chować.

***
Michał, informatyk, po 40. Wysoki, dobrze zbudowany. Widzimy się w knajpce na warszawskim
Muranowie.

– To dziadek wymyślił, że zamieszkamy akurat na Muranowie. Ciekawe, co?

– Żydzi osiedlają się na gruzach getta?

– I o to chodzi! Kto będzie szukał Żyda na cmentarzu! Życie mojej rodziny to było wtapianie się w tłum. Rodzice mówią dzieciom: "Zgłaszaj się, występuj, bądź pierwszy". A moja mama? "Nie wychylaj się!".

– A jak jest teraz?

– Najpierw poczułem strach. Że to się nie zatrzyma. Bo ja wiem, jak to być nacjonalistą i antysemitą. Wszyscy stroją się pod lidera. Prześcigają się w radykalizmie.

– Skąd pan wie?

– Bo ja byłem i narodowcem, i antysemitą. Aż się dowiedziałem… Miałem się żenić, w wieku 27 lat. Matka powiedziała, że chce iść ze mną na spacer. Wtedy mi powiedziała.

Więcej historii polskich Żydów można przeczytać w najnowszym wydaniu tygodnika "Newsweek".
Trwa ładowanie komentarzy...