Krzysztof Hołowczyc zabrał głos w sprawie utraty prawa jazdy. "Nie jechaliśmy nadzwyczaj szybko, raczej relaksowo"

Krzysztof Hołowczyc twierdzi, że policja dokonała złego pomiaru prędkości
Krzysztof Hołowczyc twierdzi, że policja dokonała złego pomiaru prędkości Fot. Marcin Kucewicz / Agencja Gazeta
Krzysztof Hołowczyc w piątek odniósł się do zarzucanego mu przez policję przekroczenia prędkości. Legendarny polski rajdowiec utrzymuje, że funkcjonariusze dokonali złego pomiaru. Twierdzi, że tempo z jakim jechał, było "raczej relaksowe, a nie nadzwyczajnie szybkie".

"Tłumaczymy im z Maćkiem, że jesteśmy przekonani, że nie jechaliśmy powyżej 100 km/h, że odczyt to jest ich prędkość, a nie nasza, że taka metoda pomiaru nie jest precyzyjna, że są wyroki sądów w tej materii. Pokazujemy, że w radiowozie ciśnienie kół jest sporo za niskie i to też zawyża wskazywaną prędkość. To wszystko na nic" – napisał Krzysztof Hołowczyc na Facebooku.

Krzysztof Hołowczyc kontra drogówka
Emerytowany sportowiec dodaje, że nie zgodził się na przyjęcie mandatu, bo pomiar był jego zdaniem przeprowadzony nieprawidłowo. Mimo to rajdowemu mistrzowi Polski i Europy zatrzymano prawo jazdy.
Według policji Krzysztof Hołowczyc jechał 113 km/h w terenie zabudowanym, gdzie obowiązywało ograniczenie prędkości do 50 km/h. Takie wykroczenie powoduje automatyczną utratę prawa jazdy na okres trzech miesięcy. Co więcej, za przekroczenie prędkości nakładany jest ponadto mandat od 50 do 500 zł i punkty karne.

Przypomnijmy, że w 2013 roku policjanci również zatrzymali Krzysztofa Hołowczyca po pomiarze prędkości. Według funkcjonariuszy wówczas Hołowczyc miał przekroczyć prędkość o 114 km/h. Ten nie przyjął mandatu i sprawa trafiła do sądu. Po dwóch latach procesu Hołowczyc co prawda musiał zapłacić grzywnę za przekroczenie prędkości. Dochodzenie wykazało jednak, że policyjny radar przekłamał wynik o ponad 40 km/h.
Trwa ładowanie komentarzy...