"Były kopniaki w krocze, podduszanie i ciosy w twarz". Studenci blokujący marsz ONR-u opowiadają o policyjnych metodach

W trakcie kontrmanifestacji podczas marszu ONR-u w Warszawie doszło do starć z policją. Jej uczestnicy opowiadają o brutalności służb.
W trakcie kontrmanifestacji podczas marszu ONR-u w Warszawie doszło do starć z policją. Jej uczestnicy opowiadają o brutalności służb. Fot. Franciszek Mazur/Agencja Gazeta
Już podczas przepychanek z policją pojawiły się głosy o brutalności interweniujących funkcjonariuszy usuwających protestujących aktywistów siłą. Teraz portal OKO.press publikuje relacje pobitych studentów. Stanęli oni na drodze marszowi ONR, który ulicami Warszawy przeszedł 1 marca.

Marsz ONR miał uczcić pamięć żołnierzy wyklętych. Ale oprócz pamięci kontrowersyjnych bohaterów końca lat 40., na marszu pojawiły się antysemickie i faszystowskie okrzyki oraz transparenty. Zablokować marsz próbowali członkowie i sympatycy Obywateli RP, Studenckiego Komitetu Antyfaszystowskiego, Warszawskiego Strajku Kobiet i Partii Zielonych. Wtedy też zareagowała policja. Jak wynika z opowieści uczestników kontrmanifestacji, była to brutalna reakcja.

Bicie i kopanie
– Chyba dostali rozkaz, żeby nas bić. Oczywiście tak, by nie było tego widać. Dopiero po manifestacji, gdy zaczęliśmy rozmawiać i zbierać relacje, okazało się, że co druga osoba dostała albo z pięści w twarz albo z kopa – opowiada portalowi OKO.press Sebastian Słowiński, członek Studenckiego Komitetu Antyfaszystowskiego. – Pierwotny plan był taki, żeby pójść w stronę ul. Puławskiej i próbować zablokować marsz dalej. Ale policja otoczyła nas kordonem. Zgadaliśmy się grupą 30-40 osób, że spróbujemy przedrzeć się przez gęstniejący tłum funkcjonariuszy – mówi uczestnik manifestacji.

– Ruszyliśmy z hasłem: "No pasaran". Policja nie dała żadnego sygnału, nie wezwała do uspokojenia się. Od razu zaczęły się zaczęły kopy w nogi, podduszanie i ciosy w twarz. Nikomu nie udało się przedrzeć. Chyba, że liczymy Rafała Suszka, którego straciliśmy z radaru. Jak się później okazało, został brutalnie powalony na ziemię, skuty i zabrany do radiowozu – dodaje. Rafał Suszek to wykładowca Uniwersytetu Warszawskiego, który został spacyfikowany i usłyszał zarzut naruszenia nietykalności cielesnej funkcjonariusza publicznego.
Inni uczestnicy blokady także potwierdzają bicie po twarzy, kroczu i podduszanie. Pierwsze podejście do zablokowania marszu nacjonalistów zakończyło się w policyjnym "kotle".
Drugie podejście
Aktywiści podjęli też drugą próbę zablokowania marszu. Przeszło oni przez teren Szkoły Głównej Handlowej i pokonując płot zdołali dostać się przed czoło pochodu. – Policja wezwała nas do rozejścia się. Zaraz potem siłą powalili nas na chodnik. Rzucali nami jak workami z ziemniakami – mówi Słowiński. – Dostałem kopa w krocze, nie mogłem się pozbierać, a policjant z uśmiechem pyta: "co mi pan krzyczy do ucha"? Pozostali rozmówcy potwierdzają, że funkcjonariusze są coraz bardziej brutalni. Jak podejrzewają, tak wygląda rozkaz, który dostają policjanci.


– Szczerze mówiąc jestem przerażona, bo wychowałam się w przeświadczeniu, że policji można ufać – kończy relację Gabriela Filipowicz, która także brała udział w próbie zablokowania przemarszu nacjonalistów ulicami stolicy. Studenci UW mają nadzieję, że rektor uczelni, z której pochodzi większość manifestujących studentów oraz pracowników naukowych, wkrótce zajmie jednoznaczne stanowisko w tej sprawie.

źródło: oko.press
Trwa ładowanie komentarzy...