"Ręce polityki po mnie sięgnęły". Córka generała Jaruzelskiego wchodzi do gry, a PiS robi jej kampanię

Prezes Związku Żołnierzy WP pułkownik Marek Bielec, szef SLD Włodzimierz Czarzasty , Monika Jaruzelska i Janusz Zemke podczas konferencji w sprawie tzw. ustawy degradacyjnej
Prezes Związku Żołnierzy WP pułkownik Marek Bielec, szef SLD Włodzimierz Czarzasty , Monika Jaruzelska i Janusz Zemke podczas konferencji w sprawie tzw. ustawy degradacyjnej Fot. Przemek Wierzchowski / Agencja Gazeta
Polityka jest teraz bliżej mnie, w związku z czym i ja jestem bliżej polityki. Rozważam zaangażowanie polityczne, ale ostatecznej decyzji jeszcze nie podjęłam – stwierdziła Monika Jaruzelska w Radiu Zet. Córka degradowanego przez PiS generała i autora stanu wojennego zapowiedziała też ostatnio na konferencji prasowej, że razem z SLD chce powołać "centrum monitorowania skutków tzw. ustawy degradacyjnej". Dziennikarka i celebrytka coraz częściej udziela politycznych wywiadów w mediach i coraz odważniej staje w obronie swojego ojca. Czy to preludium do wyjścia na scenę?

Łatwo sobie wyobrazić, że nazwisko Jaruzelskiej mogłoby się pojawić w grze w wyborach do Sejmu, albo już w zbliżających się wyborach samorządowych, także w kontekście wyborów na prezydenta Warszawy.

Jeśli nie Biedroń, to kto?
Lewicowy elektorat w stolicy może w drugiej turze przesądzić kto zastąpi Hannę Gronkiewicz-Waltz w stołecznym ratuszu. Wie o tym kandydat PO Rafał Trzaskowski, który już puszcza oko do tego elektoratu. Zapewne kandydat PiS, bez względu na to kto nim zostanie, będzie robił to samo.
Politycy SLD deklarują wprawdzie, że poparliby w tych wyborach Roberta Biedronia, ale ten – choć w Warszawie miałby szansę na bardzo dobry wynik i choć powtarza, że niczego nie wyklucza – na razie nie zamierza chyba wyprowadzać się ze Słupska.

Inny typowany na lewicy kandydat na prezydenta stolicy Ryszard Kalisz zarzeka się, że nie zamierza startować, a wystawienie mało znanego szefa warszawskich struktur Sojuszu Sebastiana Wierzbickiego nie gwarantuje uzyskania dobrego wyniku.

Na tapecie jest jeszcze nazwisko Małgorzaty Sekuły-Szmajdzińskiej żony Jerzego Szmajdzińskiego, który zginął w katastrofie lotniczej pod Smoleńskiem, ale ona jest - jak sama powtarza - warszawianką z urodzenia, ale wrocławianką z wyboru. – Jest 'kocioł', ale będę gotowa – mówiła jednak pod koniec ubiegłego roku w wywiadzie dla portalu Wawalove.pl

A Jaruzelska? Zapytana w Radiu Zet, czy myśli o tym żeby wejść w politykę, odparła: – W tej chwili w jakiś sposób, może jako taki fantom generała Jaruzelskiego, ale jednak jestem bezpośrednio przez tę politykę atakowana i ona w moje życie wchodzi bardzo głęboko.


Ogląda się na syna
– Rozważam w tym momencie myślenie o jakimś zaangażowaniu się politycznym. Jeszcze ostatecznej decyzji nie podjęłam. Moim największym przeciwnikiem politycznym jest mój syn, który chciałby mieć co prawda mamę, która by była aktywna, mamę, która by mogła odnosić ewentualnie jakieś sukcesy, z której mógłby być dumny. Ale jednocześnie żeby mama najlepiej siedziała w domu i zawsze miała dla niego czas – stwierdziła.
Zapytana wprost, czy rozważa start do Sejmu, nie udzieliła jednoznacznej odpowiedzi. – Powiedziałam, że na razie w ogóle nie wiem. Polityka jest teraz bliżej mnie, w związku z tym ja też jestem bliżej polityki. Już wiem, że przed nią nie ucieknę. Nawet będąc osobą zupełnie apolityczną. Już te straszne ręce polityki po mnie sięgnęły – stwierdziła.

Według prof. Rafała Chwedoruka, politologa z Uniwersytetu Warszawskiego, Jaruzelska mogłaby liczyć na sukces w polityce, ale raczej w wyborach do Sejmu niż tych na prezydenta stolicy, choć - jak zastrzega ekspert - wybory samorządowe mogłyby być dla niej trampoliną.

Pani Jaruzelska jest związana z Warszawą, ale SLD w Warszawie od wielu lat słabnie. Start na prezydenta stolicy mógłby uruchomić spiralę społecznych emocji i nagłośnić tematykę historyczną oraz jej osobę, natomiast niekoniecznie gwarantowałoby dobry wynik. W wyborach do sejmiku wojewódzkiego Sojusz też nie ma co liczyć tutaj na szczególny sukces, bo choć Warszawa jest mocno liberalna, to większość województwa to jednak matecznik PiS – ocenia prof. Chwedoruk.

Raczej Sejm niż ratusz
Zdaniem politologa, w wyborach do Sejmu, można by Jaruzelskiej wróżyć indywidualną karierę "gdyby notowania Sojuszu pozostały na tym poziomie, na którym są i przy doborze odpowiedniego okręgu wyborczego”.

Na razie Monika Jaruzelska poinformowała, że razem z SLD chce powołać "centrum monitorowania skutków tzw. ustawy degradacyjnej". Tłumaczyła, że z europosłem SLD i byłym wiceszefem MON Januszem Zemke postanowiła powołać centrum, po to "aby zobaczyć, jak ta ustawa może być szkodliwa dla wojska, dla rodzin wojskowych".

We wspomnianym wywiadzie dla radia Zet Jaruzelska tłumaczyła, że do tzw. ustawy degradacyjnej podchodzi "ze spokojem, z godnością, tak jakby mój ojciec do tego podszedł”.

– Wcale nie jest jednoznacznie tak, jakby chcieli rządzący, że gen. Jaruzelski jest postacią jednoznacznie negatywną. Gdyby tak było, nie trzeba byłoby robić spektaklu degradacyjnego – powiedziała Monika Jaruzelska w Radiu Zet.

– Dla mnie ta historia otwiera furtkę do zupełnego podporządkowania sobie wojska, zamiast Wojsko Polskie będzie "wojsko PiS-owskie”. Mam wątpliwość, czy w przyszłości, kiedy ktoś inny wygra wybory, czy ta ustawa nie pozostanie, bo będzie dawała możliwość trochę niewolniczego traktowania żołnierzy – dodała.

Pytana o stopień wojskowy na grobie Jaruzelskiego, którego wymazanie jako konsekwencję ustawy, zapowiadał wiceszef sejmowej komisji obrony i poseł PiS Waldemar Andzel, stwierdziła, że podporządkuje się takiej ewentualnej decyzji.

– Nie wiem, jaki napis dam, czy dowódca zwiadu konnego, bohater II wojny światowej, prezydent czy też zostawię: generał tylko zdegradowany przez rząd PiS w 2018 r.. Mówię to sarkastycznie, bo nie będę bawiła się grobem ojca – tłumaczyła.

"Dance macabre z trumnami"
Według niej, w kolejnym kroku po ustawie degradacyjnej, PiS może podjąć próbę pozbycia się Jaruzelskiego z Powązek. – Stosowany przez obecnie rządzących danse macabre z trumnami w tle jest w różnych tematach politycznych wykorzystywany, to byłby niezły spektakl wyrzucanie Jaruzelskiego z grobu – dodała Jaruzelska.

Przekonywała, że kiedy dzieją się takie rzeczy, jak w tej chwili, degradacja ojca, "wiele osób, które nawet niespecjalnie ojca szanowało, mają poczucie, że pewnych rzeczy ludziom po śmierci się nie robi, że rodzina nie powinna za coś odpowiadać i to są osoby, które bardzo, bardzo mnie wspierają".
– Ja nie lubię takiego gdybania i myślenia, co by było, gdyby było, ale wydaje się, że Lech Kaczyński, a też moje osobiste kontakty z panią Marią Kaczyńską świadczyły o tym, że to był zupełnie inny sposób myślenia, odbierania świata, a też myślę, że jak zawsze w polityce, politycy są tylko ludźmi i aż ludźmi i ich cechy osobowościowe to jest rzecz kluczowa – wspominała córka Jaruzelskiego.

Według prof. Chwedoruka nazwisko może pomóc Jaruzelskiej w ewentualnej karierze politycznej. – Zwróćmy uwagę, że mimo jednoznaczności polskich elit w krytycznej ocenie stanu wojennego, podejście do Wojciecha Jaruzelskiego jest bardziej zniuansowane. Konserwatywna prawica jest jednoznacznie krytyczna, ale w środowiskach liberalnych istnieje pewna ambiwalencja ze względu na jego rolę w transformacji ustrojowej. Z drugiej strony ta jednoznaczna krytyczność elit wobec stanu wojennego w małym stopniu oddziaływuje na świadomość zbiorową – zauważa politolog.

– Na dodatek kontekst różnych debat i inicjatyw politycznych z ostatnich miesięcy, czyli obniżenie emerytur części funkcjonariuszy służb mundurowych, kult żołnierzy wyklętych i Brygady Świętokrzyskiej NSZ, czy kwestia degradacji członków WRON mobilizuje tradycyjny elektorat SLD, który w swoim trzonie odwołuje się bardziej do historii niż do innych czynników np. spraw kulturowych, a w podejściu do spraw społeczno-gospodarczych jest umiarkowanie lewicowy – uważa Chwedoruk.

Dlatego, według niego, to wszystko tworzy pewien kapitał polityczny. – Zwłaszcza że pani Jaruzelska jakoś w przestrzeni publicznej funkcjonowała więc, jak sądzę, ma doświadczenie – mówi. – Uleganie takiej liberalnej modzie, że należy zrezygnować z odniesień do historii i postawić na nowoczesność, integrację europejską, odwoływanie się do różnych grup mniejszościowych, czy do nowego feminizmu jest, jak pokazuje los lewicy w całej Europie, a już w Polsce w szczególności, drogą donikąd – ocenia.

W wywiadzie dla portalu strajk.eu Czarzasty zapowiedział, że swojego kandydata na prezydenta Warszawy SLD przedstawi do 12 maja, bo nie chce popełnić błędu Nowoczesnej, czyli "wystawić kandydata dwa lata przed wyborami i równie szybko wycofać”.

Trzaskowski kusi lewicowy elektorat
Pytany, czy bierze pod uwagę poparcie dla Rafała Trzaskowskiego, wspieranego przez PO i Nowoczesną, odparł, że "to wchodzi w grę tylko w przypadku, gdy będzie realne zagrożenie, że prezydentem stolicy zostanie ktoś nierozsądny i nieprzewidywalny z PiSu”.

– Jeżeli będzie to jedyna droga, to poprosimy pana Trzaskowskiego o zaprezentowanie, co by chciał w Warszawie zrobić. Ja mam z nim problem: nie słyszałem, żeby powiedział, jakim będzie prezydentem Warszawy. Nie słyszałem o jego pomysłach, o czymś na miarę pomysłu otwarcia czterech łaźni, w których mogliby myć się bezdomni. Nie słyszałem, jaki ma pomysł na mosty, czy chce rozszerzyć metro czy zakopać. Jak można popierać w ciemno faceta tylko dlatego, że jest podstarzałym hipsterem z Placu Zbawiciela? – ironizował.
Trwa ładowanie komentarzy...